Archiwa tagu: Polska

„Bogowie Wojny 2017” – XXII Festyn Archeologiczny w Biskupinie

W niedzielę 24 września razem z moją niezastąpioną ekipą znajomych odbyliśmy niezwykłą podróż. Podróż nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Mieliśmy okazję cofnąć się do początków osadnictwa na terenie naszego kraju.

Troszkę historii

Odkrycie osady w Biskupinie było dziełem przypadku. W sierpniu 1933 r. podczas wycieczki szkolnej Walenty Szwajcer – młody nauczyciel z pobliskiej szkoły, zauważył pale sterczące z wody Jeziora Biskupińskiego. Dzięki odkryciu Szwajcera rok później w Biskupinie rozpoczęto, prowadzone na szeroką skalę, archeologiczne wykopaliska, które trwały do 1974 r. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku rozbudowano rezerwat archeologiczny w Biskupinie nadając mu obecny kształt.

Osada w Biskupinie powstała w VIII w. p.n.e. Gród znajdował się na wyspie o powierzchni około 2 ha. Osadę otaczał falochron i wał obronny o wysokości 6 m. Z lądem łączył osadę pomost o długości około 120 m, który prowadził do bramy z wieżą strażniczą. Zabudowę osady tworzyły drewniane, prawie jednakowe domy, uszeregowane w rzędy, przedzielone wyłożonymi drewnem ulicami. Każdy dom składał się z przedsionka i izby. Powierzchnia mieszkalna wynosiła od 70 do 90 m2. Szacuje się, że w Biskupinie żyło około tysiąca osób. Byli to Prasłowianie – przodkowie zamieszkujących te tereny w okresie późniejszym Słowian. Należeli do ludności kultury łużyckiej. Jednolity charakter zabudowy wskazuje na to, że mieszkańcy Biskupina nie tworzyli zróżnicowanej grupy. Prawdopodobnie znajdowali się w stadium pierwszej wspólnoty rodowej. Zajmowali się głównie uprawą roli, hodowlą, rzemiosłem oraz myślistwem i rybołówstwem.

Największą zaletą Muzeum Archeologicznego w Biskupinie jest to, że pokazuje ono „żywą historię”. Tutaj nie tylko można zobaczyć rekonstrukcje chat sprzed setek czy nawet tysięcy lat, ale także poznać zwyczaje żyjących tu kiedyś ludzi, ich pracę i rzemiosło. Wiedzy tej jednak nie zdobywamy słuchając przydługich i czasami nudnych wykładów, a samemu uczestnicząc w codziennych zajęciach naszych przodków i niejako przenosząc się do ich epoki.

I relacja Agnieszki

Dzisiaj ponownie oddaję klawiaturę mojej koleżance Agnieszce, której po wpisie o Woodstocku bardzo spodobało się pisanie 😉

„Myślałam że następny weekend minie jak zawsze, czyli porządki w domu, pranie, zakupy, opieka nad dziećmi, tradycyjny spacer po okolicznym lesie. Padło jednak hasło: „Jedziemy do Biskupina?” Kiedyś daaaawno temu byłam – chyba jeszcze w szkole podstawowej. Hmm… Myślę sobie tylko jak, tym bardziej że na wycieczkę zgłosiło się aż 8 chętnych?! Problem dosyć szybko się rozwiązał. Jeden samochód mamy, a drugi pożyczamy od rodziców jednej z nas. Całe szczęście prowadzę dość dobrze i na potwierdzenie posiadam nawet wkładkę na pojazdy uprzywilejowane 😉 

Z Poznania wyjechaliśmy dużo przed południem, trasa była bardzo spokojna i praktycznie pusta. Nawet dzieci były wyjątkowo grzeczne. Na miejscu po znalezieniu parkingu ruszyliśmy całą ekipą (przypominam – 8 osób w tym dwoje małych dzieci) do rezerwatu. Pierwszą  atrakcją która spotkaliśmy był peron kolejki wąskotorowej i sama kolejka w roli głównej. Lokomotywa parowa to jest coś co roczne dzieci uwielbiają (KLIK) . Najlepszy widok mieliśmy z pomostu prowadzącego do osady neolitycznej. Mój pobyt w sumie wiązał się z bieganiem za Hobbitem, który jak zawsze tryskał energią.  No dobra, jak reszta ekipy zerknęła na mały wulkan energii to udało mi się pstryknąć parę zdjęć. Było nas tak dużo że ciężko było razem tak cały czas chodzić, umówiliśmy się że spotykamy się w jednym punkcie i rozdzieliliśmy się, by każdy zobaczył co go najbardziej interesuje. Oglądaliśmy walki gladiatorów, walkę statków, mogliśmy zobaczyć czym zajmowali się ludzie daaaaawno temu. Siedmioletnia Emilka próbowała swoich sił w garncarstwie i ulepiła z gliny miseczkę.  Każdy z nas znalazł dla siebie coś ciekawego. Mały Hobbit zachwycił się też końmi. Mógł te wielkie „psy” pogłaskać, a nawet usiąść na nich. Spotkaliśmy się na wspólnym posiłku i uzgodniliśmy co robimy dalej. Czasu zbyt wiele nie mieliśmy. Tak naprawdę żeby zobaczyć wszystko ze spokojem to trzeba mieć zaplanowany cały dzień pobytu w Biskupinie.

Przez cały pobyt towarzyszyły nam dźwięki muzyki dawnej, między innymi zespołu Remdih i Comhlan. Na parking weszliśmy już gdy słońce chowało się za horyzontem. Byliśmy troszkę zmęczeni chodzeniem przez cały dzień, atrakcjami i naładowani pozytywnymi wrażeniami”.

Warto jeździć w takie miejsca z wielu powodów. Przede wszystkim mieliśmy okazję w końcu spotkać się razem, całą ekipą byłych i obecnych wolontariuszy. Ponad to, można zobaczyć na żywo jak kiedyś żyli ludzie, pokazać dzieciom coś innego niż tablet, potańczyć, posłuchać muzyki.

Po prostu być razem…

Wał oraz falochron przy wejściu do osady.
Zrekonstruowane domy.
Walki gladiatorów.

Walki łodzi.
Pokaz strzelania z łuku.
Osada neolityczna, 4000 lat p.n.e.
Osada mezolityczna 8000 – 5000 lat p.n.e.
Osada mezolityczna, 8000 – 5000 lat p.n.e.
Stanowisko archeologii eksperymentalnej.
Stanowisko archeologii eksperymentalnej, hodowla konika polskiego.

Nasza ekipa: Marcin, Michalina, ja, Agnieszka, Aga, Ewa i dzieci: Emi i Tymek.

Oszalałaś?! Z dziećmi na Woodstock?

Wystarczy powiedzieć lub napisać: Przystanek Woodstock, a niektórych już krew zalewa. Największe emocje wzbudza oczywiście wątek polityczno-ideowy oraz finansowy. Nie mniej czasu poświęca się na dyskusje na temat bezpieczeństwa podczas trwania festiwalu. Przecież to doskonałe warunki dla dilerów, a alkohol leje się strumieniami. Kradzieże, rozboje? Czyżby? Oczywiście jest w tym ziarno prawdy, ale żeby rzetelnie podejść do tematu warto spojrzeć na policyjne statystyki. Według danych policji z zeszłego roku, na Woodstocku pojawiło się prawie 400 tysięcy ludzi. W 18-tysięcznym Kostrzynie wyrosła prawdziwa metropolia. 

Woodstock

Policjanci zarejestrowali 256 sytuacji zakwalifikowanych jako wykroczenia. 232 zakończyły się mandatami, a na 24 osoby sporządzono wniosek o ukaranie do Sądu. Głównie chodzi tu o spożywanie alkoholu w miejscu publicznym, zaśmiecanie, używanie słów nieprzyzwoitych, nieobyczajne wybryki, kradzieże, zakłócanie ładu i porządku publicznego oraz przewinienia związane z ruchem drogowym.

Zdarzeń nie jest więcej, niż w przeciętnym mieście, w którym jest tylu mieszkańców, ilu przyjechało na Przystanek Woodstock! 

Trzeba uważać jak wszędzie. Mnie w grudniu okradli w biały dzień w centrum Wiednia, ale to przecież nie spowoduje, że będę krytykować całą Austrię i siedzieć w domu. A tym bardziej nie należy tego robić, jeśli się nie było w danym miejscu osobiście. 

Sama nie jestem stałą bywalczynią błotnej areny pod kostrzyńską sceną. Ale moja koleżanka Agnieszka jeździ tam od lat i zna festiwal od podszewki. Dlatego teraz udostępniam jej klawiaturę, żebyście mieli informacje z pierwszej ręki 😉

Z dzieckiem na WOODSTOCK!? A co! Gdy powiedziałam znajomym i rodzinie, że w weekend 3-5 sierpnia wybieram się z chłopakami na Woodstock zaczęła się fala krytyki płynącej w moją stronę i stronę Przystanku Woodstock.

Ale jak to, przecież tam pijacy i ćpuny są?!!!
Dzieci narażać na takie widoki?!
Przecież jak one tam będą spać?
Wrrr….. Kto nie był niech zamilknie! 

To kolejny rok w którym wybrałam się z dziećmi do Kostrzyna nad Odrą. W tym roku z powiększoną ekipą (roczny Hobbit i trzynastoletni Elf, który wyciągnął kumpla z klasy). Troszkę się bałam jak to ogarnę? Jak być na koncercie z juniorem? 

Najgorsza chyba była trasa do pokonania z Poznania do Kostrzyna nad Odrą (180 km)  z rocznym bąblem, ale daliśmy radę. Dojechaliśmy w południe do naszego stałego punktu – parkingu poza terenem Przystanku. Cisza, spokój, można rozbić namiot, dostęp do wody, punkt gastronomiczny,  toalety.  Po rozbiciu namiotów, rozpakowaniu tobołków przyszedł czas by pokazać juniorowi inny świat 😉 Inny, bo wesoły i kolorowy. Hobbit był zachwycony. Miliony przybitych  „piątek” i „żółwików”, uścisków, buziaczków w czółko. Morze okazanej mi i Hobbitowi radości, przyjaźni, miłości. Na każdym koncercie tańczył, a raz udało mu się troszkę pospać. 

Ponadto dzieciaki w Akademii Małego Podróżnika mogły skorzystać z warsztatów etnograficznych, manufaktury recyklingu, rysowanek, malowania twarzy. Oprócz tego w ramach akcji „Kino za Rogiem” można było zobaczyć różne filmy animowane. Fundacja „Viva!” z kolei zadbała o to, by najmłodsi mogli poszerzyć swoją wiedzę z zakresu praw zwierząt. Będą mogli skorzystać ze specjalnych interaktywnych quizów.

Starszy syn i tak głównie krążył ze swoim kumplem. Robił za „przewodnika ” jako stały bywalec. Nie bałam się o nich, bo raz – jeden i drugi znał numer telefonu do mnie, dwa – byliśmy umówieni na kontakt co godzinę, a trzy – co krok był Pokojowy Patrol (KLIK). Chłopaki mieli swoje sprawy do obgadania, chcieli też kupić sobie jakieś  gadżety, a tych było co nie miara (KLIK).

Na posiłki spotykaliśmy się i wszyscy szliśmy razem do Krishnowców lub innych punktów gastronomicznych, które były na miejscu. Było w czym wybierać, od pyrów z gzikiem, zupy do pizzy.  Śniadania i kolacje jedliśmy przy namiotach. Zabraliśmy ze sobą pieczywo i coś na chleb. Na miejscu jak zawsze był też Lidl otwarty przez 24 h na dobę w którym można było kupić owoce, jogurty, pieczywo czy wodę.

Niestety z racji rocznego brzdąca około godziny dwudziestej drugiej lądowaliśmy  na kempingu/parkingu. Sen wzywał juniora. My zresztą też szykowaliśmy się do snu, rano czy chcieliśmy czy nie junior budził wszystkich. 

Hmm… Czy warto jeździć z dziećmi? Czy jest sens? Pewnie, że jest. Najlepiej w kilka rodzin. Zawsze można się wymieniać, gdy ktoś chce iść na dany koncert, ktoś  nie pije alkoholu dziś a jutro ta druga osoba sobie wypije… Oczywiście jeśli ktoś chce. Będąc z dzieckiem na Przystanku Woodstock koniecznie trzeba zaopatrzyć się w krem przeciwsłoneczny, nakrycia głowy dla nas i dla dziecka, jedzenie  np. mleko w proszku, gotowe deserki i obiadki, ulubione zabawki naszego szkraba ( u nas w takich sytuacjach sprawdzają się idealnie ). Na co uczulam, nieważne dokąd się wybieramy z naszymi pociechami, to fakt żeby starsze dziecko znało nasz numer telefonu na pamięć a młodsze dzieci miały go zapisanego na specjalnej opasce zakładanej na rączkę. I jeszcze coś, bez czego nie ma co się wybierać na Woodstock – radość, miłość i przyjaźń! 

Energylandia – rozrywka dla całej rodziny

Lubicie wesołe miasteczka? Ja bardzo! Po wizycie w kilku za naszą zachodnią granicą (m.in. Heide Park, Legoland), przyszła pora żeby odwiedzić największy park rozrywki w Polsce. A w testowaniu tego stosunkowo nowego przybytku uciech i zabaw pomagała mi córka mojej przyjaciółki, 10-letnia Weronika. Również dzięki tej malej gadule kilkugodzinna podróż minęła jak jedna chwila, a ja jestem bogatsza o wiedzę o królikach, chomikach, koniach i innych czterołapnych 😉 Bardzo bałam się o pogodę, ale miałyśmy szczęście, nie było ani upału ani deszczu. Niebo przez większą część dnia było zachmurzone, ale było ciepło i przyjemnie. 

Wejście do Energylandii.

Energylandia mieści się w Zatorze, mieście pomiędzy Katowicami a Krakowem. Na ponad 26 hektarach (docelowo 112 ha) znajduje się łącznie ok. 80 atrakcji przeznaczonych dla wszystkich grup wiekowych, w tym 10 rollercoasterów, liczne karuzele i urządzenia ekstremalne, a także restauracje, bary, sklepy z pamiątkami oraz sceny, na których prezentowane są krótkie widowiska. Park dzieli się na cztery strefy: Bajkolandię, Familijną, Ekstremalną i od 2016 w skład wchodzi również Water Park. 

Miłośnicy mocnych wrażeń mogą wsiąść na rollercoaster Mayan – największy w naszej części Europy rollercoaster. Prędkość wagoników w tej kolejce wynosi 80 km/h a przeciążenia podczas przejazdu sięgają nawet 5g. To uczucie którego doświadczają piloci myśliwców. Wysokość konstrukcji wynosi prawie 75 m wysokości co odpowiada 10- piętrowemu wieżowcowi. Równie ekstremalnych wrażeń doznamy na kolejce Formuła 1. Niezapomniane kilkanaście sekund! 

Z kolei na tych, którzy wolą spokojniejszą zabawę czeka m.in. Pyramid Cinema 7D i Planetarium.

Jeśli chcecie korzystać z urządzeń wodnych, polecam zabrać ubrania na przebranie lub peleryny przeciwdeszczowe. My po wizycie na spływie Kopalnia Złota i Splash Battle byłyśmy totalnie przemoczone. Można również za 5 zł wejść do ogromnej turbosuszarki.

Ceny biletów przystępne: normalny 109 zł, ulgowy 59 zł. Są też rożne zniżki np. dla osób niepełnosprawnych czy kobiet w ciąży. Niestety w sezonie letnim, w Energylandii nawet w tygodniu można spotkać tłum ludzi, a kolejki do niektórych atrakcji sięgają aż 60 minut. Przez to niestety nie udało nam się skorzystać z wszystkich. Może nadrobimy to w przyszłym roku, ale na pewno już poza sezonem wakacyjnym 

Punkt widokowy „Domek elfów”.
Energuś – kolejka dla całej rodziny.
Battle Splash.
Atlantis – dzika rzeka.

Boomerang.
Formuła 1.

10 000 wejść na bloga!

mapa-swiata-szablon_3724

No i stało się! W niecałe 2 lata blog ten odwiedziło 10 000 osób

Kiedy stworzyłam mariawpodrozy.blog.pl, nie myślałam że aż tak bardzo się on rozwinie, że zyska tylu wspaniałych i wiernych Czytaczy. Na początku miało to być pisanie tylko dla siebie, dla rodziny i najbliższych znajomych, takie porządkowanie wspomnień. A potem działo się coraz więcej i więcej… Wiosną 2016 dołączyła do mnie Monika i wtedy nastąpiło totalne szaleństwo :p Zwłaszcza, gdy oprócz miłości do podróżowania odkryłyśmy w sobie nową pasję – rajdy samochodowe. Tak nam one się spodobały, że na blogu musiała powstać nowa zakładka (Motofanki), gdzie możemy opisywać swoje samochodowe wyczyny.

Nie jesteśmy mistrzyniami pióra (klawiatury?) ani fotografii (zdjęcia głownie made by smartfon), ale robimy to co kochamy i to jest najważniejsze.

A jesteście ciekawi statystyk? 

1. Blog istnieje już od 651 dni, a w tym czasie weszło tutaj  10 000 osób.

2. Pochodziły one z 5 kontynentów.

3. Z 81 krajów świata, w tym nawet tak orientalnych jak Makau, Nepal, Martynika, Polinezja Francuska czy Barbados.

4. Najwięcej odwiedzających pochodziło z: Polski, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Niemiec, natomiast jeśli chodzi o miasta to prym wiodą: Warszawa, Poznań. Wrocław, Kraków.

5. Najwięcej wejść było 2 sierpnia 2016 – aż 1771!

6. Najchętniej czytają nas osoby w wieku 18-24 lata (27,50%) oraz 25-34 lata (33,50%) i są to głównie mężczyźni (54,15%). 

7. Przez te niecałe 2 lata mogliście przeczytać 33 wpisy.

8. Wśród nich największą popularnością cieszyły się: 

– „Białystok – miasto miłych ludzi”

– „Dalmatyńska eskapada”

– „Podnośnia statków Niederfinov – cud hydrotechniki”

– „Parawaning czyli jak Polak radzi sobie na plaży”

– „Gratka dla miłośników fortyfikacji”

DZIĘKUJEMY wam za waszą obecność, za miłe komentarze, porady oraz dzielenie się swoimi spostrzeżeniami. Zostańcie z nami i teraz czekamy na 20 000 odwiedzających. 

Ostatnie dni lata

„Mimozami jesień się zaczyna 
Złotawa krucha i miła 
To ty to ty jesteś ta dziewczyna 
Która do mnie na ulicę wychodziła…”

Jednak zanim nadeszła złota polska jesień, wykorzystałyśmy ostatnie dni lata na weekendową (10-11.09) wyprawę nad morze. W tym roku chyba wrzesień zamienił się miejscami z lipcem i rozpieszcza nas wspaniałą pogodą. Woda w Bałtyku ciepła, ludzi na plaży sporo, ale bez tłoku. Cisza i spokój. 

Plaża w Sianożętach.
Monika z synkiem.

 

Plaża w Ustroniu Morskim.

Będąc nad morzem oczywiście nie można odpuścić wyprawy na zachód słońca.

Miniony sezon wakacyjny uważamy za bardzo udany podróżniczo. Podczas tego lata zobaczyłyśmy wiele ciekawych miejsc, zarówno tych w Poznaniu i najbliższej okolicy. jak i tych setki kilometrów od domu. Odkryłyśmy również swoją nową pasję – turystyczne rajdy samochodowe, które na pewno będziemy kontynuować. 

Jesień i zima nie zamkną nas w domu, bo przecież podróżować można w każdą pogodę, prawda? 🙂

Białystok – miasto miłych ludzi

Zielono mi…taka była moja pierwsza myśl w Białymstoku. W moich oczach jest to miasto z dużą dozą zieleni, a co najważniejsze z bardzo miłymi ludźmi. Weszłam do kwiaciarni na Rynku Kościuszki i zostałam tak serdecznie przywitana i obsłużona, że z pewnością zapamiętam to miejsce i Panią, która bardzo mi pomogła. Ponadto dla Poznanianki akcent wschodni był bardzo zabawny, trochę śpiewny, trochę obco brzmiący, ale zauważalny 🙂

Zielono mi 🙂

Białystok jest miastem na prawach powiatu w północno – wschodniej Polsce, położony na Nizinie Północnopodlaskiej, nad rzeką Białą. Jest stolicą województwa podlaskiego i siedzibą władz ziemskiego powiatu białostockiego. W 2015 roku miasto liczyło 295 624 mieszkańców.

Klimat tej części Polski jest wyraźnie chłodniejszy. Średnie temperatury stycznia mieszczą się w granicach od -4 do –6 °C, należą one do najniższych w Polsce. Istotną informacją jest fakt, że Białystok znajduje się w obszarze funkcjonującym pod nazwą Zielone Płuca Polski (około 32% jego powierzchni zajmują tereny zielone), stąd moje spostrzeżenia dotyczące zieleni. Parki i skwery oraz 1779 ha lasów znajdujących się w granicach miasta tworzą specyficzny i zdrowy mikroklimat. Dlatego tak dobrze się tam czułam 🙂 Puszcza Knyszyńska pozostawiła po sobie dwa rezerwaty przyrody o powierzchni łącznej 105 ha. Ze względu na te walory w 1993 r. Białystok jako pierwsze miasto w Polsce został przyjęty do międzynarodowego projektu Sieci Zdrowych Miast prowadzonego przez Światową Organizację Zdrowia. Na terenie miasta znajdują się 3 rezerwaty przyrody: Las Zwierzyniecki, Rezerwat Antoniuk oraz Rezerwat Bagno.

W latach 1617–1626 zbudowano zachowany do dziś Stary Kościół Farny z fundacji marszałka Piotra Wiesiołowskiego. To on wzniósł w Białymstoku murowany gotycko – renesansowy zamek, który po gruntownej przebudowie w latach 90. XVII wieku, stał się barokową rezydencją magnackiego rodu Branickich znaną do dziś jako pałac Branickich. Niesamowity ogród z wieloma rzeźbami i fontannami jest urodziwym i niezwykle magicznym miejscem. Z pewnością jeśli wybierasz się do tego miasta tam musisz zajść.

Nie można zapomnieć, że Białystok jest największym ośrodkiem kulturalnym w północno – wschodniej Polsce. Działa tu największe w województwie Muzeum Podlaskie, posiadające oddziały w Białymstoku (Muzeum Historyczne, Muzeum Rzeźby Alfonsa Karnego, Białostockie Muzeum Wsi), w Choroszczy (Muzeum Wnętrz Pałacowych), w Supraślu, Tykocinie oraz Bielsku Podlaskim. W Białymstoku działają także: Muzeum Wojska oraz Muzeum Przyrodnicze Uniwersytetu w Białymstoku. Nie można zapomnieć o mieszczącej się tu jednej z najlepszych polskich galerii sztuki współczesnej – Galerii Arsenał. Dzięki Białostockiemu Teatrowi Lalek oraz Wydziałowi Sztuki Lalkarskiej warszawskiej Akademii Teatralnej Białystok uzyskał miano polskiego centrum sztuki lalkarskiej.

Rynek Kościuszki

W tle Bazylika Archikatedralna Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.
Pałac Branickich.
Pałac Branickich.

Oprócz licznych atrakcji kulturalnych dla ducha, polecam coś dla ciała. Mianowicie lody naturalne serwowane na Rynku w przystępnej cenie (smak Ferrero Roche urzekł mnie i pieścił moje zmysły). Zejdźmy jednak trochę niżej, bo chyba odpłynęłam. Zwróćmy uwagę na wallart, który ma miejsce w tym mieście. Uważam, że jest to piękny sposób na zdobienie miasta. Artystyczne malowanie ścian powinniśmy wykorzystać szerzej w Poznaniu, by częściowo rozweselić szare blokowiska. Choć przyznam, iż coraz częściej bloki nie są już szare, tylko nabierają ciekawych barw podczas odnawiania elewacji.

Warto wiedzieć, że w Białymstoku autobus jest jedynym środkiem komunikacji miejskiej. Polecam turystykę pieszą, wszędzie wydaje się być blisko,a spaceruje się przyjemnie być może ze względu na liczne tereny zielone.

Drogi Czytaczu i Czytaczko 🙂 Jeśli byłeś/aś w Białymstoku i możesz dodać do tego wpisu ciekawe spostrzeżenie – zachęcamy.

 

Cudze chwalicie, swego nie znacie… Polska z lotu ptaka.

Błądząc dzisiaj po internecie trafiłam na film „Holiday in Poland”. Od ponad tygodnia bije on rekordy popularności na YouTube, gdzie ma już ponad pół miliona wyświetleń i zbiera bardzo pochlebne opinie.

Film „Holiday in Poland” został przygotowany przez firmę ujęcialotnicze.pl. Nagrywanie trwającego blisko 5 minut filmu, który pokazuje różne zakątki Polski z lotu ptaka, trwało blisko trzy lata. Twórcami filmu są Artur Gajdziński – pilot i wielokrotny medalista mistrzostw Polski w pilotażu bezzałogowych modeli samolotów oraz Jacek Drofiak – operator zdalnie sterowanej kamery. 

Miłego oglądania! 🙂

Ogrody Hortulus – wspomnienie lata

Do Ogrodów Hortulus w Dobrzycy niedaleko Koszalina trafiłam po raz pierwszy wiosną 2014 roku. Piękno tego miejsca sprawiło, że w tym roku wybrałam się tam po raz drugi, tym razem latem, kiedy zakwitły letnie kwiaty i pojawiły się pierwsze owoce.

Ogrody Hortulus powstały w 1992 roku. Obecnie ich powierzchnia to około 5 ha. Obszar ten jest podzielony na 28 ogrodów tematycznych, wśród których są zarówno te klasyczne: francuski, śródziemnomorski, japoński, jak również ogród skalny, wodny, warzywny czy ziołowy.

Znajdziemy tu ogrody pobudzające zarówno wzrok: biały, niebiesko-żółty, lila-róż czy ogród cienia, jak i zmysł powonienia. W ogrodzie pachnącym zgromadzono rośliny o wonnych kwiatach, liściach, pędach, a także korzeniach. W okresie letnim szczególnie piękne jest rosarium.Ciekawą grupę stanowią ogrody dźwięku (zmysłu słuchu), w których gra cisza…, szelest…, szum.

Dzięki specyficznemu klimatowi charakteryzującemu się ciepłymi zimami, wilgotnymi i dość chłodnymi latami, w Ogrodach Hortulus zgromadzono kolekcję unikalnych roślin, które nie miałyby szans na zimowanie w innych rejonach Polski.

Wśród ponad 6 tysięcy roślin rozmieszczone są liczne elementy małej architektury: pergole, fontanny, rzeźby oraz mosty.

2 kilometry od „starego” Hortulusa znajduje się zajmujący ponad 30 ha ogród z labiryntem – Hortulus Spectabilis, gdzie stworzono ogrody magii, energii i przestrzeni. To tu można znaleźć największy na świecie labirynt grabowy. Labirynt o wielkości 100 na 100 metrów powstał z 18 tysięcy grabów!Od posadzenia sadzonek do otwarcia labiryntu minęło aż 10 lat, a w tym czasie rośliny były podcinane i formowane nawet 3 razy w roku. Niestety labirynt działa tylko sezonowo od czerwca do września.

Ciekawym elementem ogrodów Spectabilis jest wieża widokowa wyglądająca jak… spiralna nić kwasu DNA. Z wysokości 50 m n.p.m. rozciąga się piękny widok na Bałtyk oraz Górę Chełmską w Koszalinie.

Wizyta w Hortulusie będzie wspaniałym przeżyciem i zabawą zarówno dla starszych jak i młodszych. Niestety do ogrodów nie można wjechać wózkiem dziecięcym (trzeba zostawić w aucie lub ewentualnie przy wejściu) ani inwalidzkim.

Na głodnych i spragnionych czeka „Caffebar Barwinek”, a na fanów ogrodnictwa Centrum Ogrodnicze.

Po wizycie w Dobrzycy można wybrać się na dalsze zwiedzanie do pobliskiego Koszalina lub Kołobrzegu.