Archiwa tagu: Europa

Felicità di l’Italia cz.2 – Śladami miłości, czyli legendy Werony

Ahoj Panie Kapitanie!!! Ups…to nie ta bajka, rejs się już skończył. Teraz pora na romantyczną historię miłosną, czyli pewnego dnia w Weronie.


Przypuszczam, że większość z was zna dramat Williama Szekspira „Romeo i Julia” i najsłynniejszą parę kochanków. Ja do dziś wspominam, z filmowej adaptacji utworu, przystojnego Leonardo DiCaprio w roli Romeo 😉

Ogród Kapuletów. Wchodzi Romeo.

ROMEO
Patrz, jak na dłoni smutnie wsparła liczko!
O! gdybym mógł być tylko rękawiczką,
Co tę dłoń kryje!

JULIA
Konflikt, Krew, Miłość, Rodzina

Romeo! Czemuż ty jesteś Romeo!
Wyrzecz się swego rodu, rzuć tę nazwę!
Lub jeśli tego nie możesz uczynić,
To przysiąż wiernym być mojej miłości,
A ja przestanę być z krwi Kapuletów.

Tam byłam, w ogrodzie Kapuletów, patrzyłam na przepiękny balkon Julii, a nawet na nią samą. Już chciałam wejść na balkon i wołać mojego Romeo
”Gdzieżeś jest Ukochany?” gdy dowiedziałam się straszliwej prawdy.
W czasach, w których teoretycznie żyli sławni kochankowie nie było tego balkonu, wtedy czar prysł… Nie to jednak było najgorsze. Nie ma ewidentnych dowodów na to, że Julia, czy Romeo naprawdę żyli, to był prawdziwy cios. Nie żebym wierzyła w prawdziwość tych postaci, a przede wszystkim ich miłości, ale było to tak pięknie miłe wyobrażenie 🙂 Miałam nadzieję, że ktoś taki żył i był ich pierwowzorem, jednak są to postaci w pełni fikcyjne. Wszelako rodziny Capuleti i Montecchi są prawdziwe (ulice od ich nazwisk również) i miłość – ona zawsze jest realna. Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym czy miłość może być zmyślona? Otóż autor nieważne czy dramatu, romansu, kryminału nie napisałby tak pięknie o miłości gdyby jej nie znał. Ona zawsze istnieje, dlatego jestem przekonana, że taka para kochanków jaką opisał Szekspir żyła w swoich czasach. Stało się! Znowu odpłynęłam trochę za daleko. Poniosło mnie.

Balkon Julii.

Najistotniejsze to legenda, która dotyczy Julii, a zapewne większości nieznana. Otóż naturalnej wielkości posąg Julii stoi pod jej balkonem w ogrodzie i mówi się, że kto złapie za jej prawą pierś i wypowie życzenie może oczekiwać jego spełnienia. Warunkiem jest prawdziwość pragnienia oraz tematyka, ponieważ spełniają się tylko marzenia miłosne. Możecie mi wierzyć na słowo, że kolejka do posągu momentalnie powstała ogromna. Do dziś jednak zastanawia mnie fakt, w jakim celu ustawiali się tam kobiety i mężczyźni w związkach małżeńskich w każdym wieku? Szukali przygód? Kto wie… Taka ciekawostka – prawdopodobnie po raz ostatni w tym roku obmacywanie Julii było bezpłatne. Natomiast wejście na balkon aktualnie kosztuje 7 EUR (czerwiec 2017).

Naturalnej wielkości posąg Julii.

Sama Werona jest po prostu urocza. Małe uliczki, niektóre bardzo eleganckie, wyłożone marmurem. Gustowny ryneczek z pamiątkami wszelakimi (mnóstwo drobiazgów o tematyce bajki „Pinokio”). Werona jest jednym z najbogatszych miast północnych Włoch. Czy wiedzieliście, że amfiteatr z czasów rzymskich można podziwiać również tutaj? Gdybyście kiedyś Drodzy Czytelnicy wybierali się do Włoch to do Werony na pewno warto zajrzeć. 

Ulice wyłożone marmurem.

Historia jeszcze jednej osobistości łączy się z Weroną. Mianowicie Maria Callas, utalentowana śpiewaczka operowa (sopran dramatyczny). W kwietniu 1949 Callas poślubiła w Weronie bogatego przemysłowca Giovanniego Battistę Meneghiniego. Wcześniej jednak Giovanni zachwycony Marią przez dwa lata starał się o jej względy, jak widać z sukcesem.

Kolejna ciekawostka 🙂 W dzisiejszych czasach każdy polityk startujący w wyborach obiecuje mieszkańcom metro, jednocześnie zdając sobie sprawę, że jest to niemożliwe (zbyt liczne zabytki).

Aby was nie zanudzić bardzo długim wpisem, na razie zostawiam was w mieście Romea i Julii. Za to w ostatniej już części z serii  Felicita di l’Italia przeniesiemy się do słynnej stolicy mody – Mediolanu oraz do Vicenze i Bussolengo. 

Felicità di l’Italia cz.1 – Jezioro Garda

Al Bano i Romina Power już w 1982 roku wiedzieli czym jest szczęście, bo o nim śpiewali. 

Ta piosenka to moje dzieciństwo – słoneczne, pełne szczęścia i radości. Tak też kojarzyły mi się Włochy, dlatego odkąd pamiętam marzyłam o wyjeździe do tego kraju.

Najpierw pokochałam włoskie jedzenie: spaghetti, lasagne, tortellini, włoska kawa, to zdecydowanie moje klimaty. Później poznawałam tą kulturę przez język, którego nieco się nauczyłam. Niektórzy mówią także, że jestem w dodatku obdarzona włoskim temperamentem. Włosi nikomu nie kojarzą się z powagą. Uchodzą raczej za lekkoduchów, bardzo wesołych i energicznych. Są narodem bez kompleksów. Nie oceniają ludzi po wyglądzie, akceptują siebie i innych takimi jakimi są, może to jest ich recepta na szczęście.

Niestety mężczyźni to straszne maminsynki. Jak usłyszałam kawał opisujący typowego Włocha wybiłam sobie z głowy takiego partnera: Dzwoni mama Włocha do lekarza i skarży się, że jej syn nie chce pić mleka z piersi, bo mówi, że się do biura spóźni 🙂 MAMMA MIA! W tym wieku to już chyba co najmniej niewskazane. No, ale do brzegu…wiosłuję, wiosłuję i nadal nie przeszłam do najważniejszego.

Podejrzewam, że moje opowiadania o Włoszech nie skończą się jednym wpisem, więc spokojnie możecie liczyć na małą serię. A dlaczego? Prawdopodobnie zostawiłam tam swoje serce… Jestem absolutnie pewna, że tam wrócę. Marzę o tym, żeby jeszcze raz w tym roku, ale urlopu coraz mniej.

W pierwszej części chciałabym przybliżyć wszystkim jezioro Garda – położone w północnych Włoszech, największe i najczystsze jezioro tego kraju. Znajduje się w połowie drogi między Wenecją a Mediolanem, otoczone szczytami Prealpi Gardesane.

Nazwa jeziora pochodzi od miejscowości Garda. Wcześniej – do XII wieku – nosiło ono nazwę Lago Benàco.

Razem z całą grupą, wyruszyłam z małego miasteczka Bardolino w relaksujący rejs statkiem. A właściwie był to prom, który niczym autobus, tylko na wodzie, zatrzymywał się na poszczególnych przystankach.

Wokół jeziora Garda znajduje się wiele miasteczek turystycznych i kurortów. Panuje tu łagodny klimat z roślinnością śródziemnomorską. Wokół jeziora są miejscowości z zabytkową zabudową (historyczne centra miast, dawne zamki i fortece) oraz dobrze zagospodarowanymi plażami żwirowymi z łagodnym zejściem do jeziora. Północna część jeziora – bardziej górzysta i wietrzna – jest odwiedzana przez windsurferów. W południowej części jeziora woda jest cieplejsza, znajdują się tam liczne kempingi, parki rozrywki oraz źródła termalne.

Na jeziorze można podziwiać wiele mniejszych i większych wysp. Największa z nich to Isola del Garda położona około 200 metrów od przylądka Capo San. Na południe od Isola del Garda znajduje się Isola San Biagio, nazywana Wyspą Królików. Pozostałe trzy znaczące wyspy: Isola dell’Olivo, Isola di Sogno i Isola di Trimelone, leżą w północnej części jeziora, w pobliżu wschodniego brzegu.

Wydłużony kształt jeziora oraz jego znaczna długość i głębokość jest typowa dla jeziora polodowcowego. Lodowiec ten wypełnił i pogłębił istniejącą dolinę górską, a następnie wypłynął na przedpole.

Początkowo wszystkim wydawało się, że prawie 3 godzinny rejs będzie totalną nudą. Przyjemnie jednak byłyśmy zaskoczeni, ponieważ okazało się, że oszałamiające widoki rzuciły na nas urok i nawet nie zauważyłyśmy kiedy minął ten czas. Rejs zakończyliśmy ze smutkiem w pięknej Riva del Garda. Myślałam, że już nic nie będzie tak piękne jak miniony czas, ale kawa w restauracji przy brzegu jeziora hmm…cudownie. Siedziałam w restauracji, a przed sobą miałam granatową taflę wody i sięgające nieba szczyty gór. Było obłędnie… Przy okazji szukania pamiątek w okolicznych sklepach trafiłam, co się okazało, na mój ulubiony sklep (I vizi delle donne) – zajrzyjcie tam szukając upominków.

Śmiało i z pełną odpowiedzialnością mogę polecić wycieczkę nad jezioro Garda. W kolejnym wpisie Verona i Vicenza oraz ciekawe historie z nimi związane. Bo w każdej legendzie jest ziarnko prawdy, w każdym razie mam taką nadzieję 😉

Ogrody Keukenhof – ocean kwiatów

Holandia – kraj tulipanów, wiatraków, wszechobecnych rowerów i cukierków z lukrecją. 3 lata temu miałam okazję przez jakiś czas tam mieszkać i studiować. Do tej pory jestem pod ogromnym wrażeniem jaki wywarł na mnie ten kraj. Czysto, zielono, wspaniali i pomocni ludzie i to „coś”, co tak mnie urzekło. W tygodniu pochłaniały mnie badania prowadzone na uczelni w Wageningen, ale weekendami zwiedziłam wiele wspaniałych miejsc: Arnhem, Amsterdam, Hagę, Oterllo…. Podczas swojego pobytu, nie dotarłam jedynie do Ogrodów Keukenhof, uważanych za jedne z najpiękniejszych na świecie.

Po latach zdecydowałam, że koniecznie to miejsce muszę „odhaczyć” na liście tych zwiedzonych. Klamka zapadła – weekendowa wycieczka wykupiona. Nawet 2 noce które miałam spędzić w autokarze mnie nie przerażały 🙂

Wejście do Ogrodów Keukenhof.

Ogrody Keukenhof znajdują się w miejscowości Lisse, zaledwie 30 km na południowy zachód od Amsterdamu. Nazwa w wolnym tłumaczeniu, oznacza „kuchenny ogród”. Została ona zaczerpnięta z XV wieku, kiedy hrabina Bawarii, Jacoba van Beiern, spacerowała miejscowymi lasami i łąkami w poszukiwaniu ziół, owoców i warzyw, z których przyrządzała potrawy w swojej kuchni. Ogród oficjalnie trafił na listę atrakcji turystycznych w 1949 roku, kiedy z inicjatywy burmistrza 20 producentów kwiatowych cebulek postanowiło stworzyć tymczasową wystawę własnych okazów. Pomysł przypadł do gustu Holendrom, a już kolejna edycja, która odbyła się rok później, ściągnęła do Lisse 236 tysięcy gości. Dziś to miejsce uznaje się za atrakcję o międzynarodowej sławie.

Ogrody zostały zaprojektowane w stylu angielskim przez parę znanych architektów krajobrazu o nazwisku Zocher. Każdego roku ogrodnicy sadzą ręcznie ponad 7 milionów kwiatów cebulowych ponad 1600 różnych odmian: m.in. tulipany, żonkile, hiacynty i szafirki. Na obszarze 32 ha prezentowane są kompozycje tworzące kolorowe kobierce. Jesienią cebulki kwiatowe wsadzane jest do ziemi. Ogród otwierany jest dla zwiedzających tylko przez 2 miesiące – od połowy marca, kiedy rośliny zaczynają kwitnąć, do połowy maja, kiedy okres kwitnienia się kończy. Po zamknięciu ekspozycji cebulki są wykopywane i po okresie spoczynku, jesienią znów wsadzane, aby wiosną zaprezentować zwiedzającym nowe odmiany, kolory i kompozycje.

W tym roku tematem przewodnim jest „Holenderskie wzornictwo” („Dutch Design”.). Stąd m.in. w ogrodzie odtworzono, sadząc 80 000 kwiatowych cebulek, jeden z abstrakcyjnych obrazów Pieta Mondriaana. W ten sposób powstała niezwykła mozaika o powierzchni 250 metrów kwadratowych.

Holendrzy są znani z tego, że ich przydomowe ogródki to najważniejsza cześć ich posiadłości, pieczołowicie je pielęgnują niejednokrotnie wydając na to fortunę, lecz to, co możemy obserwować tutaj jest jeszcze doskonalsze. Niejednokrotnie można obserwować ogrodników, którzy wbijają cieniutki drut, który posłuży jako wsparcie dla każdej sztuki hiacynta. Zazdrość budzą idealnie posiane i przystrzyżone trawniki. Aby otrzymać tak spektakularny widok, co roku jest tu wysiewane około 7000 kg trawy. 

Ogrody Keukenhof wymagają poświęcenia przynajmniej całego dnia na zwiedzanie, tak, aby niespiesznie móc przejść się przez wszystkie z ponad 15 km dostępnych alejek. Zwiedzać można także pawilony, w których znajdują się bardzo interesujące odmiany roślin, w tym największą na świecie kolekcję orchidei. Można się również zapoznać z całym cyklem produkcyjnym roślin cebulowych. Nazwy pawilonów nawiązują do imion członków rodziny królewskiej. 


Dla chętnych realizowane są około godzinne rejsy łódką wśród tulipanowych pól (8 euro – kwiecień 2017). 

Oczywiście, jak w każdym ogrodzie z prawdziwego zdarzenia i w ogrodach Keukenhof nie może zabraknąć labiryntu i różnych zakątków wodnych oraz malowniczych zagród ze zwierzętami, ustronnych zaułków, w których można odpocząć.

W Keukenhof wprowadzono szereg udogodnień dla osób niepełno – sprawnych. Równie serdecznie wita się tutaj dzieci, dla których przy wejściu można wypożyczyć wózek spacerowy, a także… psy. Psy trzymane oczywiście na smyczy i niezagrażające bezpieczeństwu innych zwiedzających. 

21 kwietnia przed bramą Keukenhof przejechała parada kwiatów Bloemencorso. Parada Bloemencorso jest jedną z najbardziej znanych parad kwiatowych na świecie. Kilkanaście platform i aut ozdobionych wspaniałymi kwiatowymi kompozycjami zachwycało swoim wyglądem i zapachem.  



Największym minusem tego miejsca, są ogromne ilości ludzi, którzy przyjeżdżają z całego świata, aby móc podziwiać wspaniałe rabaty kwiatowe. Tak więc można zapomnieć o możliwości spacerów w ciszy i spokoju w tym urokliwym miejscu. Jednak i tak warto zawitać tutaj. 

10 000 wejść na bloga!

mapa-swiata-szablon_3724

No i stało się! W niecałe 2 lata blog ten odwiedziło 10 000 osób

Kiedy stworzyłam mariawpodrozy.blog.pl, nie myślałam że aż tak bardzo się on rozwinie, że zyska tylu wspaniałych i wiernych Czytaczy. Na początku miało to być pisanie tylko dla siebie, dla rodziny i najbliższych znajomych, takie porządkowanie wspomnień. A potem działo się coraz więcej i więcej… Wiosną 2016 dołączyła do mnie Monika i wtedy nastąpiło totalne szaleństwo :p Zwłaszcza, gdy oprócz miłości do podróżowania odkryłyśmy w sobie nową pasję – rajdy samochodowe. Tak nam one się spodobały, że na blogu musiała powstać nowa zakładka (Motofanki), gdzie możemy opisywać swoje samochodowe wyczyny.

Nie jesteśmy mistrzyniami pióra (klawiatury?) ani fotografii (zdjęcia głownie made by smartfon), ale robimy to co kochamy i to jest najważniejsze.

A jesteście ciekawi statystyk? 

1. Blog istnieje już od 651 dni, a w tym czasie weszło tutaj  10 000 osób.

2. Pochodziły one z 5 kontynentów.

3. Z 81 krajów świata, w tym nawet tak orientalnych jak Makau, Nepal, Martynika, Polinezja Francuska czy Barbados.

4. Najwięcej odwiedzających pochodziło z: Polski, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Niemiec, natomiast jeśli chodzi o miasta to prym wiodą: Warszawa, Poznań. Wrocław, Kraków.

5. Najwięcej wejść było 2 sierpnia 2016 – aż 1771!

6. Najchętniej czytają nas osoby w wieku 18-24 lata (27,50%) oraz 25-34 lata (33,50%) i są to głównie mężczyźni (54,15%). 

7. Przez te niecałe 2 lata mogliście przeczytać 33 wpisy.

8. Wśród nich największą popularnością cieszyły się: 

– „Białystok – miasto miłych ludzi”

– „Dalmatyńska eskapada”

– „Podnośnia statków Niederfinov – cud hydrotechniki”

– „Parawaning czyli jak Polak radzi sobie na plaży”

– „Gratka dla miłośników fortyfikacji”

DZIĘKUJEMY wam za waszą obecność, za miłe komentarze, porady oraz dzielenie się swoimi spostrzeżeniami. Zostańcie z nami i teraz czekamy na 20 000 odwiedzających. 

Bośniacki sen

Będąc na Riwierze Makarskiej nie sposób nie wstąpić po sąsiedzku do Bośni i Hercegowiny, miejsca gdzie Wschód spotyka się z Zachodem, gdzie obok kościołów są meczety, a obok napisów w alfabecie łacińskim te po arabsku.

Największe miasta Bośni i Hercegowiny – Mostar i Sarajewo to miasta wyjątkowe, które cały czas przypominają o wielokulturowości byłej Jugosławii, są również żywą pamiątką rozpadu tego państwa w wyniku wojny domowej, która pochłonęła wiele ofiar.

Historia

W skład państwa Bośnia i Hercegowina wchodzą dwie krainy historyczne i geograficzne: leżąca w dorzeczu środkowej Sawy i jej południowych dopływów – Bośnia (zajmująca około 80% powierzchni kraju) oraz Hercegowina – obejmująca  dorzecze Neretwy i górnej Driny.

Pierwsze wzmianki o Bośni sięgają połowy X wieku, kiedy to bizantyjski cesarz Konstantyn VII opisując te tereny użył określenia „χωρίον Βοσώνα”(gr.mała kraina Bosony). Nazwa kraju najprawdopodobniej pochodzi zatem od rzeki o tej samej nazwie w czasach starożytnych funkcjonującej pod nazwami Bossina i Bosona, które to z kolei oznaczały „płynącą wodę”.

Pochodzenie nazwy Hercegowina sięga XV wieku, kiedy to książę Bośni Stjepan Vukčić Kosača tytułując się użył sformułowania Herzog (niem. książę), tym samym obszar przez niego zajmowany, poprzez dodanie końcówki –ovina (kraj), to Herzegovina.

Po ogłoszeniu niepodległości 3 marca 1992 roku nazwa państwa początkowo brzmiała Republika Bośni i Hercegowiny, jednakże w uchwalonej trzy lata później konstytucji została ona zmieniona na obecnie funkcjonującą Bośnia i Hercegowina.

Geografia i gospodarka

Bośnia i Hercegowina jest krajem górzystym – powyżej 200 m n.p.m znajduje się blisko 90% jej obszaru. Większość terytorium obejmują Góry Dynarskie – młode góry zbudowane przeważnie z wapieni, dolomitów, łupków i piaskowców. Na granicy z Czarnogórą znajduje się najwyższy szczyt Bośni i Hercegowiny –Maglić (2 386 m n.p.m.). W górach, szczególnie w części południowej, występują liczne formy krasowe: jaskinie, jeziora i podziemne rzeki. Niewielki obszar niziny leży na północy kraju, w dolinach Sawy i jej dopływów.

Podczas tegorocznego pobytu w BiH miałam okazję odwiedzić Hercegowinę, a dokładniej Mostar i Medjugorie.

Mostar

Mostar to miejsce magiczne, ma w sobie „to coś” co pozostawia w człowieku niesamowite wrażenie. Mostar stanowi barwną mozaikę narodów, kultur i religii.

Przepływająca przez miasto rzeka Neretwa dzieli je na dwie części – wschodnią (lewy brzeg) oraz zachodnią (prawy brzeg). Część zachodnia uważana jest za chrześcijańską, natomiast wschodnia za muzułmańską.

W strukturze ludności miasta muzułmanie (uznawani w BiH za odrębną narodowość) stanowią 47% ludności, Chorwaci (w większości katolicy) to 48% ludności, natomiast reszta to Serbowie (4%) oraz inne narodowości.

W mieście można zobaczyć ślady minionej wojny – całkowicie zniszczone domy, ślady po kulach na innych. Podobno wciąż można trafić na pociski i łuski. Ogromne ilości łusek przerobionych na długopisy, wazony i pamiątki z wytłoczonymi napisami.

Mostarskie Stare Miasto. Wąskie, kamienne uliczki, nad którymi tłoczą się niewielkie, kolorowe domy tureckie i zabytkowe meczety ze smukłymi minaretami, tętnią handlowym życiem. Kiedyś sprzedawano tu towary z dalekich krain, a dziś turystyczne pamiątki, w tym ludowe rękodzieło (przepiękne skórzane torebki!).

Odrestaurowana po wojnie mostarska starówka wygląda niemal identycznie, jak za czasów Imperium Ottomańskiego. To tutaj nad brzegiem niesamowicie turkusowej Neretwy znajduje się najbardziej znany symbol Mostaru – Stary Most.

Oryginalny Stary Most został wybudowany z białego marmuru w 1566 roku przez tureckiego budowniczego Numara Hajrudina. Jego dzieło przetrwało 427 lat, dopóki nie runęło podczas działań wojennych w 1993 roku. Władze Bośni i Hercegowiny, przy wsparciu UNESCO (Stary Most i okalająca go Starówka są wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa), odbudowały most używając dokładnie tego samego marmuru z tego samego tureckiego kamieniołomu, którego użyto do budowy pierwszego mostu, i oddały go uroczyście do użycia w 2004 roku. 

Z obu stron wejścia na most pilnują wieże, w których w dawnych czasach mieszkali tzw. „mostari” czyli „strażnicy mostu”, stąd też wywodzi się nazwa miasta. W późniejszych czasach wieże służyły jako magazyny amunicji.  

Poruszając się po moście należy bardzo uważać – jest bardzo ślisko i łatwo o upadek.

Na moście (20 metrów ponad lustrem wody) można spotkać śmiałków, którzy za odpowiednio wysoki datek, skoczą w porywisty nurt Neretwy. Tradycja skoków zaczęła się prawie 450 lat temu, kiedy młodzi mężczyźni skakali z mostu aby udowodnić swoją odwagę.

Co roku w lipcu odbywa się miejscowy konkurs skoków. Natomiast w sierpniu 2015 roku zorganizowano tutaj zawody Red Bull Cliff Diving. Grupa czternastu najlepszych cliff diverów świata zmierzła się w Bośni i Hercegowinie po raz pierwszy.

Po lewej, islamskiej stronie Neretwy znajduje się największy meczet Hercegoviny – Karadjoz-Beg (z 1557 roku) i meczet Koškin-Mehmed Paša (z 1617), który jest udostępniony dla turystów.

page (4)

Przechadzając się klimatycznymi uliczkami starówki lub robiąc zakupy uważajcie na swoje torebki, plecaki i kieszenie. Ja akurat kupowałam lody i miło rozmawiałam ze sprzedawcą gdy poczułam w swojej kieszeni czyjąś rękę. Ręka ta okazała się należeć do około 7-letniej dziewczynki. Razem z młodszą siostrzyczką polowały na nieuważnych turystów. Całe szczęście, że wszystkie rzeczy zawsze mam w pilnie strzeżonej torebce 😉

Medjugorie

Medjugorie to miejsce kultu religijnego, cel pielgrzymek niemal z całego świata. W centrum miejscowości znajduje się kościół pw. św. Jakuba. W pobliżu miejscowości znajdują się dwa wzniesienia – Wzgórze Objawień (Podbrdo), miejsce pierwszych objawień, oraz Góra Krzyża (Kriżevac). Zbocza wzgórz są kamieniste, porośnięte niską roślinnością. W miejscach objawień ustawiono krzyże, w drodze na Podbrdo ustawiono tajemnice różańca, a na Kriżevac stacje drogi krzyżowej. W miejscach modlitwy pielgrzymi zostawiają kawałki papieru z obietnicami, prośbami, obrazki, różańce i kwiaty, czasem ustawiają małe krzyże.

24.06.1981 około godz. 18.00 sześcioro młodych ludzi z parafii Medziugorje: Ivanka Ivanković, Mirjana Dragićević, Vicka Ivanković, Ivan Dragićević, Ivan Ivanković i Milka Pavlović zobaczyło na wzgórzu Crnica, w części zwanej Podbrdo, Panią z dzieckiem na ręku. Zaskoczeni i przestraszeni nie podeszli do Niej bliżej.

Następnego dnia (25.06.1981 r.) o tej samej porze czworo z nich: Ivanka Ivanković, Mirjana Dragićević, Vicka Ivanković i Ivan Dragićević poczuło silną wewnętrzną potrzebę, by udać się w kierunku miejsca gdzie poprzedniego dnia widzieli Panią, którą od razu rozpoznali jako Matkę Bożą. Do nich dołączyli Marija Pavlović i Jakov Čolo. Grupa medziugorskich wizjonerów została uformowana. Wraz z Matką Bożą modlili się i rozmawiali. Od tego dnia, razem lub osobno, mieli codzienne objawienia. Milka Pavlović i Ivan Ivanković nigdy więcej nie zobaczyli Matki Bożej.

W czerwcu 2015 Kongregacja Nauki Wiary nie uznała autentyczności objawień w Medjugorie, które może być miejscem wiary, modlitwy, pobożności, ale nie sanktuarium. Zachęca również pielgrzymów, by odwiedzając Medjugorie nie utrzymywali kontaktów z „widzącymi” i zakazuje uczestnictwa w rzekomych „objawieniach”, których nie należy uznawać za „objawienia nadprzyrodzone”.

Mi osobiście Medjugorie będzie się kojarzyło z niezliczoną ilością kramów, sklepików, stoisk. Na każdym z nich można było dostać różnego typu różańce, figurki Matki Boskiej od zupełnie malutkich po takie dwumetrowe, obrazki z papieżem (do wyboru Jan Paweł II, Benedykt XVI lub Franciszek). A dla najmłodszych poduszki i śliniaki! z Matką Boską.

Nie zapomnę również widoku starszych osób które wchodziły na Wzgórze Objawień na boso, po ostrych kamieniach.

Ciekawostki

To w Sarajewie od strzałów, które zabiły arcyksięcia Ferdynanda, rozpoczęła się I Wojna Światowa. W 2014 roku Sarajewo z pompą celebrowało setną rocznicę tych wydarzeń. 

 

 

 

Makarska – słuchając szumu fal

Makarska była naszą ostoją podczas całego pobytu w Chorwacji. To stąd dojeżdżaliśmy do innych miast: Splitu, Trogiru, Dubrovnika. Oszczędziło to nam codziennego porannego targania walizek i przenoszenia się z miejsca na miejsce. Położenie Makarskiej sprawiało, że wszędzie było stosunkowo blisko, więc podróże nie były długie i męczące.

Zamieszkaliśmy w pensjonacie w willowej dzielnicy Makarskiej – Zelence. Skromny, czysty pokój z aneksem kuchennym i balkonem. Z balkonu przepiękny widok na masyw Biokovo. Z pensjonatu na Splitskiej jest około 800 metrów do promenady i plaży. W Makarskiej są tylko kamieniste plaże, lecz mimo tego miasto to latem jest oblegane przez turystów. Pod koniec września/na początku października jest już tutaj naprawdę spokojnie. Bez problemu. o każdej porze dnia, można znaleźć miejsce w uroczej kawiarence nad brzegiem morza i popijając latte wsłuchiwać się w szum fal.

Makarska to największa miejscowość letniskowa na Riwierze Makarskiej nad Adriatykiem, położona ok. 60 km na południowy wschód od Splitu i 140 km na północ od Dubrownika. Miasto ma charakter pagórkowaty, większość parkingów i znaczna część dróg zlokalizowanych jest na stromych ulicach.

Makarska jest jedną z bardziej rozrywkowych miejscowości Dalmacji. Posiada dwa nadmorskie bulwary wysadzane palmami i otoczone butikami, kawiarniami i barami oraz długą plażę ciągnąca się od początku miasta, aż do półwyspu św. Piotra. Plaża dla nudystów znajduje się ok. 30 min drogi od bulwarów, umieszczona w zatoczce, kamienista jak wszystkie pozostałe plaże w okolicy.

Do Makarskiej mariny zawija wiele jachtów. Można tam także znaleźć połączenia promowe do pobliskich wysp np. na Hvar i Brač. Możliwa jest też wycieczka statkiem w kierunku ujścia rzeki do morza, gdzie miesza się woda słodka i słona.

Jak na znany, letni kurort przystało w Makarskiej znajdziemy wiele miejsc wartych odwiedzenia. Jednym z takich miejsc jest Sanktuarium Vepric. Sanktuarium zbudowano w 1908 roku dla uczczenia 50 rocznicy objawień Matki Boskiej w Lourdes. W okresie letnim w Sanktuarium codziennie o 18 odbywają się msze. Nad Sanktuarium góruje wzniesienie Trzech Krzyży (200 m n.p.m.), rozciąga się stąd przepiękny widok na całe miasto i najbliższą okolicę. Wejście zajmuje około 20 minut i należy do tych prostszych, mimo że momentami ścieżka jest bardzo kamienista i porośnięta krzakami. Wspaniały widok na miasto i port rozciąga się również z pomnika św. Piotra na półwyspie o tej samej nazwie.

Wartym polecenia miejscem jest także Muzeum Muszli, posiada ono ogromny zbiór, bo ponad 3000 eksponatów, niestety jest otwarte bardzo krótko w ciągu dnia (10 -12 oraz 17 – 19, wstęp 15 kun).

W centrum miasta polecam odwiedzić Katedrę świętego Marka, której budowa rozpoczęła się w 1700 roku. W katedrze znajdują się relikwie męczennika – św. Klementa. Msze odbywają się w niedziele o 8:00, 9:00, 10.30 oraz 19:00.

Zaraz przy katedrze znajduje się targ, gdzie można zakupić oprócz owoców i warzyw, także różnego rodzaju trunki. Wśród Polaków, lotem błyskawicy, rozniosła się wiadomość, że jak kupować rakiję, to tylko u jednej z tamtejszych pań 🙂 Trzeba przyznać, że wybór naprawdę miała spory, a i cena przystępna (40 kun za butelkę). Oczywiście wszystko „spod lady”. Trzeba się pytać. Boję się tylko, czy po wizycie naszej grupy, coś jej jeszcze zostało na sprzedaż 🙂

Fani wieczorno-nocnych rozrywek znajdą w Makarskiej kilka dyskotek. Niestety, tutaj nie mogę służyć radą, którą z nich wybrać, bo nie było czasu żeby do jakiejkolwiek się wybrać, a i chyba już wyrosłam z takich rozrywek 🙂

Zakupy można zrobić w jednym z kilku marketów: Konzum, Ribola, Lidl, Tommy.

Jeziora Plitwickie – bajkowa kraina

Park Narodowy Jezior Plitwickich odwiedziliśmy w drodze z Polski do Makarskiej. Niestety tego dnia trafiliśmy na szarą, deszczową pogodę, która dość mocno popsuła nam radość ze zwiedzania tak baśniowego miejsca.

Historia

Park Narodowy Jezior Plitwickich położony jest blisko granicy z Bośnią i Hercegowiną we wschodniej części gór Mala Kapela i pasma Plješevica (część Gór Dynarskich) i jest największym (294,82km2) oraz najstarszym (od 1949) parkiem narodowym Chorwacji. W 1979 roku został wpisany na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO. Park jest fenomenem krasowej hydrografii. Jeziora znane są ze swoich kaskad tufu wapiennego. Tuf to porowata skała osadowa, powstająca przez wytrącanie się węglanu wapnia z wody. Skała ta tworzy bariery, progi i inne formy w rzekach krasowych i potokach. Ponieważ proces ten zachodzi cały czas, wydaje się, że Jeziora Plitwickie nigdy nie wyglądają tak samo.

Na obszarze parku znajduje się 16 jezior na różnych wysokościach: od 503 (Novakovic Brod) do 636 m.n.p.m. (Proscansko) przedzielonych wodospadami. Największym i najgłębszym jeziorem jest Kozjak, posiada on powierzchnię około 82 ha i głębokość 46 m. Charakterystyczną cechą dla tych zbiorników są turkusowo-błękitno-zielone wody, wypełniające głębokie niecki o wysokich i często bardzo stromych ścianach.

Fauna i flora

Obszar parku kryje bogactwo środowiska leśnego – różnorodne rodzaje roślin i zwierząt. Największą część leśnej wspólnoty stanowią buki i jodły. Wśród nich szczególnie wyróżnia się bukowo-jodłowa puszcza „Corkova uvala”, jedna z najpiękniejszych w Europie. O różnorodności flory świadczy 1267 rozpoznanych roślin, z których 75 to endemity. Można tutaj obejrzeć 55 rodzajów orchidei. Dotychczasowe badania, przeprowadzone na terenie parku potwierdziły istnienie 321 rodzajów motyli, 161 rodzajów ptaków oraz około 21 gatunków nietoperzy, ukazuje to wielkie bogactwo świata zwierząt. Wśród wielkich drapieżników najatrakcyjniejszym mieszkańcem jest niedźwiedź brunatny, lecz można również spotkać rysia, sarnę czy borsuka.  Niestety nie miałam okazji spotkać się z którymś z większych mieszkańców parku, za to widziałam niezliczone ilości jaszczurek i żab.

Turystyka

Park Narodowy Jezior Plitwickich jest bardzo chętnie odwiedzanym miejscem, latem przyjeżdża tu nawet kilka tysięcy osób dziennie. Na teren Parku prowadzą cztery wejścia. Przy każdym z nich jest urządzony parking i inne udogodnienia dla turystów: kantor, bar, toalety.

Park można zwiedzić poruszając się po jednej z kilku tras. Trasę można wybrać biorąc pod uwagę swoje możliwości fizyczne oraz czas jakim dysponujemy. Najkrótsze z nich to 2-godzinny spacer, a najdłuższe to 8-godzinne wędrówki. Każda trasa prowadzi wyznaczonym szlakiem, a idzie się specjalnymi drewnianymi kładkami usytuowanymi wokół jezior. W cenie biletu możemy również bez ograniczeń podróżować pociągiem (na kołach, po asfaltowych drogach) oraz pływać stateczkami po największym jeziorze.

Legendy

Jak z prawie każdym znanym miejscem, również z Jeziorami Plitwickimi związane są pewne legendy. Według jednej z nich, jeziora powstały po długiej suszy, podczas której wyschła nawet rzeka Czarna, która dziś zasila ten cud natury. Nie pomagały żadne modlitwy oraz błagania zrozpaczonych wieśniaków. Pewnego dnia w dolinie pojawiła się tajemnicza postać, którą była Czarna Królowa wraz ze swoim orszakiem. Czarna Królowa wysłuchała próśb nieszczęśników. Niebo rozdarły błyskawice. Kiedy po kilku dniach intensywnych opadów zniknęła mgła rozpościerająca się nad ziemią i wyszło słońce, ludziom ukazały się jeziora, z których woda przelewała się pięknymi wodospadami. To właśnie były i są do dziś Jeziora Plitwickie. 

Większość jezior swoje nazwy zawdzięcza legendom i historiom związanym z życiem wokół tych jezior w dawnych czasach. Jedno z jezior, to Ciganovac Jezero. Jego nazwa pochodzi od legendy o Cyganie, który łowiąc w jeziorze ryby utopił się w nim. Natomiast o największym i najgłębszym jeziorze, którego nazwa brzmi „Kozjak” legenda głosi, iż pewnej zimy 30 kóz uciekało przed stadem wilków. Jedynym ratunkiem była wyspa znajdująca się na jeziorze. Kozy biegły po częściowo zamarzniętym jeziorze. Lód był bardzo kruchy, nie wytrzymał ich ciężaru i wszystkie utopiły się w nim.

Na jeziorze Kozjak znajduje się długa na około 275 m i szeroka na 60 m- Wyspa Stefanii. Księżniczka odwiedziła to miejsce w 1888 roku.

Ciekawostki

Jeziora Plitwickie, to także miejsce, w którym na Wielkanoc 31 marca 1991 r. rozpoczęła się wojna.

Na obszarze parku były kręcone sceny do filmu „Winnetou”  oraz „Skarbu w srebrnym jeziorze”.

Dalmatyńska Eskapada

W tym roku zawirowania w życiu osobistym i zawodowym nie pozwoliły mi na urlop i wyjazd w szczycie letniego sezonu. Już miałam się pogodzić z tym, że w tym roku muszą mi wystarczyć krótkie wyjazdy w najbliższą okolicę, gdy trafiłam na ofertę last minute jednego z poznańskich biur podróży. Objazdówka „Perły Adriatyku” po najpiękniejszych i najważniejszych zakątkach Chorwacji oraz Bośni i Hercegowiny od razu wpadła mi w oko. Na początku trochę się bałam, że pod koniec września/na początku października będzie już chłodno, ale się myliłam, pogoda była wymarzona na zwiedzanie, a nawet na morskie kąpiele. A największa zaleta wakacji w tym terminie, to mniejszy tłum na plażach, nadmorskich promenadach oraz przy najważniejszych zabytkach.

Pomimo małych niedociągnięć na samym początku, wycieczka była zorganizowana bardzo dobrze. O 10 niewielką jeszcze grupą wyruszyliśmy z Poznania, po drodze odwiedzając m.in. Wrocław, Leszno i Katowice i zabierając dalszą część grupy. W Katowicach na pierwszym postoju udało nam się zgubić jednego członka naszej wycieczki, który na szczęście dogonił nas kawałek dalej, na dworcu PKS. Wieczorem, przez przejście graniczne w Cieszynie opuściliśmy polską ziemię, kierując się dalej przez Słowację i Węgry do Chorwacji. W związku z napiętą sytuacją związaną z rzeszami uchodźców i stanowczą postawą Węgier wobec nich, na granicy byliśmy sprawdzani. Pierwszy raz od kilku lat użyłam paszportu, aczkolwiek wystarczyłoby pokazać sam dowód osobisty. Rano, po 22 godzinnej podróży dotarliśmy do Jezior Plitwickich, a późnym popołudniem na nasze kwatery w Makarskiej. W kolejnych dniach zwiedzaliśmy: Dubrownik, Split i Trogir oraz Mostar i Medjugorie, odbyliśmy również całodzienny rejs na wyspy Hvar i Brać. Każde z tych miejsc jest  przepiękne i warte polecenia. W jednym wpisie nie potrafiłabym opisać wyjątkowości wszystkich tych miejsc, więc będę to robić kolejno w następnych wpisach.

A na początek trochę historii, informacji i porad  dotyczących Chorwacji.

Historia Chorwacji

Republika Chorwacji obejmuje cztery krainy historyczne: Chorwację, Dalmację, Slawonię i Istrię. Chorwacja bardzo krótko była niepodległym państwem (od 925 do 1102 roku), potem aż do 1918 roku wchodziła w skład Węgier. Slawonia, należąca w XVI i XVII wieku do imperium osmańskiego, została przyłączona do Chorwacji na początku XVIII wieku. Natomiast Dalmacja znajdująca się jeszcze w XVII wieku w rękach Wenecji, była następnie – aż do rozpadu monarchii cesarsko-królewskiej – posiadłością austriacką. W granicach Chorwacji znalazła się dopiero w 1918 roku, podobnie jak część Istrii.

Konflikty wielonarodowościowego społeczeństwa

Mimo wielowiekowego obcego panowania obszar dzisiejszej Republiki Chorwacji zamieszkany jest głównie przez Chorwatów. Drugą pod względem liczebności grupę stanowią prawosławni Serbowie. Wrogość pomiędzy Chorwatami, a Serbami to dziedzictwo serbskiej polityki nacjonalistycznej prowadzonej przez Belgrad w okresie międzywojennym oraz serbskiego ucisku politycznego w Chorwacji po 1945 roku. Efektem tego było silne wśród Chorwatów pragnienie posiadania własnego państwa. Serbowie mieszkający w Chorwacji nie mogą natomiast zapomnieć okrucieństw, zadanych im w latach 1941-45 w imieniu „Niepodległego Państwa Chorwackiego”, wymordowano wtedy setki tysięcy Serbów, a także Cyganów i Żydów.

Wojna w Chorwacji rozpoczęła się w końcu 1990 roku od aktów przemocy ze strony serbskich partyzantów – ogłosili oni niezależność od Zagrzebia i dążyli do połączenia z Serbią. Akcje militarne, o ograniczonym terytorialnie zasięgu, przekształciły się latem 1991 roku w szeroko zakrojoną ofensywę przeciwko Chorwacji, wspieraną przez Jugosłowiańską Armię Ludową. Na jesieni tego roku doprowadziło to do otwartej wojny Chorwacji z występującą po stronie Serbii armią jugosłowiańską. Walki, których ofiarami coraz powszechniej padała ludność cywilna, koncentrowały się w zachodniej części Slawonii i na południu Wybrzeża Dalmatyńskiego. Chorwacja ogłosiła niepodległość 25 czerwca 1991 roku, ale dopiero w lutym 1992 r. została uznana przez Wspólnotę Europejską za suwerenne państwo. W ciągu 1992 i 1993 roku Serbowie zajęli ponad 1/3 terytorium Chorwacji. W wyniku wojny tysiące ludzi straciło życie lub odniosło rany. Setki tysięcy zarówno Chorwatów jak i Serbów, utraciło swoje domy i mienie. Liczne miejscowości we wschodniej Slawonii zostały całkowicie zniszczone, a pola spustoszone. W Dubrowniku została poważnie zniszczona średniowieczna starówka. Konflikt zakończono w 1995 roku układem w Dayton.

Turystyka

Do 1990 roku, kiedy to rozpadła się Jugosławia, ten dział gospodarki przynosił największą część dewizowych dochodów państwa. Turystyka skupiała się głównie na Wybrzeżu Dalmatyńskim i w Istrii, znajdowały się tam liczne uzdrowiska i kąpieliska morskie. Konflikty zbrojne związane z rozpadem Jugosławii znacznie ograniczyły ruch turystyczny. Wojna domowa zdewastowała dużą część infrastruktury turystycznej, także zabytkowe miasta jak Pula, Split czy Dubrownik, pełne atrakcji turystycznych, uległy poważnym zniszczeniom. Od 1997 roku przemysł turystyczny jest powoli odbudowywany, a sama Chorwacja staje się coraz bardziej popularnym celem przyjazdów.

Głównym celem przyjazdu turystów do Chorwacji jest wybrzeże Adriatyku i tutejsze nadmorskie kurorty. W nadmorskich miejscowościach dominują plaże żwirowe lub kamieniste. W całej Chorwacji znajduje się zaledwie kilkanaście plaż piaszczystych. Kamieniste wybrzeże sprzyja czystości wody. Adriatyk ma tutaj wyjątkowo przejrzysty, turkusowy kolor. Plaże w miastach i wakacyjnych kurortach są zazwyczaj dobrze zagospodarowane i utrzymane w czystości. Popularnością cieszą się także urokliwe, nadmorskie zatoczki znajdujące się poza popularnymi kurortami.

Ciotka Dobra Rada 🙂

JĘZYK: w Chorwacji możemy mówić po polsku i zostaniemy zrozumiani. Chorwacki też jest do zrozumienia. Podczas całego pobytu tylko raz musiałam użyć angielskiego.

PIENIĄDZE: walutą w Chorwacji są kuny, ale w hotelach i nadmorskich straganach bez problemu zapłacimy euro.

PASZPORT: Chorwacja jest w Unii Europejskiej, aby wjechać na teren tego kraju wystarczy dowód osobisty. Wystarczy on również do wjazdu do Bośni i Hercegowiny (Mostar, Medjugorie).

LODY: jedne z najlepszych jakie jadłam. Gałki są duże, a ich cena waha się od 7-10 kun w zależności od miasta.

OBUWIE: szpilki zostawcie w domu. Większość uliczek to mocno wyślizgany bruk, więc polecam dobre sandały lub adidasy. Na kamienne wejście na Wzgórze Objawień w Medjugorie najlepiej założyć pełne obuwie. Ci którzy planują morskie kąpiele powinni się zaopatrzyć w buty do wody. Spotkanie gołej stopy z jeżowcem jest podobno bardzo bolesne i grozi wizytą u lekarza. Po co ryzykować…

No i na koniec chciałabym pozdrowić i podziękować paru osobom:

Monice za całokształt

Dorocie za góralskie przyśpiewki

Jagodzie za obalenie teorii, że rodowity poznaniak nie może polubić warszawiaka. Bardzo polubiłam 🙂

Agnieszce za uśmiech i wakacyjny luz.

Agnieszce z Oskara za przedstawienie wspaniałej oferty na kolejny wakacyjny wypad. Aga, mam nadzieję, że przy naszych nazwiskach nie pojawi się „wk”?

Pani Basi za umilanie podróży ciekawymi opowieściami o Chorwacji. 

Michałowi za udostępnienie widoku na morze chociaż ostatniego wieczora 🙂 

Wspaniałym Kierowcom za to, że nie „zwiedziliśmy” żadnej przepaści.