Archiwum kategorii: Poznań

Poznań to plansza

W sobotę 28 kwietnia stolica Wielkopolski zamieniła się w wielką planszę do gry! W związku z tym, że niedługo zostanie wydana poznańska wersja kultowej planszówki Monopoly, tego dnia odbyła się wyjątkowa gra miejska.
Stało się to w sposób bardzo dosłowny, dlatego można było spotkać w przestrzeni miasta osoby rzucające… gigantycznymi kośćmi do gry!

„Gra miejska” to zabawa wykorzystująca przestrzeń miejską jako istotny element rozgrywki. Takie gry łączą w sobie cechy flash mobów, happeningów ulicznych oraz gier komputerowych, RPG i podchodów. Organizowane są w różnych miejscach niezależnie od siebie, głównie w dużych miastach. Przybierają zarówno formy otwarte, jak i zamknięte, wchodząc nieraz w skład ofert imprez integracyjnych. Ich tematyka może być różnorodna, od wydarzeń historycznych, przez powieści, po historie wymyślone przez autorów gry.

Tego dnia w zabawie wzięło udział 40 zespołów po 3 do 5 uczestników. Nasza 4-osobowa ekipa dzielnie rozwiązywała różne łamigłówki, łamała szyfry, układała hasło reklamowe muralu na Śródce czy budowała hotel  Na podium niestety nie trafiliśmy, ale przecież najważniejsza była zabawa.

Moim zdaniem gry miejskie są świetną formą rozrywki. Pozwalają na uwolnienie ducha rywalizacji, wymagają wysiłku intelektualnego, a przy tym nie są bardzo forsowne fizycznie. Dzięki nim można poznać miasto od strony jego zabytków, ciekawych postaci i historii. Ale przede wszystkim gry miejskie  integrują  zespół i uczą współpracy.

Jeśli kiedyś podczas spaceru traficie na grupę zapaleńców poszukujących ukrytych znaków, próbujących odczytać zaszyfrowywaną wiadomość lub ustalających współrzędne na mapie i zrywających się nagle do biegu, to zapewne będą uczestnicy gry miejskiej 😉

Dziękuję za mile spędzone popołudnie mojej ekipie: Magdzie, Andrzejowi i Filipowi 🙂

 

Latające psy i troszkę egzotyki

Majówkowo, zjawiskowo, egzotycznie. Taki był miniony weekend w Poznaniu. Może warto zapamiętać, że majówka w mieście też jest pełna atrakcji i może być ciekawa. Niekoniecznie trzeba wyjeżdżać gdzieś dalej, by miło spędzić czas.

W sobotę psy „latały” po poznańskiej Cytadeli, a w niedzielę można było założyć gustowny wężowy szalik.

Podczas kolejnej już edycji Kejtrówki , oprócz obserwowania jak pieski łapią frisbee w locie, przygotowane były również inne psie zabawy. Można było podziwiać jak psy pasterskie (border collie) zaganiają kaczki, dzięki czemu kaczki pokonywały wybrane przeszkody np. przechodziły przez mostek.

W zawodach w łapaniu frisbee mogły wystartować wszystkie rasy psów, nie miało znaczenia też skąd pochodzą czworonogi. Zawody były podzielone na kilka kategorii, podczas których były oceniane różne umiejętności czworonoga. Psy i ich właściciele mogły się sprawdzić nie tylko w konkurencji dystansowej, ale także w aportowaniu piłki/frisbee na czas. Jednak największe zainteresowanie budziła konkurencja łapania zabawki przez psiaka skaczącego do wody. Zdarzały się sprytne osobniki, które próbowały schodzić do basenu po schodach, dlatego trzeba było zasłonić schody. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie psy, które potrafiły skoczyć na odległość nawet 7,35 m. Przez ułamek sekundy one naprawdę latały. Wyglądało to pięknie.

Prezentowane były także psy policyjne. Można było również zasięgnąć porad weterynaryjnych i behawioralnych czy też zrobić imienny nieśmiertelnik dla swojego pupila. Działało też stanowisko bezpłatnego czipowania psów.  

Następnego dnia wybrałam wystawę zwierząt egzotycznych w Biocentrum Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, gdzie 150 wystawców z całego kraju prezentowało około 600 rzadko spotykanych zwierząt. Wystawa ta zorganizowana została z okazji Poznańskich Dni Zwierząt Egzotycznych. Ekspozycję po raz czwarty przygotowali pracownicy Wydziału Hodowli i Biologii Zwierząt Uniwersytetu Przyrodniczego. Przy wejściu rozdawane były bezpłatne bilety, które później okazały się być kuponami biorącymi udział w loterii. Wygrałam kilka upominków! 🙂 Zwiedzający mogli zobaczyć cały wachlarz egzotycznych gatunków zwierząt. Obserwowałam żółwie lądowe, wodne, jaszczurki, węże (te jadowite również), pająki (tarantule), świnki morskie, króliki, jeże, owady (modliszki, patyczaki, motyle w gablocie) i wiele innych.

Kto się nie boi, niech wpada do Biocentrum w przyszłym roku 🙂

Bitwa o Poznań

Wczoraj musiałyśmy dokonać trudnego wyboru – targi podróżnicze Tour Salon czy „Bitwa o Poznań” na Cytadeli. W końcu na korzyć tej drugiej opcji przeważyła piękna pogoda, która zachęcała do spacerów i to, że w inscenizacji brał udział nasz kolega Marcin (Pasjonat Historii). Szybka zbiórka w połowie drogi, polowanie na miejsce parkingowe i już podążamy na miejsce inscenizacji, która zaczęła się z małym poślizgiem chwilę po 13.

„Bitwa o Poznań” zorganizowana dzięki Stowarzyszeniu Poznańska Grupa Rekonstrukcji Historycznej Warta odbyła się z okazji 72. rocznicy zakończenia walk o nasze miasto. Od wielu lat co roku możemy obserwować wojenne zmagania o Fort Winiary.

Po raz pierwszy jej bohaterami byli cytadelowcy czyli cywile, biorący udział w walkach o Cytadelę. W inscenizacji wzięło udział 250 rekonstruktorów. Można było zobaczyć w akcji m.in. armatę̨ dywizyjną ZIS-3 ze zbiorów Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości.

fot. PAP/ Paweł Jaskółka

Przyznamy szczerze, że jesteśmy pod wrażeniem organizacji oraz efektów specjalnych, które były doskonałe i wiarygodne, zwłaszcza krwawiące rany. A od huku armat i karabinów jeszcze długo dzwoniło w uszach 🙂 Niestety nagłośnienie było bardzo słabe i nikt z nas nie rozumiał o czym mówi prowadzący.

fot. PAP/ Paweł Jaskółka

Po zakończeniu inscenizacji męska część naszej grupy stwierdziła, że koniecznie trzeba zobaczyć Muzeum Uzbrojenia i plenerowy park sprzętu wojskowego. No w końcu, który facet by odpuścił ekspozycję na której znajduje się kilkanaście egzemplarzy pojazdów wojskowych, kilka samolotów i śmigłowców z okresu powojennego oraz wiele dział i moździerzy różnych typów.

Po „ochach” i „achach” nad różnego rodzaju sprzętem, starszy chłopiec nas opuścił, aby pozałatwiać swoje sprawy, a z młodszym ruszyłyśmy na odkrywanie zakątków Cytadeli (czytaj: szukając placu zabaw).

Cytadela jest jednym z kilku wyjątkowych miejsc, w którym ma się wrażenie, że oddycha się innym powietrzem. Miejscem, które rządzi się innymi prawami…prawami natury. Każda pora roku jest tu przepiękna i widoczna. Czasami w życiowym biegu i natłoku spraw nie zauważamy cudu zmian pór roku, martwimy się tylko autem, które zimą nie odpala, skrobaniem szyb lub zmianą opon. Natomiast tam można odetchnąć, zatrzymać się na chwilę, pospacerować szerokimi alejkami i zacienionymi zakątkami.

Ten największy park Poznania o powierzchni ok. 100 ha, zbudowano w latach 1963-1970 na terenie dawnego Fortu Winiary, a od 2008 został uznany za pomnik historii.

Nazwa „Cytadela” określa teren wzgórza, położonego na północ od centrum miasta. Stanowi on klasyczny przykład dzieła fortecznego, zrealizowanego według tzw. systemu nowopruskiego. Był zasadniczym elementem twierdzy pruskiej, w jaką przekształciły Poznań władze zaborcze.

W 1945 r. fortyfikacje Cytadeli zostały w znacznym stopniu zniszczone, a w latach następnych rozebrane. Na południowym stoku wzgórza urządzono wówczas cmentarz żołnierzy radzieckich.

Dawne czasy przypominają m.in. rzeźby „Braterstwo Broni” dłuta Dimitra Sowy z Charkowa i „Saperzy” Jana Jakóba. Stoi też – uroczyście oddany do użytku w 1986 r. – „Dzwon Pokoju i Przyjaźni Między Narodami”.

Od kilku lat na terenach Cytadeli w okresie wielkanocnym organizowane są z wielkim rozmachem misteria pasyjne przygotowywane przez Poznaniaków (Misterium Męki Pańskiej).

Natomiast dla najmłodszych, oprócz terenu idealnego na spacer jest jeszcze miejsce do jazdy na rowerach, rolkach czy hulajnogach. Znajduje się tu również kilka placów zabaw, w tym wyczekany przez Krzysia „niebieski”, na który w końcu dotarliśmy 🙂

Kilkugodzinny spacer oraz sporo wrażeń zmęczyły nie tylko najmłodszego członka naszej ekipy, ale i nas. A w przyszłym roku Tour Salon w sobotę, a w niedzielę „Bitwa o Poznań”, nie będzie wtedy trudnych wyborów 😉 

Poznań rogalem stoi

Dla Poznaniaków 11 listopada to nie tylko Dzień Niepodległości, ale również Dzień św. Marcina, patrona m.in. dzieci, hotelarzy, kowali, młynarzy, podróżników oraz żebraków i żołnierzy, a także dzień w którym bezkarnie zajadamy się przepysznymi słodkościami.

Tego dnia na głównej ulicy naszego miasta – na św. Marcinie, odbywa się festyn „Imieniny ulicy”.  W swojej obecnej formie istnieje od 1993 roku, jednak tradycją nawiązuje do średniowiecznych obchodów tego święta. W tym dniu ulicą przechodzi pochód na czele ze świętym Marcinem, który przed Zamkiem z rąk prezydenta miasta odbiera klucze. Bez zbędnego patosu, radośnie i pozytywnie.

Imieniny ulicy.

Święty Marcin na białym koniu.
Święty Marcin na białym koniu.
Św. Marcin z kluczem do miasta.
Św. Marcin z kluczem do miasta.

A dlaczego akurat św. Marcin został patronem ulicy i skąd taki szalony pomysł, aby obchodzić jej imieniny?

W XII wieku w Poznaniu powstał kościół pw. św. Marcina. W tych czasach święty cieszył się popularnością właściwie w całej chrześcija-ńskiej Europie. Niewiele później wokół świątyni rozwinęła się osada, którą nazwano – a jakżeby inaczej – Święty Marcin. W jej pobliżu wytyczono ulicę, która do dziś nosi jej nazwę. I która co roku 11 listopada obchodzi imieniny.

O rogalach słów kilka.

Tego dnia Poznaniacy szturmują cukiernie, bo przecież trzeba zjeść tradycyjnego rogala świętomarcińskiego! Te pyszności, o kształcie półksiężyca i wadze od 150 do 250 g, wypiekane są z ciasta półfrancuskiego, nadziewane masą z białego maku i bakalii (migdały, rodzynki, figi i daktyle). Rogale są ozdobione białą pomadą zrobioną z lukru i posypane posiekanymi drobno orzeszkami. W ciągu roku piekarze wypiekają około 500 ton (2,5 mln sztuk!) tego przysmaku, z czego połowa zostaje przygotowana specjalnie na 11 listopada. Swoją drogą rogal najlepiej smakuje właśnie tego dnia. Na wartość kaloryczną opuśćmy zasłonę milczenia, w końcu raz w roku każdy chyba może sobie pozwolić na odrobinę przyjemności i słodkości 😉 

Poznaniacy wiedzą co dobre ;)
Poznaniacy wiedzą co dobre 😉

Nazwy „rogale świętomarcińskie” lub „rogale marcińskie”, dla swoich wyrobów mogą używać tylko te cukiernie, które uzyskały certyfikat Kapituły Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego, która powstała z inicjatywy Cechu Cukierników i Piekarzy w Poznaniu, Izby Rzemieślniczej i Urzędu Miasta Poznania. W tym roku certyfikat taki uzyskało około 100 piekarni i cukierni.

Te dwie nazwy zostały również wpisane do rejestru chronionych nazw pochodzenia i chronionych oznaczeń geograficznych w Unii Europejskiej.

 A skąd on się właściwie wziął?

Tradycja wypieku rogali może mieć swe korzenie w czasach pogańskich, kiedy to podczas jesiennego święta składano bogom ofiary z ciasta zawijanego w bawole rogi. Przyjmuje się, że kształt rogalika nawiązuje właśnie do zwierzęcych rogów. Niektórzy twierdzą, że Kościół przejął ten zwyczaj, łącząc go z postacią świętego Marcina.

Nie wiadomo dokładnie, od kiedy w Poznaniu i okolicach wypieka się rogale. Za datę początkową przyjmuje się rok 1891, kiedy to ksiądz z kościoła p.w. św. Marcina w Poznaniu –  Jan Lewicki, poprosił wiernych, by naśladując świętego, patrona żebraków – w dniu jego święta zrobili coś dobrego dla ubogich.

Na apel kapłana odpowiedział cukiernik Józef Melzer, których upiekł trzy blachy rogali i przyniósł je pod drzwi świątyni. Bogatsi poznaniacy kupowali smakołyk, a biedni byli nimi obdarowywani. W kolejnych latach w jego ślady poszli kolejni piekarze – i tak miała narodzić się tradycja wypieku rogali świętomarcińskich, która jest żywa do dziś. Prawdopodobnie jednak rogale wypiekano już wcześniej.

10 listopada 1852 roku w Gazecie Wielkiego Księstwa Poznańskiego cukiernia Antoniego Pfitznera zamieściła następujący anons: „Jutro w Czwartek Rogale nadziewane, po różnych cenach w cukierni A. Pfitznera, ulica Wrocławska”. Przyjmuje się, że Józef Melzer mógł spopularyzować funkcjonujący na mniejszą skalę wypiek rogali.

Legenda o rogalach świętomarcińskich.

Z postacią św. Marcina i wypiekiem rogali wiąże się znana legenda. Według niej – a przecież w każdej legendzie jest ziarnko prawdy – jednemu z poznańskich piekarzy, niejakiemu Walentemu, przyśnił się jadący na białym koniu święty Marcin. Rumak świętego w pewnej chwili zgubił podkowę, którą podniósł Walenty. Zainspirowany jej kształtem, uformował ciasto z migdałami. Następnie upieczone rogale rozdał biednym, pamiętając o postawie świętego, który również wspierał ubogich.

Legendę w zabawny sposób przestawia książka dla dzieci Elizy Piotrowskiej pt. "Legenda o rogalach świętomarcińskich".
Legendę w zabawny sposób przestawia książka dla dzieci Elizy Piotrowskiej pt. „Legenda o rogalach świętomarcińskich”.

Tym z was, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej o rogalach lub po prostu lepiej poznać Poznań, serdecznie polecam Rogalowe Muzeum Poznania (KLIK). W muzeum tym poznacie stolicę Wielkopolski, jej specyfikę, język oraz symbole,w kameralnej, swobodnej atmosferze pokazów na żywo.

Gratka dla miłośników fortyfikacji

Marcin – człowiek pozytywnie zakręcony na punkcie Powstania Wielkopolskiego i poznańskich fortyfikacji, radny Sołacza. Prywatnie mój kolega od wielu lat. W tym roku razem z grupą innych pasjonatów fortyfikacji zajął się odsłonięciem schronu przeciwlotniczego w parku Sołackim. Przez kilka tygodni trwała akcja oczyszczania. Ochotnicy kopali ręcznie i wiadrami wynosili śmieci, gruz i mnóstwo ziemi.

W czasie prac odkopano elementy wyposażenia apteczki, elementy układu instalacyjnego schronu, pięć łusek karabinowych, a także solidny „grzybek” – kominek wentylacyjny, prawdopodobnie jedyny taki zachowany w Poznaniu. Po wyczyszczeniu będą one eksponowane w schronie.

Budowla pochodzi z lat 1942/43, jego całkowita długość to ponad 90 metrów, a powierzchnia około 105 metrów. Miała służyć niemieckim mieszkańcom okolicznych budynków za bezpieczne schronienie w czasie spodziewanych nalotów alianckich bombowców. Betonowe korytarze przetrwały do dziś. 

Grupa pasjonatów chce odrestaurować schron i udostępnić go jako atrakcję turystyczną. Otwarcie schronu dla zwiedzających planowane jest na 27-28 sierpnia 2016 r. podczas IV Dni Twierdzy Poznań. Zwiedzanie będzie bezpłatne. 

Obiekt ten ma świadczyć o historii Sołacza. Możliwe, że będzie ujęty w ramach Poznańskiego Szlaku Fortecznego. Na pewno będzie trzeba o niego regularnie dbać i wypompowywać podciekającą wodę.

Marcin jest właścicielem  bardzo bogatego zbioru pamiątek związanych z Powstaniem Wielkopolskim (monety, karty pocztowe, mundury, medale). Jego kolekcję można zobaczyć podczas licznych wystaw organizowanych w całej Wielkopolsce. Od 2013 roku zorganizował ich ponad 60, a w najbliższym czasie planowanych jest kolejne 10. Najbliższa ogólnodostępna wystawa odbędzie się we wrześniu podczas Festynu Sołackiego. 

Wejście do schronu.
Wnętrze schronu po akcji jego sprzątania.

Sposób na…upalny dzień

Mieszkając w bloku czasami odnosi się wrażenie, że w tym betonie człowiek zaraz zejdzie śmiertelnie z powodu uduszenia. Gdy patrzysz przez okno a tam 40 stopni w słońcu, w domu coraz goręcej, atmosfera gęstnieje…trzeba wyjść, ale dokąd…wtedy bez zastanowienia biorę ręcznik, wodę i krem do opalania. Chwileczkę…ale dokąd to? Edycja-Cofnij. Materac, piłka, zabawki na plażę, kanapki…dzieci mają swoje potrzeby 🙂 Kolejno odlicz i jedziemy. Pozostaje wybrać miejsce:

– najlepiej niedaleko, żeby za długo nie jechać

– najlepiej z jak najczystszą wodą, żeby się nie nabawić niechcianych gości

– najlepiej z długim brzegiem żeby dziecko miało miejsce do zabawy

– najlepiej aby była plaża i drzewa chroniące przed udarem słonecznym

– najlepiej żeby woda była ciepła

– najlepiej może nie jechać?

Co to, to nie. Tylko aby spełnić te wszystkie wymagania potrzeba cudu. Zatem spośród wszystkich wybiera się kilka najważniejszych i jedzie. Na dziś polecić mogę jezioro Kierskie (jezioro polodowcowe), które jest największym zbiornikiem wodnym Poznania o powierzchni 285,6 ha, objętości 28,86 mln m3, głębokości maksymalnej 37,6 m i średniej 10,1 m. Położone w zlewni rzeki Samicy, ma kształt rynny o długości 4800 m i szerokości 2100 m, ciągnącej się od Krzyżownik do Kiekrza.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat jakość jego wód ulegała ciągłej poprawie. Przezroczystość wody wynosi w lecie 1,15 m, a średnie stężenie chlorofilu-a w powierzchniowej warstwie wody to 55 μg/l, co kwalifikujące wody jeziora do V klasy.

Mówi się o zapleczu rekreacyjnym miasta i gmin ościennych, gdzie znajdziemy 22 ośrodki wypoczynkowe, plaże i kluby żeglarskie oraz liczne działki. Warto wiedzieć, że jezioro to jest jednym z centrów żeglarstwa w Polsce. To właśnie w Kiekrzu, w 1933 r. powołano Jacht Klub Wielkopolski. Marynarze z Kiekrza, wśród nich olimpijczycy i uczestnicy żeglarskich mistrzostw świata, mogą pochwalić się wieloma sportowymi sukcesami. Poznański Klub Morski LOK organizuje całoroczne zajęcia z żeglarstwa.

Zimą na jeziorze spotkać można bojerowców, fanów ice-boardów i paralotniarzy na łyżwach lub nartach. Przeszło 12-kilometrowa linia brzegowa jeziora zapewnia warunki dla rekreacji oraz turystyki pieszej i rowerowej. Ponadto jezioro należy do najlepiej zarybianych przez Polski Związek Wędkarski i jest ogólnodostępne do wędkowania przez cały rok. Wędkarze mogą liczyć na sielawę, węgorza, sandacza, szczupaka, okonia, amura białego, karpia czy leszcza. Dla mnie jezioro Kierskie to: długi brzeg, ciepła woda, przyjemny wypoczynek.

Udanego i bezpiecznego wypoczynku nad wodą 🙂

Nuda w Poznaniu? Nigdy!

Koniec maja za pasem, a w Poznaniu w tym miesiącu szykuje się jeszcze całe mnóstwo ciekawych wydarzeń. Z tej długiej listy, wybrałam trzy, moim zdaniem najciekawsze.

Noc Muzeów (21/22 maja 2016) Jedyna taka noc w roku! Muzea i galerie w Poznaniu otworzą swoje bramy dla zwiedzających w godzinach od 17 do 1. Będzie można zobaczyć nie tylko wystawy i stałe ekspozycje, ale także wziąć udział w szeregu pokazów i wydarzeń przygotowanych specjalnie na tą noc. Z wyjątkiem wstępu na World Press Photo w CK Zamek, wszystkie inne są darmowe. 
Noc muzeów 2016

– Spacer śladami Borejków (28 maja 2016) Któż z nas nie zna wspaniałej serii książek Małgorzaty Musierowicz o rodzinie Borejków i ich przyjaciołach? A z Borejkami nierozerwalnie związane są Jeżyce. Dzięki grupie przewodników z popoznaniu.pl, będzie można spojrzeć na tą dzielnicę przez pryzmat wydarzeń i miejsc obecnych na kartach najsłynniejszego poznańskiego cyklu powieściowego. Początek wycieczki w parku Adama Mickiewicza (przed fontanną od strony Opery), zakończenie przed Starym Zoo. Zaplanowane są dwa spacery: przedpołudniowy o godz.9:30 i popołudniowy o godz. 13, odbędą się one niezależnie od ilości osób i pogody. Udział w wycieczkach jest darmowy. ale na zakończenie można nagrodzić przewodnika napiwkiem. Wstępne zapisy nie są wymagane.

Borejkowie

Aerofestival (28-29 maja 2016). Na to wydarzenie czekam najbardziej! W zeszłym roku w Poznaniu po raz pierwszy zorganizowano pokazy lotnicze. Pomimo błędów, które można było wytknąć organizatorom, było to niezapomniane przeżycie. W tym roku festiwal odbędzie się o miesiąc wcześniej, więc nie powinno być nieziemskich upałów jak w ubiegłym roku,co na otwartym terenie było bardzo uciążliwe. Poza tym bilety jednodniowe kosztują 22 zł, a nie jak poprzednio 50 zł! Niestety, nie będzie grupy Turkish Stars, której podniebne akrobacje zapierały dech w piersiach. Oprócz pokazów i wystaw lotniczych, podczas Aerofestiwalu odbędzie się również Festiwal Smaków Food Trucków, o którym można poczytać tutaj: KLIK.

Aerofestival 2016

Nie ma co siedzieć w domu, trzeba ruszyć na miasto! 

Majówka w Nowym Zoo

Długo wyczekiwany weekend majowy. Każdy z nas już pewnie dawno zaplanował gdzie go spędzi. Zakopane, Mazury? Nie trzeba wcale wyjeżdżać daleko, aby dobrze się bawić i wypocząć. Duże miasta, które na co dzień są zatłoczone i zakorkowane, praktycznie się w tym czasie wyludniają. I to jest dobra wiadomości dla tych, którzy postanowili zostać na majówkę w mieście. A majówka w mieście wcale nie musi być nudna. Tym bardziej, że w dniach 30.04-1.05 trwała w Poznaniu IX edycja akcji „Poznań za pół ceny”, dzięki której  mieszkańcy i turyści mogli wybierać spośród 165 atrakcji. Z tej masy atrakcji jakie oferował nam Poznań, w sobotę wybrałyśmy się do Nowego Zoo. Tym bardziej, że tego dnia rozpieszczała nas wręcz letnia pogoda.

Auto najlepiej zostawić przy Śródce, a do zoo dojechać kolejką „Maltanką”. Trasa Maltanki jest bardzo malownicza i prowadzi wzdłuż jeziora Malta. Jest to jedna z ostatnich w Polsce kolei wąskotorowych o szerokości toru 600 mm. Kolejka zatrzymuje się na trzech stacjach: Ptyś (przy Termach), Balbinka (Balbinka jest miejscem mijania się dwóch pociągów) oraz ostatnia stacja Zwierzyniec.

Kolejka „Maltanka”

Z ostatniej stacji jest już tylko kilkanaście metrów do bram Nowego Zoo. Ponieważ przyjechałyśmy z samego rana, udało nam się uniknąć gigantycznych kolejek do kas, które pojawiły się tam już około południa. Ostatnio wprowadzono możliwość zakupu biletów przez internet, co ma zmniejszyć ewentualne kolejki. Oby sprawdziło się to rozwiązanie 😉

Trochę historii

Wejście do Nowego Zoo

Nowe Zoo w Poznaniu założone w 1974 roku, jest jednym z największych ogrodów zoologicznych w Polsce. Zajmuje obszar 120,68 ha usytuowanych na pagórkowatym terenie leśnym z sześcioma rozległymi stawami o łącznej powierzchni ponad 13 ha, stanowiąc naturalne siedlisko fauny krajowej. Nowe Zoo słynie z kolekcji ptaków drapieżnych oraz sów, która należy do jednej z najbogatszych w Europie.

Ogród otwarto w setną rocznicę powstania Starego Zoo przy ul. Zwierzynieckiej z którym tworzy integralną całość jako Ogród Zoologiczny w Poznaniu. Pierwszymi zwierzętami prezentowanymi w Nowym Zoo były jelenie europejskie, daniele, wielbłądy, lamy i gwanako andyjskie. W 1978 roku powstał pawilon insektarium prezentujący owady, pajęczaki i mięczaki. W 1995 roku otwarto pierwszy w Polsce Pawilon Zwierząt Nocnych, a także sprowadzono po raz pierwszy w historii ogrodu nosorożca.

Flamingi.
Ani trochę nie bały się ludzi. Niestrudzenie zbierały okruszki z ziemi.

Każdy kot jest taki sam. Do szczęścia potrzebuje pełnej miski, spokoju i słoneczka 🙂
Mangusta karłowata.

Słoniarnia

Chyba najpiękniejszym i najbardziej obleganym przez turystów jest budynek i wybieg Słoniarni oddany do użytku w 2008, zamieszkiwany przez 4 słonie: Ninio, Lindę, Kingę i Kizi.

Panorama za Słoniarnią w tle.
Część słoniowego stada.

Jej Misiowość Cisna

Drugim bardzo ciekawym miejscem jest Azyl dla niedźwiedzi, w którym aktualnie przebywają 4 niedźwiedzie brunatne. Pierwsze trzy o imionach: Wania, Misza i Borys sprowadzono do Poznania w październiku 2013 ze schroniska w Korabiewicach. Obecnie z tej męskiej trójki został tylko Borys. Na początku kwietnia 2016 z Ogrodu Zoologicznego w Braniewie sprowadzono dwie niedźwiedzice, nazywane Ewka i Gienia, w tym samym miesiącu do azylu trafiła dwumiesięczna niedźwiedzica Cisna, znaleziona bez matki w Bieszczadach w okolicach miejscowości Cisna. O losach malutkiej niedźwiedzicy słyszała chyba cała Polska. 

Malutka Cisna (wcześniej Puchatka).

Motylarnia

W Motylarni  wśród egzotycznej roślinności można oglądać żywe motyle tropikalne. Motyle wylęgają się z poczwarek przesyłanych z farmy hodowlanej w Stratford w Anglii i wypuszczane są w hali wolnego lotu. Dokarmiane są roztworem miodu i pyłku oraz sokiem dojrzałych owoców na poidełkach imitujących kwiaty. Podziwiać można tu ulotne piękno lśniąco niebieskich Morpho z Ameryki Południowej, dużego białego motyla z czarnym użyłkowaniem Idea leuconoe, jaskrawo ubarwione Heliconius o niepowtarzalnych wzorach, Caligo memnon z pawimi oczkami na skrzydłach i wiele innych gatunków motyli z tropikalnych rejonów świata. 

Warto wiedzieć

– Po terenie zoo można się poruszać darmową kolejką, która zatrzymuje się na kilku przystankach, przy najważniejszych wybiegach. 

– Pozostawienie auta na parkingu przy samym zoo, to koszt 4 zł za każdą rozpoczętą godzinę. Dlatego bardziej opłaca się tu dojechać Maltanką lub autobusem.

– Na terenie zoo jest sporo punktów gastronomicznych, więc nawet jeśli nie zabraliśmy nic z domu, to na pewno nie wyjdziemy stąd głodni (pomijam koszty). Jest też gdzie usiąść i odpocząć.

– Zoo jest bardzo dobrze oznakowane. Nie idzie się  zgubić czy nie trafić do ulubionego zwierzaka. A jak już trafimy, to można przeczytać o zwierzaku kilka ciekawostek.

Tak wygląda oznakowanie zoo.

Odwiedzając Nowe Zoo trzeba się nastawić na to, że żeby zrobić to ze spokojem i wszystko zobaczyć, trzeba na wyprawę przeznaczyć z połowę dnia.

Warto 🙂

P.S. Jej Misiowość Cisna jest strasznym żarłokiem i wypija hektolitry mleka dziennie 🙂 Jest to mleko specjalistyczne i bardzo drogie, dlatego pracownicy zoo proszą o wsparcie finansowe:

Wpłaty: z dopiskiem „Niedźwiadek Cisna i jej przyjaciele”, PKO BP S.A. 72 1020 4027 0000 1702 1263 5951. 

Pobudza wszystkie zmysły – Brama Poznania ICHOT

Brama Poznania ICHOT (Interaktywne Centrum Historii Ostrowa Tumskiego) została otwarta w kwietniu 2014 roku. Lecz mimo wielu pochlebnych opinii w mediach i wśród znajomych jakoś nie było mi tam po drodze, aż do zeszłej niedzieli.

Brama Poznania znajduje się w najstarszej części miasta, nad rzeką Cybiną, w sąsiedztwie katedralnej wyspy. Budynek ICHOT jest bardzo nowoczesny. Wspaniałym pomysłem było wykonanie szczeliny przecinającej główny budynek, przez którą można zobaczyć najstarszą katedrę w Polsce.

Nie jest to zwykłe muzeum. Tutaj znajdziemy multimedialną ekspozycję, która jest bardziej przystępna dla współczesnego turysty niż tradycyjne muzeum. Tutaj każdy turysta wyposażony w jest w audioprzewodnik, który pozwala na zwiedzanie obiektu swoim tempem.

Bramę Poznania można zwiedzać wybierając jedną z trzech ścieżek edukacyjnych: indywidualną, dla grup zorganizowanych oraz ścieżkę rodzinną, czyli specjalną trasę edukacyjną dla dzieci w wieku 5-10 lat z rodzicami.

Ponieważ na wycieczce byłam z moją 5-letnią chrześniaczką i jej mamą, oczywiście wybrałyśmy zwiedzanie adresowane do rodzin z dziećmi. Przewodnik wspaniale opowiadał dzieciakom o historii Ostrowa Tumskiego, o Mieszku i Dobrawie, o tym jak i z czego powstał pierwszy gród na wyspie. Zastanawiały się również jak kiedyś najszybciej się podróżowało – piechotą, łodzią czy może na koniu, same mogły wykonać nawet mały eksperyment 🙂 Dzieciaki cały czas aktywnie brały udział w zwiedzaniu, wciągane były w dyskusję o tym jak właściwie ta Polska wyglądała wiele, wiele lat temu.

Wycieczka trwała około godziny. Po jej zakończeniu każdy mógł wrócić do sal i rzeczy, które szczególnie go zainteresowały i zobaczyć je jeszcze raz.

Cała ekspozycja jest podzielona na 4 sale – Sala Gród (początek Ostrowa Tumskiego i państwa polskiego), Sala Woda (chrzest Polski), Sala Złoto (okres między Złotym Wiekiem, a Złotą Kaplicą) oraz Sala Witraż (okres XX wieku).

Budynek jest przystosowany dla osób z małymi dziećmi oraz osób niepełnosprawnych. Filmy wyświetlane na ekspozycji są tłumaczone na język migowy. W każdej z sal osoba starsza albo po prostu zmęczona zwiedzaniem może przysiąść na rozłożonych tam pufach. 

Polecam na sobotnie lub niedzielne popołudnie 🙂

Aerofestival Poznań 2015

W ten upalny, czerwcowy weekend (13-14.06) niebo nad poznańską Ławicą opanowali najlepsi piloci akrobacyjni z Polski oraz z zagranicy. Poznań czekał na powrót międzynarodowych pokazów lotniczych od 1991 roku. Imprezę zapowiadano już kilka miesięcy wcześniej, dlatego nie mogłam przepuścić takiej okazji i musiałam tam być, mimo tego, że mieszkam bardzo blisko lotniska i większość akrobacji widziałam z okna swojej sypialni lub z ogrodu 🙂

Dzięki temu, że organizatorzy zorganizowali sporą ilość kas, nie było problemu z długimi kolejkami do nich i bardzo szybko miałam w ręku bilet.

Już od samego wejścia zwiedzających witała wystawa branży lotniczej oraz ekspozycja Wojska Polskiego i straży pożarnej. Dzieciaki mogły założyć kask, usiąść za kierownicą wozu strażackiego, czy zajrzeć w każdy jego zakamarek. Kawałek dalej, specjalnie dla najmłodszych uczestników aerofestivalu ustawiono wesołe miasteczko. 

Pokazy lotnicze rozpoczęły się od podniebnego spektaklu w wykonaniu grupy siedmiu znakomitych polskich skoczków spadochronowych. Wyniesieni w powietrze na wysokość blisko 1000 metrów, przywitali zgromadzony tłum skacząc pojedynczo z samolotu z różnobarwnymi spadochronami.

Kolejne pokazy trwały aż do wieczora, przerywane co jakiś czas lądowaniem lub startem samolotu pasażerskiego.

Wszystkie akrobacje zapierały dech w piersiach, jednak najbardziej w pamieć zapadły mi pokazy 3 grup: Baltic Bees z Łotwy, Turkish Stars z Turcji oraz The Flying Bulls Aerobatic Team z Czech, a także Artur Kielak (Mistrz Polski w akrobacji samolotowej). Ich mijanki, lot „wścieklej pszczoły” czy „pijany pilot” były niesamowite. 

Aerofestival dostarczył również muzycznych atrakcji. Na festiwalowej scenie pojawiły się trzy nietuzinkowe muzyczne osobowości: Kamil Bednarek, GOORAL i Farben Lehre.

Ale żeby nie było tak różowo, festiwal  miał też swoje wady, które mam nadzieję organizatorzy wyeliminują w przyszłym roku.

– Cena biletu – niestety dość wysoka, bo aż 50 zł na jeden dzień. Czteroosobowa rodzina (2+2)  musiałaby wydać  180 zł za sam wstęp!

– Zakaz wnoszenia wody – przy bramkach nie sprawdzano czy mamy broń, materiały wybuchowe czy coś w tym stylu, za to namiętnie wychwytywano każdą butelkę z wodą.

– Ceny – za szaszłyka 40 zł, kiełbaska z grilla (bez dodatków) 20 zł, zimna zapiekanka 15 zł, woda 0,5 litra 6 zł. Rozumiem, że każdy chce zarobić, ale takie ceny to już złodziejstwo.

Gdyby ktoś z was wybierał się na tą imprezę w przyszłym roku i miał ochotę zostać cały dzień na terenie lotniska,to polecam zabrać ze sobą koc, niewielki parasol ogrodowy, krem z wysokim filtrem oraz nie zapomnieć o nakryciu głowy 🙂

Czy było warto iść na Aerofestival? Warto, mimo tych paru niedociągnięć 🙂