Archiwa tagu: Poznań

Poznań to plansza

W sobotę 28 kwietnia stolica Wielkopolski zamieniła się w wielką planszę do gry! W związku z tym, że niedługo zostanie wydana poznańska wersja kultowej planszówki Monopoly, tego dnia odbyła się wyjątkowa gra miejska.
Stało się to w sposób bardzo dosłowny, dlatego można było spotkać w przestrzeni miasta osoby rzucające… gigantycznymi kośćmi do gry!

„Gra miejska” to zabawa wykorzystująca przestrzeń miejską jako istotny element rozgrywki. Takie gry łączą w sobie cechy flash mobów, happeningów ulicznych oraz gier komputerowych, RPG i podchodów. Organizowane są w różnych miejscach niezależnie od siebie, głównie w dużych miastach. Przybierają zarówno formy otwarte, jak i zamknięte, wchodząc nieraz w skład ofert imprez integracyjnych. Ich tematyka może być różnorodna, od wydarzeń historycznych, przez powieści, po historie wymyślone przez autorów gry.

Tego dnia w zabawie wzięło udział 40 zespołów po 3 do 5 uczestników. Nasza 4-osobowa ekipa dzielnie rozwiązywała różne łamigłówki, łamała szyfry, układała hasło reklamowe muralu na Śródce czy budowała hotel  Na podium niestety nie trafiliśmy, ale przecież najważniejsza była zabawa.

Moim zdaniem gry miejskie są świetną formą rozrywki. Pozwalają na uwolnienie ducha rywalizacji, wymagają wysiłku intelektualnego, a przy tym nie są bardzo forsowne fizycznie. Dzięki nim można poznać miasto od strony jego zabytków, ciekawych postaci i historii. Ale przede wszystkim gry miejskie  integrują  zespół i uczą współpracy.

Jeśli kiedyś podczas spaceru traficie na grupę zapaleńców poszukujących ukrytych znaków, próbujących odczytać zaszyfrowywaną wiadomość lub ustalających współrzędne na mapie i zrywających się nagle do biegu, to zapewne będą uczestnicy gry miejskiej 😉

Dziękuję za mile spędzone popołudnie mojej ekipie: Magdzie, Andrzejowi i Filipowi 🙂

 

Latające psy i troszkę egzotyki

Majówkowo, zjawiskowo, egzotycznie. Taki był miniony weekend w Poznaniu. Może warto zapamiętać, że majówka w mieście też jest pełna atrakcji i może być ciekawa. Niekoniecznie trzeba wyjeżdżać gdzieś dalej, by miło spędzić czas.

W sobotę psy „latały” po poznańskiej Cytadeli, a w niedzielę można było założyć gustowny wężowy szalik.

Podczas kolejnej już edycji Kejtrówki , oprócz obserwowania jak pieski łapią frisbee w locie, przygotowane były również inne psie zabawy. Można było podziwiać jak psy pasterskie (border collie) zaganiają kaczki, dzięki czemu kaczki pokonywały wybrane przeszkody np. przechodziły przez mostek.

W zawodach w łapaniu frisbee mogły wystartować wszystkie rasy psów, nie miało znaczenia też skąd pochodzą czworonogi. Zawody były podzielone na kilka kategorii, podczas których były oceniane różne umiejętności czworonoga. Psy i ich właściciele mogły się sprawdzić nie tylko w konkurencji dystansowej, ale także w aportowaniu piłki/frisbee na czas. Jednak największe zainteresowanie budziła konkurencja łapania zabawki przez psiaka skaczącego do wody. Zdarzały się sprytne osobniki, które próbowały schodzić do basenu po schodach, dlatego trzeba było zasłonić schody. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie psy, które potrafiły skoczyć na odległość nawet 7,35 m. Przez ułamek sekundy one naprawdę latały. Wyglądało to pięknie.

Prezentowane były także psy policyjne. Można było również zasięgnąć porad weterynaryjnych i behawioralnych czy też zrobić imienny nieśmiertelnik dla swojego pupila. Działało też stanowisko bezpłatnego czipowania psów.  

Następnego dnia wybrałam wystawę zwierząt egzotycznych w Biocentrum Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, gdzie 150 wystawców z całego kraju prezentowało około 600 rzadko spotykanych zwierząt. Wystawa ta zorganizowana została z okazji Poznańskich Dni Zwierząt Egzotycznych. Ekspozycję po raz czwarty przygotowali pracownicy Wydziału Hodowli i Biologii Zwierząt Uniwersytetu Przyrodniczego. Przy wejściu rozdawane były bezpłatne bilety, które później okazały się być kuponami biorącymi udział w loterii. Wygrałam kilka upominków! 🙂 Zwiedzający mogli zobaczyć cały wachlarz egzotycznych gatunków zwierząt. Obserwowałam żółwie lądowe, wodne, jaszczurki, węże (te jadowite również), pająki (tarantule), świnki morskie, króliki, jeże, owady (modliszki, patyczaki, motyle w gablocie) i wiele innych.

Kto się nie boi, niech wpada do Biocentrum w przyszłym roku 🙂

Rajdowy marzec – Wielkopolanki i Onufry

Już kwiecień a ja jeszcze nie opisałam swoich marcowych wyczynów podróżniczo-rajdowych. Biję się w piersi i nadrabiam zaległości 🙂

12 marca odbyła się kolejna edycja Rajdu „Wielkopolanki za kółkiem”. Na imprezie zorganizowanej przez Automobilklub Wielkopolski pojawiły się aż 52 załogi liczące ponad 130 uczestniczek, w tym ja i mój nowy kierowca – Karolina. Bazą Rajdu był Tor Poznań, ale rywalizacja toczyła się także na terenie okolicznych gmin powiatu poznańskiego. Oprócz konkurencji typowo samochodowych musiałyśmy wykazać się również innymi umiejętnościami. Wśród licznych atrakcji organizatorzy przygotowali strzelanie do tarczy oraz slalom z taczką, w specjalnych goglach symulujących stan po spożyciu alkoholu. 
Rywalizacja o czołowe lokaty była niezwykle zacięta. Dziewczyny nie oszczędzały ani siebie, ani swoich samochodów podczas czterech prób przygotowanych na Torze.

Nasz bolid dzielnie mknący po Torze Poznań 🙂

W tym rajdzie ważna jest nie tylko rywalizacja, ale także dobra zabawa. Każda z załóg oceniała wygląd samochodów oraz przebrania innych zawodniczek. W tej kategorii bezkonkurencyjny okazał się team „Obelixy”, nie dość, że samochód przyozdobiono w podobizny postaci z kultowego francuskiego komiksu, to jeszcze zawodniczki same były przebrane na podobieństwo silnego Gala. 

W klasyfikacji generalnej Rajdu zwyciężyła ekipa o intrygująco brzmiącej nazwie „Nie mamy prawa jazdy”, tuż za nimi uplasowały się  „Foczki”, my byłyśmy 12 🙂

Natomiast w sobotę 18 marca odbył się „Rajd ks. Onufrego Kopczyńskiego” zaliczany do VI rundy Turystycznych Samochodowych Mistrzostw Polski oraz VI rundy Turystycznego Pucharu Polski. Głównym celem imprezy było uczczenie 200 rocznicy śmierci ks. Onufrego Kopczyńskiego. 

Tradycyjnie już podczas rajdów organizowanych przez Delegaturę Gniezno pogoda nie dopisała i przywitała uczestników obfitym deszczem. Pomimo tego na starcie zameldowało się 19 załóg reprezentujących różne regiony Polski m.in. Białą Podlaską (mój kierowca – Bartek) i Warszawę. Początek zmagań sportowych miał miejsce w rodzinnej miejscowości patrona rajdu – Czerniejewie. Po odprawie z załogami nastąpiło rozwiązanie testu BRD i historycznego, a o godz. 9.30 pierwsza załoga wyruszyła na trasę rajdu.

Czas przejazdu I etapu wynosił 100 minut, a jego meta znajdowała się przed zamkiem w Kórniku. PKP-ami były dwie pierwsze litery nazw mijanych miejscowości, pytania z trasy bez konieczności wysiadania z samochodu oraz pytania tematyczne nawiązujące do patrona rajdu ks. Onufrego Kopczyńskiego – twórcy gramatyki języka polskiego. 

Pozytywne wrażenie zrobił na wszystkich ksiądz proboszcz z Gułtów, zapalony motocyklista, który wszystkim uczestnikom rozdał obrazki św. Krzysztofa. Na zakończenie I etapu organizator zapewnił uczestnikom zwiedzanie zamku kórnickiego wraz z przewodnikiem PTTK Gniezno, który w bardzo ciekawy sposób opowiadał o właścicielach zamku, jego historii, anegdotach rodzinnych oraz słynnej białej damie. Po 45 minutach lekcji historii wyruszyliśmy na II etap zmagań, który dostarczył równie intensywnych doznań. Odwiedziliśmy ciekawe miejsca oraz zapoznaliśmy się z ciekawostkami regionalnymi. Po 49 kilometrach wszystkie załogi bezpiecznie dotarły na metę rajdu w strefie aktywizacji gospodarczej w Czerniejewie, gdzie odbyły się 2 próby samochodowe oraz zadania intelektualne (krzyżówka, układanka). Po tak dużej dawce emocji udaliśmy się do Zespołu Szkół Publicznych w Żydowie, gdzie była baza rajdu. O godzinie 17.00 nastąpiło ogłoszenie wyników końcowych i wręczenie nagród. Nie wiem czy się cieszyć czy raczej martwić, bo zajęliśmy z Bartkiem 4 miejsce, do podium i mojego pierwszego pucharu zabrakło tylko 3 punktów.

Kolejną szansę na dobrą zabawę i puchar będę mieć już jutro. 2 kwietnia odbędzie się kolejny rajd tylko dla pań – „MotoBabki 2017” Trzymajcie kciuki 🙂

Bitwa o Poznań

Wczoraj musiałyśmy dokonać trudnego wyboru – targi podróżnicze Tour Salon czy „Bitwa o Poznań” na Cytadeli. W końcu na korzyć tej drugiej opcji przeważyła piękna pogoda, która zachęcała do spacerów i to, że w inscenizacji brał udział nasz kolega Marcin (Pasjonat Historii). Szybka zbiórka w połowie drogi, polowanie na miejsce parkingowe i już podążamy na miejsce inscenizacji, która zaczęła się z małym poślizgiem chwilę po 13.

„Bitwa o Poznań” zorganizowana dzięki Stowarzyszeniu Poznańska Grupa Rekonstrukcji Historycznej Warta odbyła się z okazji 72. rocznicy zakończenia walk o nasze miasto. Od wielu lat co roku możemy obserwować wojenne zmagania o Fort Winiary.

Po raz pierwszy jej bohaterami byli cytadelowcy czyli cywile, biorący udział w walkach o Cytadelę. W inscenizacji wzięło udział 250 rekonstruktorów. Można było zobaczyć w akcji m.in. armatę̨ dywizyjną ZIS-3 ze zbiorów Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości.

fot. PAP/ Paweł Jaskółka

Przyznamy szczerze, że jesteśmy pod wrażeniem organizacji oraz efektów specjalnych, które były doskonałe i wiarygodne, zwłaszcza krwawiące rany. A od huku armat i karabinów jeszcze długo dzwoniło w uszach 🙂 Niestety nagłośnienie było bardzo słabe i nikt z nas nie rozumiał o czym mówi prowadzący.

fot. PAP/ Paweł Jaskółka

Po zakończeniu inscenizacji męska część naszej grupy stwierdziła, że koniecznie trzeba zobaczyć Muzeum Uzbrojenia i plenerowy park sprzętu wojskowego. No w końcu, który facet by odpuścił ekspozycję na której znajduje się kilkanaście egzemplarzy pojazdów wojskowych, kilka samolotów i śmigłowców z okresu powojennego oraz wiele dział i moździerzy różnych typów.

Po „ochach” i „achach” nad różnego rodzaju sprzętem, starszy chłopiec nas opuścił, aby pozałatwiać swoje sprawy, a z młodszym ruszyłyśmy na odkrywanie zakątków Cytadeli (czytaj: szukając placu zabaw).

Cytadela jest jednym z kilku wyjątkowych miejsc, w którym ma się wrażenie, że oddycha się innym powietrzem. Miejscem, które rządzi się innymi prawami…prawami natury. Każda pora roku jest tu przepiękna i widoczna. Czasami w życiowym biegu i natłoku spraw nie zauważamy cudu zmian pór roku, martwimy się tylko autem, które zimą nie odpala, skrobaniem szyb lub zmianą opon. Natomiast tam można odetchnąć, zatrzymać się na chwilę, pospacerować szerokimi alejkami i zacienionymi zakątkami.

Ten największy park Poznania o powierzchni ok. 100 ha, zbudowano w latach 1963-1970 na terenie dawnego Fortu Winiary, a od 2008 został uznany za pomnik historii.

Nazwa „Cytadela” określa teren wzgórza, położonego na północ od centrum miasta. Stanowi on klasyczny przykład dzieła fortecznego, zrealizowanego według tzw. systemu nowopruskiego. Był zasadniczym elementem twierdzy pruskiej, w jaką przekształciły Poznań władze zaborcze.

W 1945 r. fortyfikacje Cytadeli zostały w znacznym stopniu zniszczone, a w latach następnych rozebrane. Na południowym stoku wzgórza urządzono wówczas cmentarz żołnierzy radzieckich.

Dawne czasy przypominają m.in. rzeźby „Braterstwo Broni” dłuta Dimitra Sowy z Charkowa i „Saperzy” Jana Jakóba. Stoi też – uroczyście oddany do użytku w 1986 r. – „Dzwon Pokoju i Przyjaźni Między Narodami”.

Od kilku lat na terenach Cytadeli w okresie wielkanocnym organizowane są z wielkim rozmachem misteria pasyjne przygotowywane przez Poznaniaków (Misterium Męki Pańskiej).

Natomiast dla najmłodszych, oprócz terenu idealnego na spacer jest jeszcze miejsce do jazdy na rowerach, rolkach czy hulajnogach. Znajduje się tu również kilka placów zabaw, w tym wyczekany przez Krzysia „niebieski”, na który w końcu dotarliśmy 🙂

Kilkugodzinny spacer oraz sporo wrażeń zmęczyły nie tylko najmłodszego członka naszej ekipy, ale i nas. A w przyszłym roku Tour Salon w sobotę, a w niedzielę „Bitwa o Poznań”, nie będzie wtedy trudnych wyborów 😉