Poznań rogalem stoi

Dla Poznaniaków 11 listopada to nie tylko Dzień Niepodległości, ale również Dzień św. Marcina, patrona m.in. dzieci, hotelarzy, kowali, młynarzy, podróżników oraz żebraków i żołnierzy, a także dzień w którym bezkarnie zajadamy się przepysznymi słodkościami.

Tego dnia na głównej ulicy naszego miasta – na św. Marcinie, odbywa się festyn „Imieniny ulicy”.  W swojej obecnej formie istnieje od 1993 roku, jednak tradycją nawiązuje do średniowiecznych obchodów tego święta. W tym dniu ulicą przechodzi pochód na czele ze świętym Marcinem, który przed Zamkiem z rąk prezydenta miasta odbiera klucze. Bez zbędnego patosu, radośnie i pozytywnie.

Imieniny ulicy.

Święty Marcin na białym koniu.
Święty Marcin na białym koniu.
Św. Marcin z kluczem do miasta.
Św. Marcin z kluczem do miasta.

A dlaczego akurat św. Marcin został patronem ulicy i skąd taki szalony pomysł, aby obchodzić jej imieniny?

W XII wieku w Poznaniu powstał kościół pw. św. Marcina. W tych czasach święty cieszył się popularnością właściwie w całej chrześcija-ńskiej Europie. Niewiele później wokół świątyni rozwinęła się osada, którą nazwano – a jakżeby inaczej – Święty Marcin. W jej pobliżu wytyczono ulicę, która do dziś nosi jej nazwę. I która co roku 11 listopada obchodzi imieniny.

O rogalach słów kilka.

Tego dnia Poznaniacy szturmują cukiernie, bo przecież trzeba zjeść tradycyjnego rogala świętomarcińskiego! Te pyszności, o kształcie półksiężyca i wadze od 150 do 250 g, wypiekane są z ciasta półfrancuskiego, nadziewane masą z białego maku i bakalii (migdały, rodzynki, figi i daktyle). Rogale są ozdobione białą pomadą zrobioną z lukru i posypane posiekanymi drobno orzeszkami. W ciągu roku piekarze wypiekają około 500 ton (2,5 mln sztuk!) tego przysmaku, z czego połowa zostaje przygotowana specjalnie na 11 listopada. Swoją drogą rogal najlepiej smakuje właśnie tego dnia. Na wartość kaloryczną opuśćmy zasłonę milczenia, w końcu raz w roku każdy chyba może sobie pozwolić na odrobinę przyjemności i słodkości 😉 

Poznaniacy wiedzą co dobre ;)
Poznaniacy wiedzą co dobre 😉

Nazwy „rogale świętomarcińskie” lub „rogale marcińskie”, dla swoich wyrobów mogą używać tylko te cukiernie, które uzyskały certyfikat Kapituły Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego, która powstała z inicjatywy Cechu Cukierników i Piekarzy w Poznaniu, Izby Rzemieślniczej i Urzędu Miasta Poznania. W tym roku certyfikat taki uzyskało około 100 piekarni i cukierni.

Te dwie nazwy zostały również wpisane do rejestru chronionych nazw pochodzenia i chronionych oznaczeń geograficznych w Unii Europejskiej.

 A skąd on się właściwie wziął?

Tradycja wypieku rogali może mieć swe korzenie w czasach pogańskich, kiedy to podczas jesiennego święta składano bogom ofiary z ciasta zawijanego w bawole rogi. Przyjmuje się, że kształt rogalika nawiązuje właśnie do zwierzęcych rogów. Niektórzy twierdzą, że Kościół przejął ten zwyczaj, łącząc go z postacią świętego Marcina.

Nie wiadomo dokładnie, od kiedy w Poznaniu i okolicach wypieka się rogale. Za datę początkową przyjmuje się rok 1891, kiedy to ksiądz z kościoła p.w. św. Marcina w Poznaniu –  Jan Lewicki, poprosił wiernych, by naśladując świętego, patrona żebraków – w dniu jego święta zrobili coś dobrego dla ubogich.

Na apel kapłana odpowiedział cukiernik Józef Melzer, których upiekł trzy blachy rogali i przyniósł je pod drzwi świątyni. Bogatsi poznaniacy kupowali smakołyk, a biedni byli nimi obdarowywani. W kolejnych latach w jego ślady poszli kolejni piekarze – i tak miała narodzić się tradycja wypieku rogali świętomarcińskich, która jest żywa do dziś. Prawdopodobnie jednak rogale wypiekano już wcześniej.

10 listopada 1852 roku w Gazecie Wielkiego Księstwa Poznańskiego cukiernia Antoniego Pfitznera zamieściła następujący anons: „Jutro w Czwartek Rogale nadziewane, po różnych cenach w cukierni A. Pfitznera, ulica Wrocławska”. Przyjmuje się, że Józef Melzer mógł spopularyzować funkcjonujący na mniejszą skalę wypiek rogali.

Legenda o rogalach świętomarcińskich.

Z postacią św. Marcina i wypiekiem rogali wiąże się znana legenda. Według niej – a przecież w każdej legendzie jest ziarnko prawdy – jednemu z poznańskich piekarzy, niejakiemu Walentemu, przyśnił się jadący na białym koniu święty Marcin. Rumak świętego w pewnej chwili zgubił podkowę, którą podniósł Walenty. Zainspirowany jej kształtem, uformował ciasto z migdałami. Następnie upieczone rogale rozdał biednym, pamiętając o postawie świętego, który również wspierał ubogich.

Legendę w zabawny sposób przestawia książka dla dzieci Elizy Piotrowskiej pt. "Legenda o rogalach świętomarcińskich".
Legendę w zabawny sposób przestawia książka dla dzieci Elizy Piotrowskiej pt. „Legenda o rogalach świętomarcińskich”.

Tym z was, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej o rogalach lub po prostu lepiej poznać Poznań, serdecznie polecam Rogalowe Muzeum Poznania (KLIK). W muzeum tym poznacie stolicę Wielkopolski, jej specyfikę, język oraz symbole,w kameralnej, swobodnej atmosferze pokazów na żywo.

Robótka 2016

To już siedem lat notorycznego uszczęśliwiania Dzieciaków-Starszaków z Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci w Niegowie!  
S I E D E M lat! (Kiedy to minęło?!)
Tysiące wysłanych kartek świątecznych, naręcza cud-prezentów, kosze pierniczków, kilometry szalikowych udziergów, listy wierszem i prozą, tajfuny kreatywności, spełnianie marzeń  i determinacja, by wspólnymi siłami rok w rok, konsekwentnie czynić Starszakom święta lepszymi!

To się dzieje dzięki Robótkowym Superbohaterom! Bez Was i bez Waszych Serc (bez dna i z napędem turbo), nie byłoby ani pierwszej, ani siódmej edycji, ani żadnej innej edycji Robótki!  Superman z Kapitanem Ameryką mogą Wam najwyżej po znaczki na pocztę latać!

A zatem, Panie i Panowie, kosmonauci i rowerzyści, gracze w bierki i szachiści, hutnicy i robotnicy,  introwertycy i neurotycy, miłośnicy landrynek  i kolekcjonerzy pralinek, szaradziści i palindromiści, poeci i prozaicy, malarze pokojowi i wojenni, spadochroniarze i lotniarze, uczniowie i  studenci, sprzedawcy gofrów i dystrybutorzy szynszyli,  matki dzieciom i mężowie żon, właściciele jamników i  fundatorzy pomników, soliści i zawodnicy drużynowi, optymiści i pesymiści, emeryci i renciści, chemicy i politycy, łyżwiarze i kolejarze…

…jednym słowem… WSZYSCY!!!
Jest-robotk_napis
 
❄❄❄ O co chodzi? ❄❄❄
Celem Robótki jest coroczne odpalanie fajerwerków radości wśród mieszkańców Domu Pomocy Społecznej w Niegowie. To bardzo zacna koedukacyjna brygada Maleńtasów, Starszaków i Emerytów, o których w detalu przeczytacie w zakładkach: DAMY 2016 i KAWALEROWIE 2016.
 

Dla nich Niegów jest Domem, tu, przy drodze na Ostrołękę, spędzą całe swoje życie. Opiekunowie starają się ze wszystkich sił, by było w Niegowie domowo, rodzinnie i normalnie. Jednak w tym około świątecznym, Bożonarodzeniowym czasie zawsze budzą się smutki i tęsknoty. Echem powraca świadomość odrzucenia, serca rwą się do własnych rodzin, których często już nie ma, albo nigdy  nie było, każdy dźwięk telefonu budzi nadzieję, że ktoś jeszcze pamięta, a pojawiający się na horyzoncie listonosz z wypchaną torbą jest płonną obietnicą listu od kogoś bliskiego. Stąd właśnie Robótka.

❄❄❄ Co zrobić? ❄❄❄
Wyłuskajcie sobie z listy Dam lub Kawalerów swojego Ulubieńca i napiszcie mu coś od serca.
Niechże się Ulubieńcowi zrobi ciepło i lekko i radośnie, niech poczuje się pamiętany, jedyny, niepowtarzalny i wyróżniony. Niech się doczeka czyjegoś (WASZEGO!) zainteresowania.
Tradycyjnie, nie ma żadnych granic Waszej fantazji.  Niegowiacy nie umieją czytać. Wasze kartki przeczytają im Opiekunowie.  Te kartki można „pisać” na rozmaite sposoby. Można odręcznie, długopisem, inkaustem, tęczową kredką. Można malować, nagrywać, haftować, układać z choinkowych gałązek, dziergać na drutach, heklować na szydełkach, upiec z piernikowego ciasta. Można samemu, można gromadnie całą klasą, hufcem, fabryką. Można z Polski, ze świata, z najdalszych zakątków galaktyki. Można zwykłym, można priorytetem. Grunt, żeby pisać sercem.

Ja, Maria – Robótkowa Recydywistka wezmę udział w tej akcji już po raz trzeci. Was kochani Czytacze też serdecznie do tego zachęcam.

Oni tam czekają. Jak nikt na świecie :)

A tak było w zeszłym roku:

„Rajd Samochodowy po Ziemi Opalenickiej”

W sobotę 15 października odbył się „Rajd Samochodowy po Ziemi Opalenickiej’ organizowany przez Delegaturę Nowy Tomyśl. Tym razem organizatorzy zaprosili nas na start do Zespołu Szkół w Opalenicy.

Wczesnym rankiem zjawiło się 11 załóg, by rozpocząć zmagania rajdowe.

Po odprawie wyruszyliśmy na trasę, która składała się tylko z jednego etapu, dwóch prób samochodowych i kilku rekreacyjnych, w tym strzelania z łuku i broni pneumatycznej. Po drodze rozwiązywaliśmy również zadania-zagadki, których odpowiedzi należało wpisać w kartę drogową, tym razem organizatorzy postawili na znajomość chemii 🙂 Cześć drogi wiodła przez okoliczne lasy, gdzie ekipy jechały według oznaczeń „na lisa” tj. według znaków zawieszonych na trasie (biało-czerwone wstążki). 

Wielki finał nastąpił w Škoda Autolab przy Głogowskiej w Poznaniu. Po obiedzie mogliśmy zwiedzić Interaktywne Centrum Bezpieczeństwa. Celem wystawy jest zdobycie przez zwiedzających wiedzy z zakresu szeroko rozumianej współczesnej motoryzacji m.in.: ekologii, technologii, innowacji i bezpieczeństwa, a tym samym zmniejszenie liczby wypadków z udziałem polskich kierowców w kraju i zagranicą.

Škoda Autolab to pierwsze tak zaawansowane technicznie i przyjazne Interaktywne Centrum Bezpieczeństwa w Polsce. W każdej z 5 stref można skorzystać z interaktywnych eksponatów, doświadczyć wielu sytuacji drogowych i dobrze się przy tym bawić!

Nawet przyszli kierowcy znajdą coś dla siebie.

Miałyśmy okazję skorzystać z symulatora dachowania – wrażenia niezapomniane. W kontrolowanych warunkach było to dla nas świetną zabawą, jednak mam nadzieję że nigdy nas to nie spotka na drodze. 

Ciekawym doświadczeniem było również sprawdzenie ile różne przedmioty i osoby ważyłyby w czasie wypadku przy prędkości 50 km/h. I tak zwykły smartphone ważyłby 8 kg, natomiast filigranowa 8-latka już 1,5 tony! Dlatego zapinajmy pasy, a przedmioty jak torebki, butelki, telefony dobrze zabezpieczajmy a najlepiej zostawmy w bagażniku.

Jak zawsze bawiłyśmy się świetnie. podczas całego rajdu 🙂

10 000 wejść na bloga!

mapa-swiata-szablon_3724

No i stało się! W niecałe 2 lata blog ten odwiedziło 10 000 osób

Kiedy stworzyłam mariawpodrozy.blog.pl, nie myślałam że aż tak bardzo się on rozwinie, że zyska tylu wspaniałych i wiernych Czytaczy. Na początku miało to być pisanie tylko dla siebie, dla rodziny i najbliższych znajomych, takie porządkowanie wspomnień. A potem działo się coraz więcej i więcej… Wiosną 2016 dołączyła do mnie Monika i wtedy nastąpiło totalne szaleństwo :p Zwłaszcza, gdy oprócz miłości do podróżowania odkryłyśmy w sobie nową pasję – rajdy samochodowe. Tak nam one się spodobały, że na blogu musiała powstać nowa zakładka (Motofanki), gdzie możemy opisywać swoje samochodowe wyczyny.

Nie jesteśmy mistrzyniami pióra (klawiatury?) ani fotografii (zdjęcia głownie made by smartfon), ale robimy to co kochamy i to jest najważniejsze.

A jesteście ciekawi statystyk? 

1. Blog istnieje już od 651 dni, a w tym czasie weszło tutaj  10 000 osób.

2. Pochodziły one z 5 kontynentów.

3. Z 81 krajów świata, w tym nawet tak orientalnych jak Makau, Nepal, Martynika, Polinezja Francuska czy Barbados.

4. Najwięcej odwiedzających pochodziło z: Polski, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Niemiec, natomiast jeśli chodzi o miasta to prym wiodą: Warszawa, Poznań. Wrocław, Kraków.

5. Najwięcej wejść było 2 sierpnia 2016 – aż 1771!

6. Najchętniej czytają nas osoby w wieku 18-24 lata (27,50%) oraz 25-34 lata (33,50%) i są to głównie mężczyźni (54,15%). 

7. Przez te niecałe 2 lata mogliście przeczytać 33 wpisy.

8. Wśród nich największą popularnością cieszyły się: 

– „Białystok – miasto miłych ludzi”

– „Dalmatyńska eskapada”

– „Podnośnia statków Niederfinov – cud hydrotechniki”

– „Parawaning czyli jak Polak radzi sobie na plaży”

– „Gratka dla miłośników fortyfikacji”

DZIĘKUJEMY wam za waszą obecność, za miłe komentarze, porady oraz dzielenie się swoimi spostrzeżeniami. Zostańcie z nami i teraz czekamy na 20 000 odwiedzających. 

"Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej" R.Kapuściński