Archiwa tagu: wiosna

Z wizytą u św. Mikołaja

#day1

Trasa naszej 7-dniowej objazdówki po Turcji przebiegała początkowo drogą wzdłuż wybrzeża. Z drogi tej rozpościerał się wspaniały widok na Morze Śródziemne i strome szczyty gór Taurus.
Podziwiając tak wspaniałe widoki, dotarliśmy do Demre. Miasteczko to, liczące około 16 tys. mieszkańców, znane jest z ruin starożytnego miasta Myra – słynnego z najwspanialszych licyjskich grobowców skalnych. Czytaj dalej Z wizytą u św. Mikołaja

Turcja – kraj szafranem pachnący

Turcja od dawna była na mojej liście „Must see”, ale na jakiejś dalszej pozycji. Myślałam, że w tym roku zobaczę Gruzję lub Maroko, o których marzę od dawna.  Jednak kiedy na początku roku Monika przesłała mi kilka ofert wyjazdu do Turcji i padło pytanie „Jedziemy, prawda?”, chęć kolejnej podróży i zobaczenia nowych miejsc była tak duża, że się zgodziłam. Wybrałyśmy Wybrzeże Likijskie. Spontanicznie. Dopiero potem zaczęłam się zastanawiać czy dobrze zrobiłam. Kierunek w sumie ok, bezpieczny, poza tym moja ulubiona forma odpoczynku czyli objazdówka. Ale biuro jakieś nieznane, a jak nas zostawią gdzieś na lotnisku albo będziemy mieszkać w tragicznych warunkach… Obawy, jak się później okazało, zupełnie bezpodstawne. Ostatecznie były to jedne z moich najlepszych wakacji w życiu, chociaż wiadomo że i niewielkie minusy też się pojawiły.

Nasza „babska” wyprawa zaczęła się 20 kwietnia 2019 na warszawskim lotnisku Chopina, skąd tureckimi liniami Onur Air dostaliśmy się do Antalyi. Ponieważ wylot był późnym popołudniem, w Turcji byliśmy dopiero ok. 23. Odbiór bagażu, spotkanie z przedstawicielem biura i podział na grupy, których w sumie było 6, ale część jechała w inne zakątki kraju i tylko pierwszą noc spędziliśmy razem.  No i tak trafiłyśmy do naszego „P3”, razem z 26 innymi podróżnikami 🙂 Po zajęciu miejsc, pewnie każdy myślał już tylko o odpoczynku i szybkim dotarciu do hotelu. Ale o spokoju można było tyko pomarzyć, to wszedł ON – Halil Elci, jak się potem okazało wymarzony przewodnik wycieczek 😉

Halil – rodowity Turek, ale kochający Polskę i Polaków. Mieszkał w naszym kraju przez pół roku pilnie ucząc się polskiego, którym teraz włada biegle. Myślałam, że po pani Ninie, która 5 lat temu oprowadzała nas po włoskich miasteczkach, już nigdy nie trafię na tak dobrego przewodnika, a tu taka niespodzianka.

No i nie było drzemki w drodze do hotelu, tylko nauka podstawowych zwrotów po turecku. Już chyba zawsze będę pamiętać, ze „Günaydın” to „dzień dobry”, ale tylko do 10, potem to już trzeba powiedzieć „Iyi günler”. A gdy chcemy komuś za coś podziękować to z uśmiechem mówimy „Cok teşekkür ederim”… I tak ćwicząc o północy swoje języki i zdolności językowe docieramy do Grand Ring Hotel, naszej kwatery na pierwszą noc. Po powitaniu i rozdaniu kart do pokojów, kolejne zaskoczenie – mimo tak późnej pory, na polskie grupy czekała kolacja. Objedzone i nieziemsko zmęczone, idziemy spać około 1.30, aby kolejnego poranka wstać o 6.40 i ruszyć na podbój kraju szafranem i anyżkiem pachnącym 🙂

Nie wiem ile dokładnie przejechaliśmy kilometrów podczas tego tygodnia, ale z moich obliczeń z wujkiem Google wychodzi, że ponad 1100 km. W czasie przejazdów nudy nie było! Wiadomo, piękne widoki za oknem, ale nie tylko…

Halil, tak jak pani Nina potrafił bardzo szybko zintegrować naszą grupę, praktycznie od razu staliśmy się „rodziną”, jak potem często o sobie też mówiliśmy.  Większość grupy to osoby 60+, więc oprócz 14-letniej Wiktorii, byłyśmy z Moniką najmłodsze. Ale dzięki niemu nie było czuć tej różnicy, wszyscy świetnie się dogadywali i bawili.  Każdego dnia w drodze do zwiedzanych miejsc, oprócz opowieści o tym gdzie właśnie jedziemy i historii tego miejsca, mieliśmy też „wykłady” na inne ciekawe tematy. Tak więc był dzień z opowieściami o tureckich ślubach i pogrzebach, dzień o islamie, a także o pierwszym prezydencie Turcji – Ataturku. Dowiedzieliśmy się też ile kosztują mieszkania w Side czy ile zarabia np. nauczyciel oraz o tym, że prawie wszystko pochodzi z Turcji, nawet Czerwony KapTUREK 😉

Nigdy nie miałam w zwyczaju, aż tak chwalić biur podróży, ale tutaj mogę zrobić to z czystym sumieniem. Sama na pewno jeszcze nie raz skorzystam z wycieczek do Turcji organizowanych przez Premio Travel.

A was zapraszam do lektury kolejnych wpisów, w których postaramy się pokazać, jak fascynująca jest ojczyzna Ataturka.

Ogrody Keukenhof – ocean kwiatów

Holandia – kraj tulipanów, wiatraków, wszechobecnych rowerów i cukierków z lukrecją. 3 lata temu miałam okazję przez jakiś czas tam mieszkać i studiować. Do tej pory jestem pod ogromnym wrażeniem jaki wywarł na mnie ten kraj. Czysto, zielono, wspaniali i pomocni ludzie i to „coś”, co tak mnie urzekło. W tygodniu pochłaniały mnie badania prowadzone na uczelni w Wageningen, ale weekendami zwiedziłam wiele wspaniałych miejsc: Arnhem, Amsterdam, Hagę, Oterllo…. Podczas swojego pobytu, nie dotarłam jedynie do Ogrodów Keukenhof, uważanych za jedne z najpiękniejszych na świecie.

Po latach zdecydowałam, że koniecznie to miejsce muszę „odhaczyć” na liście tych zwiedzonych. Klamka zapadła – weekendowa wycieczka wykupiona. Nawet 2 noce które miałam spędzić w autokarze mnie nie przerażały 🙂

Wejście do Ogrodów Keukenhof.

Ogrody Keukenhof znajdują się w miejscowości Lisse, zaledwie 30 km na południowy zachód od Amsterdamu. Nazwa w wolnym tłumaczeniu, oznacza „kuchenny ogród”. Została ona zaczerpnięta z XV wieku, kiedy hrabina Bawarii, Jacoba van Beiern, spacerowała miejscowymi lasami i łąkami w poszukiwaniu ziół, owoców i warzyw, z których przyrządzała potrawy w swojej kuchni. Ogród oficjalnie trafił na listę atrakcji turystycznych w 1949 roku, kiedy z inicjatywy burmistrza 20 producentów kwiatowych cebulek postanowiło stworzyć tymczasową wystawę własnych okazów. Pomysł przypadł do gustu Holendrom, a już kolejna edycja, która odbyła się rok później, ściągnęła do Lisse 236 tysięcy gości. Dziś to miejsce uznaje się za atrakcję o międzynarodowej sławie.

Ogrody zostały zaprojektowane w stylu angielskim przez parę znanych architektów krajobrazu o nazwisku Zocher. Każdego roku ogrodnicy sadzą ręcznie ponad 7 milionów kwiatów cebulowych ponad 1600 różnych odmian: m.in. tulipany, żonkile, hiacynty i szafirki. Na obszarze 32 ha prezentowane są kompozycje tworzące kolorowe kobierce. Jesienią cebulki kwiatowe wsadzane jest do ziemi. Ogród otwierany jest dla zwiedzających tylko przez 2 miesiące – od połowy marca, kiedy rośliny zaczynają kwitnąć, do połowy maja, kiedy okres kwitnienia się kończy. Po zamknięciu ekspozycji cebulki są wykopywane i po okresie spoczynku, jesienią znów wsadzane, aby wiosną zaprezentować zwiedzającym nowe odmiany, kolory i kompozycje.

W tym roku tematem przewodnim jest „Holenderskie wzornictwo” („Dutch Design”.). Stąd m.in. w ogrodzie odtworzono, sadząc 80 000 kwiatowych cebulek, jeden z abstrakcyjnych obrazów Pieta Mondriaana. W ten sposób powstała niezwykła mozaika o powierzchni 250 metrów kwadratowych.

Holendrzy są znani z tego, że ich przydomowe ogródki to najważniejsza cześć ich posiadłości, pieczołowicie je pielęgnują niejednokrotnie wydając na to fortunę, lecz to, co możemy obserwować tutaj jest jeszcze doskonalsze. Niejednokrotnie można obserwować ogrodników, którzy wbijają cieniutki drut, który posłuży jako wsparcie dla każdej sztuki hiacynta. Zazdrość budzą idealnie posiane i przystrzyżone trawniki. Aby otrzymać tak spektakularny widok, co roku jest tu wysiewane około 7000 kg trawy. 

Ogrody Keukenhof wymagają poświęcenia przynajmniej całego dnia na zwiedzanie, tak, aby niespiesznie móc przejść się przez wszystkie z ponad 15 km dostępnych alejek. Zwiedzać można także pawilony, w których znajdują się bardzo interesujące odmiany roślin, w tym największą na świecie kolekcję orchidei. Można się również zapoznać z całym cyklem produkcyjnym roślin cebulowych. Nazwy pawilonów nawiązują do imion członków rodziny królewskiej. 


Dla chętnych realizowane są około godzinne rejsy łódką wśród tulipanowych pól (8 euro – kwiecień 2017). 

Oczywiście, jak w każdym ogrodzie z prawdziwego zdarzenia i w ogrodach Keukenhof nie może zabraknąć labiryntu i różnych zakątków wodnych oraz malowniczych zagród ze zwierzętami, ustronnych zaułków, w których można odpocząć.

W Keukenhof wprowadzono szereg udogodnień dla osób niepełno – sprawnych. Równie serdecznie wita się tutaj dzieci, dla których przy wejściu można wypożyczyć wózek spacerowy, a także… psy. Psy trzymane oczywiście na smyczy i niezagrażające bezpieczeństwu innych zwiedzających. 

21 kwietnia przed bramą Keukenhof przejechała parada kwiatów Bloemencorso. Parada Bloemencorso jest jedną z najbardziej znanych parad kwiatowych na świecie. Kilkanaście platform i aut ozdobionych wspaniałymi kwiatowymi kompozycjami zachwycało swoim wyglądem i zapachem.  



Największym minusem tego miejsca, są ogromne ilości ludzi, którzy przyjeżdżają z całego świata, aby móc podziwiać wspaniałe rabaty kwiatowe. Tak więc można zapomnieć o możliwości spacerów w ciszy i spokoju w tym urokliwym miejscu. Jednak i tak warto zawitać tutaj.