Archiwa tagu: dla dzieci

„Bogowie Wojny 2017” – XXII Festyn Archeologiczny w Biskupinie

W niedzielę 24 września razem z moją niezastąpioną ekipą znajomych odbyliśmy niezwykłą podróż. Podróż nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Mieliśmy okazję cofnąć się do początków osadnictwa na terenie naszego kraju.

Troszkę historii

Odkrycie osady w Biskupinie było dziełem przypadku. W sierpniu 1933 r. podczas wycieczki szkolnej Walenty Szwajcer – młody nauczyciel z pobliskiej szkoły, zauważył pale sterczące z wody Jeziora Biskupińskiego. Dzięki odkryciu Szwajcera rok później w Biskupinie rozpoczęto, prowadzone na szeroką skalę, archeologiczne wykopaliska, które trwały do 1974 r. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku rozbudowano rezerwat archeologiczny w Biskupinie nadając mu obecny kształt.

Osada w Biskupinie powstała w VIII w. p.n.e. Gród znajdował się na wyspie o powierzchni około 2 ha. Osadę otaczał falochron i wał obronny o wysokości 6 m. Z lądem łączył osadę pomost o długości około 120 m, który prowadził do bramy z wieżą strażniczą. Zabudowę osady tworzyły drewniane, prawie jednakowe domy, uszeregowane w rzędy, przedzielone wyłożonymi drewnem ulicami. Każdy dom składał się z przedsionka i izby. Powierzchnia mieszkalna wynosiła od 70 do 90 m2. Szacuje się, że w Biskupinie żyło około tysiąca osób. Byli to Prasłowianie – przodkowie zamieszkujących te tereny w okresie późniejszym Słowian. Należeli do ludności kultury łużyckiej. Jednolity charakter zabudowy wskazuje na to, że mieszkańcy Biskupina nie tworzyli zróżnicowanej grupy. Prawdopodobnie znajdowali się w stadium pierwszej wspólnoty rodowej. Zajmowali się głównie uprawą roli, hodowlą, rzemiosłem oraz myślistwem i rybołówstwem.

Największą zaletą Muzeum Archeologicznego w Biskupinie jest to, że pokazuje ono „żywą historię”. Tutaj nie tylko można zobaczyć rekonstrukcje chat sprzed setek czy nawet tysięcy lat, ale także poznać zwyczaje żyjących tu kiedyś ludzi, ich pracę i rzemiosło. Wiedzy tej jednak nie zdobywamy słuchając przydługich i czasami nudnych wykładów, a samemu uczestnicząc w codziennych zajęciach naszych przodków i niejako przenosząc się do ich epoki.

I relacja Agnieszki

Dzisiaj ponownie oddaję klawiaturę mojej koleżance Agnieszce, której po wpisie o Woodstocku bardzo spodobało się pisanie 😉

„Myślałam że następny weekend minie jak zawsze, czyli porządki w domu, pranie, zakupy, opieka nad dziećmi, tradycyjny spacer po okolicznym lesie. Padło jednak hasło: „Jedziemy do Biskupina?” Kiedyś daaaawno temu byłam – chyba jeszcze w szkole podstawowej. Hmm… Myślę sobie tylko jak, tym bardziej że na wycieczkę zgłosiło się aż 8 chętnych?! Problem dosyć szybko się rozwiązał. Jeden samochód mamy, a drugi pożyczamy od rodziców jednej z nas. Całe szczęście prowadzę dość dobrze i na potwierdzenie posiadam nawet wkładkę na pojazdy uprzywilejowane 😉 

Z Poznania wyjechaliśmy dużo przed południem, trasa była bardzo spokojna i praktycznie pusta. Nawet dzieci były wyjątkowo grzeczne. Na miejscu po znalezieniu parkingu ruszyliśmy całą ekipą (przypominam – 8 osób w tym dwoje małych dzieci) do rezerwatu. Pierwszą  atrakcją która spotkaliśmy był peron kolejki wąskotorowej i sama kolejka w roli głównej. Lokomotywa parowa to jest coś co roczne dzieci uwielbiają (KLIK) . Najlepszy widok mieliśmy z pomostu prowadzącego do osady neolitycznej. Mój pobyt w sumie wiązał się z bieganiem za Hobbitem, który jak zawsze tryskał energią.  No dobra, jak reszta ekipy zerknęła na mały wulkan energii to udało mi się pstryknąć parę zdjęć. Było nas tak dużo że ciężko było razem tak cały czas chodzić, umówiliśmy się że spotykamy się w jednym punkcie i rozdzieliliśmy się, by każdy zobaczył co go najbardziej interesuje. Oglądaliśmy walki gladiatorów, walkę statków, mogliśmy zobaczyć czym zajmowali się ludzie daaaaawno temu. Siedmioletnia Emilka próbowała swoich sił w garncarstwie i ulepiła z gliny miseczkę.  Każdy z nas znalazł dla siebie coś ciekawego. Mały Hobbit zachwycił się też końmi. Mógł te wielkie „psy” pogłaskać, a nawet usiąść na nich. Spotkaliśmy się na wspólnym posiłku i uzgodniliśmy co robimy dalej. Czasu zbyt wiele nie mieliśmy. Tak naprawdę żeby zobaczyć wszystko ze spokojem to trzeba mieć zaplanowany cały dzień pobytu w Biskupinie.

Przez cały pobyt towarzyszyły nam dźwięki muzyki dawnej, między innymi zespołu Remdih i Comhlan. Na parking weszliśmy już gdy słońce chowało się za horyzontem. Byliśmy troszkę zmęczeni chodzeniem przez cały dzień, atrakcjami i naładowani pozytywnymi wrażeniami”.

Warto jeździć w takie miejsca z wielu powodów. Przede wszystkim mieliśmy okazję w końcu spotkać się razem, całą ekipą byłych i obecnych wolontariuszy. Ponad to, można zobaczyć na żywo jak kiedyś żyli ludzie, pokazać dzieciom coś innego niż tablet, potańczyć, posłuchać muzyki.

Po prostu być razem…

Wał oraz falochron przy wejściu do osady.
Zrekonstruowane domy.
Walki gladiatorów.

Walki łodzi.
Pokaz strzelania z łuku.
Osada neolityczna, 4000 lat p.n.e.
Osada mezolityczna 8000 – 5000 lat p.n.e.
Osada mezolityczna, 8000 – 5000 lat p.n.e.
Stanowisko archeologii eksperymentalnej.
Stanowisko archeologii eksperymentalnej, hodowla konika polskiego.

Nasza ekipa: Marcin, Michalina, ja, Agnieszka, Aga, Ewa i dzieci: Emi i Tymek.

Oszalałaś?! Z dziećmi na Woodstock?

Wystarczy powiedzieć lub napisać: Przystanek Woodstock, a niektórych już krew zalewa. Największe emocje wzbudza oczywiście wątek polityczno-ideowy oraz finansowy. Nie mniej czasu poświęca się na dyskusje na temat bezpieczeństwa podczas trwania festiwalu. Przecież to doskonałe warunki dla dilerów, a alkohol leje się strumieniami. Kradzieże, rozboje? Czyżby? Oczywiście jest w tym ziarno prawdy, ale żeby rzetelnie podejść do tematu warto spojrzeć na policyjne statystyki. Według danych policji z zeszłego roku, na Woodstocku pojawiło się prawie 400 tysięcy ludzi. W 18-tysięcznym Kostrzynie wyrosła prawdziwa metropolia.

Woodstock Czytaj dalej Oszalałaś?! Z dziećmi na Woodstock?

Energylandia – rozrywka dla całej rodziny

Lubicie wesołe miasteczka? Ja bardzo! Po wizycie w kilku za naszą zachodnią granicą (m.in. Heide Park, Legoland), przyszła pora żeby odwiedzić największy park rozrywki w Polsce. A w testowaniu tego stosunkowo nowego przybytku uciech i zabaw pomagała mi córka mojej przyjaciółki, 10-letnia Weronika. Również dzięki tej malej gadule kilkugodzinna podróż minęła jak jedna chwila, a ja jestem bogatsza o wiedzę o królikach, chomikach, koniach i innych czterołapnych 😉 Bardzo bałam się o pogodę, ale miałyśmy szczęście, nie było ani upału ani deszczu. Niebo przez większą część dnia było zachmurzone, ale było ciepło i przyjemnie. 

Wejście do Energylandii.

Energylandia mieści się w Zatorze, mieście pomiędzy Katowicami a Krakowem. Na ponad 26 hektarach (docelowo 112 ha) znajduje się łącznie ok. 80 atrakcji przeznaczonych dla wszystkich grup wiekowych, w tym 10 rollercoasterów, liczne karuzele i urządzenia ekstremalne, a także restauracje, bary, sklepy z pamiątkami oraz sceny, na których prezentowane są krótkie widowiska. Park dzieli się na cztery strefy: Bajkolandię, Familijną, Ekstremalną i od 2016 w skład wchodzi również Water Park. 

Miłośnicy mocnych wrażeń mogą wsiąść na rollercoaster Mayan – największy w naszej części Europy rollercoaster. Prędkość wagoników w tej kolejce wynosi 80 km/h a przeciążenia podczas przejazdu sięgają nawet 5g. To uczucie którego doświadczają piloci myśliwców. Wysokość konstrukcji wynosi prawie 75 m wysokości co odpowiada 10- piętrowemu wieżowcowi. Równie ekstremalnych wrażeń doznamy na kolejce Formuła 1. Niezapomniane kilkanaście sekund! 

Z kolei na tych, którzy wolą spokojniejszą zabawę czeka m.in. Pyramid Cinema 7D i Planetarium.

Jeśli chcecie korzystać z urządzeń wodnych, polecam zabrać ubrania na przebranie lub peleryny przeciwdeszczowe. My po wizycie na spływie Kopalnia Złota i Splash Battle byłyśmy totalnie przemoczone. Można również za 5 zł wejść do ogromnej turbosuszarki.

Ceny biletów przystępne: normalny 109 zł, ulgowy 59 zł. Są też rożne zniżki np. dla osób niepełnosprawnych czy kobiet w ciąży. Niestety w sezonie letnim, w Energylandii nawet w tygodniu można spotkać tłum ludzi, a kolejki do niektórych atrakcji sięgają aż 60 minut. Przez to niestety nie udało nam się skorzystać z wszystkich. Może nadrobimy to w przyszłym roku, ale na pewno już poza sezonem wakacyjnym 

Punkt widokowy „Domek elfów”.
Energuś – kolejka dla całej rodziny.
Battle Splash.
Atlantis – dzika rzeka.

Boomerang.
Formuła 1.

Ogrody Keukenhof – ocean kwiatów

Holandia – kraj tulipanów, wiatraków, wszechobecnych rowerów i cukierków z lukrecją. 3 lata temu miałam okazję przez jakiś czas tam mieszkać i studiować. Do tej pory jestem pod ogromnym wrażeniem jaki wywarł na mnie ten kraj. Czysto, zielono, wspaniali i pomocni ludzie i to „coś”, co tak mnie urzekło. W tygodniu pochłaniały mnie badania prowadzone na uczelni w Wageningen, ale weekendami zwiedziłam wiele wspaniałych miejsc: Arnhem, Amsterdam, Hagę, Oterllo…. Podczas swojego pobytu, nie dotarłam jedynie do Ogrodów Keukenhof, uważanych za jedne z najpiękniejszych na świecie.

Po latach zdecydowałam, że koniecznie to miejsce muszę „odhaczyć” na liście tych zwiedzonych. Klamka zapadła – weekendowa wycieczka wykupiona. Nawet 2 noce które miałam spędzić w autokarze mnie nie przerażały 🙂

Wejście do Ogrodów Keukenhof.

Ogrody Keukenhof znajdują się w miejscowości Lisse, zaledwie 30 km na południowy zachód od Amsterdamu. Nazwa w wolnym tłumaczeniu, oznacza „kuchenny ogród”. Została ona zaczerpnięta z XV wieku, kiedy hrabina Bawarii, Jacoba van Beiern, spacerowała miejscowymi lasami i łąkami w poszukiwaniu ziół, owoców i warzyw, z których przyrządzała potrawy w swojej kuchni. Ogród oficjalnie trafił na listę atrakcji turystycznych w 1949 roku, kiedy z inicjatywy burmistrza 20 producentów kwiatowych cebulek postanowiło stworzyć tymczasową wystawę własnych okazów. Pomysł przypadł do gustu Holendrom, a już kolejna edycja, która odbyła się rok później, ściągnęła do Lisse 236 tysięcy gości. Dziś to miejsce uznaje się za atrakcję o międzynarodowej sławie.

Ogrody zostały zaprojektowane w stylu angielskim przez parę znanych architektów krajobrazu o nazwisku Zocher. Każdego roku ogrodnicy sadzą ręcznie ponad 7 milionów kwiatów cebulowych ponad 1600 różnych odmian: m.in. tulipany, żonkile, hiacynty i szafirki. Na obszarze 32 ha prezentowane są kompozycje tworzące kolorowe kobierce. Jesienią cebulki kwiatowe wsadzane jest do ziemi. Ogród otwierany jest dla zwiedzających tylko przez 2 miesiące – od połowy marca, kiedy rośliny zaczynają kwitnąć, do połowy maja, kiedy okres kwitnienia się kończy. Po zamknięciu ekspozycji cebulki są wykopywane i po okresie spoczynku, jesienią znów wsadzane, aby wiosną zaprezentować zwiedzającym nowe odmiany, kolory i kompozycje.

W tym roku tematem przewodnim jest „Holenderskie wzornictwo” („Dutch Design”.). Stąd m.in. w ogrodzie odtworzono, sadząc 80 000 kwiatowych cebulek, jeden z abstrakcyjnych obrazów Pieta Mondriaana. W ten sposób powstała niezwykła mozaika o powierzchni 250 metrów kwadratowych.

Holendrzy są znani z tego, że ich przydomowe ogródki to najważniejsza cześć ich posiadłości, pieczołowicie je pielęgnują niejednokrotnie wydając na to fortunę, lecz to, co możemy obserwować tutaj jest jeszcze doskonalsze. Niejednokrotnie można obserwować ogrodników, którzy wbijają cieniutki drut, który posłuży jako wsparcie dla każdej sztuki hiacynta. Zazdrość budzą idealnie posiane i przystrzyżone trawniki. Aby otrzymać tak spektakularny widok, co roku jest tu wysiewane około 7000 kg trawy. 

Ogrody Keukenhof wymagają poświęcenia przynajmniej całego dnia na zwiedzanie, tak, aby niespiesznie móc przejść się przez wszystkie z ponad 15 km dostępnych alejek. Zwiedzać można także pawilony, w których znajdują się bardzo interesujące odmiany roślin, w tym największą na świecie kolekcję orchidei. Można się również zapoznać z całym cyklem produkcyjnym roślin cebulowych. Nazwy pawilonów nawiązują do imion członków rodziny królewskiej. 


Dla chętnych realizowane są około godzinne rejsy łódką wśród tulipanowych pól (8 euro – kwiecień 2017). 

Oczywiście, jak w każdym ogrodzie z prawdziwego zdarzenia i w ogrodach Keukenhof nie może zabraknąć labiryntu i różnych zakątków wodnych oraz malowniczych zagród ze zwierzętami, ustronnych zaułków, w których można odpocząć.

W Keukenhof wprowadzono szereg udogodnień dla osób niepełno – sprawnych. Równie serdecznie wita się tutaj dzieci, dla których przy wejściu można wypożyczyć wózek spacerowy, a także… psy. Psy trzymane oczywiście na smyczy i niezagrażające bezpieczeństwu innych zwiedzających. 

21 kwietnia przed bramą Keukenhof przejechała parada kwiatów Bloemencorso. Parada Bloemencorso jest jedną z najbardziej znanych parad kwiatowych na świecie. Kilkanaście platform i aut ozdobionych wspaniałymi kwiatowymi kompozycjami zachwycało swoim wyglądem i zapachem.  



Największym minusem tego miejsca, są ogromne ilości ludzi, którzy przyjeżdżają z całego świata, aby móc podziwiać wspaniałe rabaty kwiatowe. Tak więc można zapomnieć o możliwości spacerów w ciszy i spokoju w tym urokliwym miejscu. Jednak i tak warto zawitać tutaj.