Wszystkie wpisy, których autorem jest Mary

Rejs po rzece Dalyan

#day2

Śniadanie, zbiórka w autokarze i ruszamy na dalsze poznawanie Turcji. Humory wszystkim dopisują, tym bardziej, że na ten dzień zaplanowany jest rejs i wizyta na plaży Iztuzu, która według rankingu Tripadvisor należy do najpiękniejszych w Europie.
Z rybackiej wioski Dalyan do plaży Iztuzu można dopłynąć rzeką, która wije się wśród labiryntu setek wysepek, otoczona bujną roślinnością. Delta rzeki widziana z góry tworzy niesamowity, zapierający dech w piersiach krajobraz.
Podczas ok. godzinnego rejsu można podziwiać przepiękne widoki, jak np. grobowce likilijskie w Kaunos, wkomponowane w urwiste skały.

Czytaj dalej Rejs po rzece Dalyan

Z wizytą u św. Mikołaja

#day1

Trasa naszej 7-dniowej objazdówki po Turcji przebiegała początkowo drogą wzdłuż wybrzeża. Z drogi tej rozpościerał się wspaniały widok na Morze Śródziemne i strome szczyty gór Taurus.
Podziwiając tak wspaniałe widoki, dotarliśmy do Demre. Miasteczko to, liczące około 16 tys. mieszkańców, znane jest z ruin starożytnego miasta Myra – słynnego z najwspanialszych licyjskich grobowców skalnych. Czytaj dalej Z wizytą u św. Mikołaja

Turcja – kraj szafranem pachnący

Turcja od dawna była na mojej liście „Must see”, ale na jakiejś dalszej pozycji. Myślałam, że w tym roku zobaczę Gruzję lub Maroko, o których marzę od dawna.  Jednak kiedy na początku roku Monika przesłała mi kilka ofert wyjazdu do Turcji i padło pytanie „Jedziemy, prawda?”, chęć kolejnej podróży i zobaczenia nowych miejsc była tak duża, że się zgodziłam. Wybrałyśmy Wybrzeże Likijskie. Spontanicznie. Dopiero potem zaczęłam się zastanawiać czy dobrze zrobiłam. Kierunek w sumie ok, bezpieczny, poza tym moja ulubiona forma odpoczynku czyli objazdówka. Ale biuro jakieś nieznane, a jak nas zostawią gdzieś na lotnisku albo będziemy mieszkać w tragicznych warunkach… Obawy, jak się później okazało, zupełnie bezpodstawne. Ostatecznie były to jedne z moich najlepszych wakacji w życiu, chociaż wiadomo że i niewielkie minusy też się pojawiły.

Nasza „babska” wyprawa zaczęła się 20 kwietnia 2019 na warszawskim lotnisku Chopina, skąd tureckimi liniami Onur Air dostaliśmy się do Antalyi. Ponieważ wylot był późnym popołudniem, w Turcji byliśmy dopiero ok. 23. Odbiór bagażu, spotkanie z przedstawicielem biura i podział na grupy, których w sumie było 6, ale część jechała w inne zakątki kraju i tylko pierwszą noc spędziliśmy razem.  No i tak trafiłyśmy do naszego „P3”, razem z 26 innymi podróżnikami 🙂 Po zajęciu miejsc, pewnie każdy myślał już tylko o odpoczynku i szybkim dotarciu do hotelu. Ale o spokoju można było tyko pomarzyć, to wszedł ON – Halil Elci, jak się potem okazało wymarzony przewodnik wycieczek 😉

Halil – rodowity Turek, ale kochający Polskę i Polaków. Mieszkał w naszym kraju przez pół roku pilnie ucząc się polskiego, którym teraz włada biegle. Myślałam, że po pani Ninie, która 5 lat temu oprowadzała nas po włoskich miasteczkach, już nigdy nie trafię na tak dobrego przewodnika, a tu taka niespodzianka.

No i nie było drzemki w drodze do hotelu, tylko nauka podstawowych zwrotów po turecku. Już chyba zawsze będę pamiętać, ze „Günaydın” to „dzień dobry”, ale tylko do 10, potem to już trzeba powiedzieć „Iyi günler”. A gdy chcemy komuś za coś podziękować to z uśmiechem mówimy „Cok teşekkür ederim”… I tak ćwicząc o północy swoje języki i zdolności językowe docieramy do Grand Ring Hotel, naszej kwatery na pierwszą noc. Po powitaniu i rozdaniu kart do pokojów, kolejne zaskoczenie – mimo tak późnej pory, na polskie grupy czekała kolacja. Objedzone i nieziemsko zmęczone, idziemy spać około 1.30, aby kolejnego poranka wstać o 6.40 i ruszyć na podbój kraju szafranem i anyżkiem pachnącym 🙂

Nie wiem ile dokładnie przejechaliśmy kilometrów podczas tego tygodnia, ale z moich obliczeń z wujkiem Google wychodzi, że ponad 1100 km. W czasie przejazdów nudy nie było! Wiadomo, piękne widoki za oknem, ale nie tylko…

Halil, tak jak pani Nina potrafił bardzo szybko zintegrować naszą grupę, praktycznie od razu staliśmy się „rodziną”, jak potem często o sobie też mówiliśmy.  Większość grupy to osoby 60+, więc oprócz 14-letniej Wiktorii, byłyśmy z Moniką najmłodsze. Ale dzięki niemu nie było czuć tej różnicy, wszyscy świetnie się dogadywali i bawili.  Każdego dnia w drodze do zwiedzanych miejsc, oprócz opowieści o tym gdzie właśnie jedziemy i historii tego miejsca, mieliśmy też „wykłady” na inne ciekawe tematy. Tak więc był dzień z opowieściami o tureckich ślubach i pogrzebach, dzień o islamie, a także o pierwszym prezydencie Turcji – Ataturku. Dowiedzieliśmy się też ile kosztują mieszkania w Side czy ile zarabia np. nauczyciel oraz o tym, że prawie wszystko pochodzi z Turcji, nawet Czerwony KapTUREK 😉

Nigdy nie miałam w zwyczaju, aż tak chwalić biur podróży, ale tutaj mogę zrobić to z czystym sumieniem. Sama na pewno jeszcze nie raz skorzystam z wycieczek do Turcji organizowanych przez Premio Travel.

A was zapraszam do lektury kolejnych wpisów, w których postaramy się pokazać, jak fascynująca jest ojczyzna Ataturka.

Osadnik Gajówka czyli Malediwy w Wielkopolsce

Po raz pierwszy o tym miejscu przeczytałam na jednej z grup podróżniczych na Facebooku. Ktoś wrzucił 3-4 przepiękne zdjęcia i podał nazwę „Lazurowe jezioro”. Szybki rekonesans w internecie i już wiedziałam, że mam nową pozycję na swojej liście „must see”.

Co prawda, na spacer brzegiem jeziora musiałam poczekać kilka miesięcy, to w końcu udało się to na początku października, przy okazji odwiedzin u moich przyjaciół w Koninie.

Osadnik Gajówka potocznie zwany Lazurowym Jeziorem zlokalizowany jest w województwie wielkopolskim, w gminie Przykona. 120 km od Poznania, 7 km od Turku. Prowadzi tutaj asfaltowa droga, nie trzeba wjeżdżać w szutrówki. Jadąc samochodem od strony Turku ujrzycie zbiornik po prawej stronie. Po lewej stronie znajduje się darmowy parking.

Zdjęcie z bloga www.mamasaidbecool.pl.

Osadnik Gajówka jest sztucznym zbiornikiem wodnym o powierzchni około 100 ha. Zbiornik stanowi fragment dawnego wyrobiska KWB Adamów. Został wypełniony wodą i jest wykorzystywany jako składowisko popiołów i żużli przez Elektrownię Adamów.

Woda swój przepiękny lazurowy kolor zawdzięcza zawartemu w niej węglanowi wapnia. Jednak ze względu na jej skład i silnie zasadowy odczyn (ph 12) zabroniona jest kąpiel. Trzeba również uważać chodząc obwodem akwenu, ze względu na nieustabilizowane, grząskie brzegi. Chwila nieuwagi może skończyć zapadnięciem się w tą pokopalnianą pulpę po kolana czy pas (byliśmy tego świadkami podczas naszego spaceru).

 W północnej części, przy lokalnej drodze, utworzono punkt widokowy (115 m n.p.m.), zapewniający możliwość oglądania panoramy zbiornika.

Naprawdę warto odwiedzić Osadnik Gajówkę. Widoki, nietypowe dla tej części Europy, zapierają dech w piersiach. Jest to świetne miejsce na zdjęcia w plenerze. Zbiornik jest bardzo fotogeniczny (szczególnie w słoneczny dzień). Ja na pewno wrócę tam w środku lata i przy pięknej pogodzie 🙂

Osobom, dla których wyprawa tylko nad Osadnik Gajówkę to za mało, polecę również pobliskie Zoo Safari Borysew a na koniec dnia odpoczynek w termach w Uniejowie.