Archiwum kategorii: Wielkopolskie

Osadnik Gajówka czyli Malediwy w Wielkopolsce

Po raz pierwszy o tym miejscu przeczytałam na jednej z grup podróżniczych na Facebooku. Ktoś wrzucił 3-4 przepiękne zdjęcia i podał nazwę „Lazurowe jezioro”. Szybki rekonesans w internecie i już wiedziałam, że mam nową pozycję na swojej liście „must see”.

Co prawda, na spacer brzegiem jeziora musiałam poczekać kilka miesięcy, to w końcu udało się to na początku października, przy okazji odwiedzin u moich przyjaciół w Koninie.

Osadnik Gajówka potocznie zwany Lazurowym Jeziorem zlokalizowany jest w województwie wielkopolskim, w gminie Przykona. 120 km od Poznania, 7 km od Turku. Prowadzi tutaj asfaltowa droga, nie trzeba wjeżdżać w szutrówki. Jadąc samochodem od strony Turku ujrzycie zbiornik po prawej stronie. Po lewej stronie znajduje się darmowy parking.

Zdjęcie z bloga www.mamasaidbecool.pl.

Osadnik Gajówka jest sztucznym zbiornikiem wodnym o powierzchni około 100 ha. Zbiornik stanowi fragment dawnego wyrobiska KWB Adamów. Został wypełniony wodą i jest wykorzystywany jako składowisko popiołów i żużli przez Elektrownię Adamów.

Woda swój przepiękny lazurowy kolor zawdzięcza zawartemu w niej węglanowi wapnia. Jednak ze względu na jej skład i silnie zasadowy odczyn (ph 12) zabroniona jest kąpiel. Trzeba również uważać chodząc obwodem akwenu, ze względu na nieustabilizowane, grząskie brzegi. Chwila nieuwagi może skończyć zapadnięciem się w tą pokopalnianą pulpę po kolana czy pas (byliśmy tego świadkami podczas naszego spaceru).

 W północnej części, przy lokalnej drodze, utworzono punkt widokowy (115 m n.p.m.), zapewniający możliwość oglądania panoramy zbiornika.

Naprawdę warto odwiedzić Osadnik Gajówkę. Widoki, nietypowe dla tej części Europy, zapierają dech w piersiach. Jest to świetne miejsce na zdjęcia w plenerze. Zbiornik jest bardzo fotogeniczny (szczególnie w słoneczny dzień). Ja na pewno wrócę tam w środku lata i przy pięknej pogodzie 🙂

Osobom, dla których wyprawa tylko nad Osadnik Gajówkę to za mało, polecę również pobliskie Zoo Safari Borysew a na koniec dnia odpoczynek w termach w Uniejowie.

Piękno rzeźbione lodowcem

Jest takie miejsce do którego bardzo lubię wracać, zwłaszcza gdy mam zły humor, bo wiem że stamtąd wyjadę spokojna i uśmiechnięta. Miejsce na długie wędrówki i krótkie spacery o każdej porze roku. Z rodziną, przyjaciółmi lub samotnie. Dla miłośników ciszy, spokoju i przepięknej przyrody. Czy czegoś więcej potrzeba do szczęścia?  

To magiczne miejsce ma tylko jedną wadę – do miejscowości Jeziory można dojechać jedynie autem. Najlepiej jechać drogą Poznań-Wrocław, a za Komornikami skręcić w lewo kierując się na „Green Hotel”, następnie 8 km prosto tzw.: „Graizerówką”.  Auto można zostawić na płatnym (5 zł/dzień) parkingu niedaleko Muzeum Przyrodniczego. Chętni mogą się cofnąć kilkaset metrów i zobaczyć posiadłość, jaką kazał tu wybudować dla siebie hitlerowski oprawca ludności Wielkopolski – Arthur Greiser. To właśnie od jego nazwiska wzięła się nazwa drogi, którą tu dojechaliśmy. 

Gdy już bezpiecznie dotrzemy na miejsce, pozostaje nam tylko zrelaksować się i rozkoszować pięknem przyrody.

Wielkopolski Park Narodowy

Cała Wielkopolska jest bardzo malownicza, co zawdzięcza trzem zlodowaceniom które na tysiące lat objęły terytorium Polski.  Oczywiście w tym czasie klimat również trzykrotnie się ocieplał, a lodowiec wycofywał. Dzięki temu, mimo że nasz region jest niziną, można spotkać tu głębokie doliny i wzniesienia. Podczas trzeciego i ostatniego zlodowacenia lądolód zatrzymał się na południe od Poznania, przyczyniając się do powstania między innymi Wzgórz Ostrzeszowskich i Wału Żerkowskiego. Wycofujący się lodowiec pozostawił niezwykle urozmaicony krajobraz w sąsiedztwie dzisiejszych południowych granic Poznania. Zabawił się w rzeźbiarza, którego narzędziem była woda, a tworzywem materiał skalny i osady.

Na przestrzeni 75 km kw. występują wszystkie charakterystyczne elementy krajobrazu polodowcowego – jeziora rynnowe, głazy narzutowe, wzgórza morenowe, czyli owalne pagórki zwane kemami i drumlinami oraz wały przypominające potężne nasypy kolejowe, zwane ozami.

Piękno i niecodzienna koncentracja zjawisk geologicznych na tym terenie doprowadziły, dzięki staraniom Adama Wodziczki, do utworzenia dwóch pierwszych rezerwatów przyrody: w Puszczykowie i nad jeziorem Kociołek. Natomiast w 1957 roku powstał Wielkopolski Park Narodowy

Jezioro Góreckie

centralnej części Wielkopolskiego Parku Narodowego znajduje się Jezioro Góreckie, które jest jeziorem rynnowym, kształtem przypominającym literę „L”. Jego linia brzegowa o długości 8300 m jest słabo rozwinięta.

Powierzchnia zwierciadła wody według różnych źródeł wynosi od 92,0 ha do 104,1 ha. Średnia głębokość jeziora wynosi 9,0 m, natomiast głębokość maksymalna 17,2 m. 

Jezioro Góreckie.

W oparciu o badania przeprowadzone w 2005 roku wody jeziora zaliczono do III klasy czystości.

Na jeziorze znajdują się dwie wyspy, większa to Wyspa Zamkowa z ruinami romantycznego zamku Klaudyny Potockiej z Działyńskich. Strome brzegi porastają w większości lasy. Część Jeziora Góreckiego stanowi obszar ochrony ścisłej. Z jeziora wypływa okresowy strumień łączący Jezioro Góreckie z Jeziorem Dymaczewskim.

Od grudnia 2009 na jeziorze pracuje aerator pulweryzacyjny z napędem wietrznym,  który dotlenia jezioro przeciwdziałając procesom jego przemiany w torfowisko.

Szlaki turystyczne

Przez WPN biegnie 5 szlaków turystycznych o łącznej długości 85 km: czerwony, niebieski, żółty, zielony i czarny. W celu lepszego poznania walorów przyrodniczych i kulturowych Parku, szlakami tymi wyznaczono kilka tras wycieczkowych: Trasa im. prof. Adama Wodziczki (9,5 km), Szlak Kosynierów (8 km), Trasa im. Cyryla Ratajskiego (13 km) oraz Trasa im. Bernarda Chrzanowskiego (12 km).

Z parkingu nad jezioro prowadzi czerwony szlak. Kilkuset metrów szerokiej, leśnej drogi, następnie stroma ścieżka i już jesteśmy na brzegu. Skręcając w lewo wejdziemy na nadbrzeżną trasę, którą można obejść całe jezioro. Ścieżka chowa się w cieniu gęstego lasu, więc tutaj nawet upał nie jest straszny.  Do tego niemal na całej trasie towarzyszy nam widok na samo jezioro.  Czasem może się wydawać, że jesteśmy na górskim szlaku, zwłaszcza gdy kolejny raz trzeba podejść pod górkę 😉 Na zachodni brzeg dociera znacznie mniej turystów.

Na zmęczonych spacerem w kilku miejscach czekają drewniane ławki i stoły. Można też zejść na piaszczystą plażę, ale niestety w Jeziorze Góreckim obowiązuje całkowity zakaz kąpieli.

Obejście całego jeziora spacerowym krokiem zajmuje około 3 – 4 godzin. Jeśli ktoś planuje się tam wybrać z niemowlakiem to lepiej dla maleństwa zabrać chustę lub nosidło, bo z wózkiem w niektórych miejscach może być ciężko przejść. 

W wielu miejscach można znaleźć ślady działalności bobrów.

Studnia Napoleona

Miłośnicy legend i dobrych trunków zapewne ucieszą się, że jedno i drugie można tutaj znaleźć 😉

Studnia Napoleona znajduje się na zboczu Moreny Pożegowskiej, w pobliżu stacji kolejowej Osowa Góra, przy dawnym ważnym trakcie handlowym, który wiódł z Poznania na zachód, w kierunku Prus i Francji. Była ona istotnym miejscem popasów i odpoczynku podróżnych. Legenda głosi, że Napoleon Bonaparte, podążając z Francji na Moskwę (1812), również zatrzymał się w pobliżu i posłał adiutanta po wodę, która okazała się mieć smak szampana. Zjawisko zamiany wody w szampana ma się tu zdarzać raz do roku o niewiadomej porze. 

Studnia została odnowiona i oddana do użytku 18 sierpnia 2012, w formie przypominającej obiekty XVIII/XIX-wieczne, z drewnianym zadaszeniem. 

Studnia Napoleona. Zdjęcie ze strony: http://czasmosiny.e-samorzadowiec.pl.
Studnia Napoleona. Zdjęcie ze strony: http://czasmosiny.e-samorzadowiec.pl.

Tak więc moi drodzy Czytacze, jeśli najbliższy weekend nie zaskoczy nas brzydką pogodą, widzimy się na góreckim szlaku 🙂

Tak witamy jesień, spacerem po lesie

Mówiłeś – włosy masz jak kasztany
I kasztanowy masz oczu blask
I tak nam było dobrze kochany
Wśród złotych liści, wiatru i gwiazd
Gdy wiatr kasztany otrząsał gradem
Szepnąłeś nagle zniżając głos
Odjeżdżam dzisiaj, lecz tam gdzie jadę 

Zabiorę z sobą tę złotą noc, a ja postanowiłam przywitać złoty dzień. Bowiem tak właśnie kojarzy mi się ta pora roku. Jesień, jesienna zaduma, smutek? Dlaczego? Przecież wokół tak pięknie. Co z tego, że niebo zachmurzone, że czasem popada deszcz? Cieszmy się każdą porą roku tak samo, gdyby nie noc nie cieszyłby nas tak bardzo dzień. Zmierzam do tego, że zmiany są konieczne, by doceniać ich kolej.

Jesień wszystko odmienia,
Niesie smutek i łzy,
Lecz zawdzięczam jesieni,
Że kiedyś kwitły bzy.

W tym roku Pani Jesień przyszła z koszykiem pełnym kasztanów i podzieliła się nimi ze mną, w końcu synek czeka na kasztanowe ludziki. Wychodząc naprzeciw dumnej Pani postanowiłam wybrać się na spacer i tak dotarłam w najdalsze zakątki malowniczej miejscowości Starczanowo. Tam zajrzałam nad brzeg rzeki Warty. Byłam ciekawa czy dostanę się do osady Radzim (znajduje się on na wyspie, ograniczonej z jednej strony korytem rzeki Warty, z drugiej bagnistym, częściowo zasypanym w końcu XIX wieku starorzeczem), ale przyznam, że droga tak zarosła, że nie byłam przygotowana na taką przeprawę. Dalej nogi poniosły mnie w kierunku rezerwatu przyrody Śnieżycowy Jar, o którym pisałyśmy już dwukrotnie na blogu (klik i klik), zapraszając w trakcie kwitnienia Śnieżycy Wiosennej. Jeśli ktoś zastanawiał się jak wygląda rezerwat poza sezonem, ma teraz okazję zobaczyć go na fotografiach 🙂

Wybierzcie się do lasu i tam przywitajcie jesień, a może i wy zakochacie się w jej kasztanowych oczach 🙂

„Panie za kierownicą”

Czas na rundę drugą. Tym razem świadoma praw i obowiązków wynikających z udziału w rajdzie, podjęłam z Mary wyzwanie.

21 sierpnia Automobilklub Wielkopolski Delegatura w Nowym Tomyślu przygotował Rajd Samochodowy „Panie za kierownicą”. Rajd zorganizowany był w ramach Jarmarku Chmielo -Wikliniarskiego we współpracy z Nowotomyskim Ośrodkiem Kultury. Uczestnicy Rajdu pokonując kolejne etapy przejechali przez miejscowości: Nowy Tomyśl, Stary Tomyśl, Wytomyśl, Lwówek, Wąsowo, Róża, Sątopy, Cicha Góra, a na metę zajechali do Restauracji „Smażalnia Ryb nad Stawem” w Przyłęku.

A nasz szczęśliwy numerek to… Drugi rajd i druga „12-tka”.

Choć nie jestem zatwardziałą feministką, uważam, że jeśli ktoś organizuje rajd „Panie za kierownicą”, to niech za tą kierownicą będą tylko Panie. To moja jedyna uwaga, poza nią stwierdzam, że rajd był bardzo udany i dobrze zorganizowany.

A co za progres! Mianowicie zajęłyśmy 6 miejsce. Okazało się bowiem, że kierowca Opla Astry ma talent do testów sprawnościowo-szybkościowych. Spośród 4 testów 2 razy byłyśmy najlepsze. Brawo dla kierowcy! W tym miejscu dla równowagi powinnam pochwalić Panią pilot. Sprawdziła się w zadaniach zręcznościowych takich jak: nawlekanie guzików na rzemyk, odmierzanie 1 litra wody bez użycia miary, czy nawlekanie nakrętek na drut po uprzednim 10-krotnym obrocie z głową w dół. Szaleństwo! Oprócz tego musiałyśmy również sprawdzić jak długo żył proboszcz jednej z parafii mijanych po drodze. Z perspektywy czasu myślę, że trochę za dużo było zadań a za krótka trasa.

Wzór prawidłowo wypełnionej karty.
Punktacja za próby i zadania na trasie.
Nagroda „pocieszenia”: wiklinowy koszyk z pysznościami w środku.

Organizatorzy dbali o każdy szczegół, a także o nasze żołądki. Bowiem tuż po rajdzie czekała na nas kawa i pyszne ciasto oraz obiad w  pięknych okolicznościach przyrody.

Restauracja „Smażalnia ryb nad stawem”.

Po rajdzie udałyśmy się na Jarmark i gdyby nie długa trasa powrotna do domu pewnie zabawiłybyśmy tam dłużej. Już dziś możemy Was zapewnić, że runda trzecia z pewnością się odbędzie, ale jaki tym razem rajd wybierzemy okaże się już wkrótce.

 

„XIII Rajd św. Krzysztofa”

24 lipca po raz pierwszy wzięłyśmy z Moniką udział w samochodowym rajdzie turystyczno-nawigacyjnym  (XIII Rajd św. Krzysztofa). Monika chyba do końca nie wiedziała na co się zgadza, bo prawie w ostatniej chwili i bez słowa sprzeciwu zastąpiła moją koleżankę, która z powodów rodzinnych nie mogła tego dnia być moim kierowcą 😉

Rajdy turystyczno-nawigacyjne, to jedna z ciekawszych form aktywnego wypoczynku, która daje możliwość zobaczenia interesujących miejsc, sprawdzenia się w roli „nawigatora” oraz poczucia dreszczyku emocji na próbie sprawnościowej. Nie ma więc klasycznego ścigania się jak na rajdach, gdzie o zwycięstwie decyduje głównie czas przejazdu. Każda załoga (minimum kierowca i pilot) otrzymuje na starcie komplet dokumentów, w tym tzw. itinerer. To opis przygotowany w oparciu o strzałki, odległości i znaki graficzne, na którego podstawie załoga musi odnaleźć i przejechać wyznaczoną trasę. Pilot musi wykazać się spostrzegawczością i umiejętnością posługiwania się mapą i odczytywania wskazówek, co dla niewprawnego rajdowca nie zawsze jest rzeczą łatwą. O tym czy trasa została przebyta przez nas prawidłowo powiadomi organizatorów karta dołączana do itinerera czyli tabela, w której pilot zaznacza wykonane próby i odpowiedzi na pytania, ale też przede wszystkim tzw. PKP czyli punkty kontroli przejazdu.

Przykładowy itinerer.

Po drodze trzeba odnaleźć punkty kontrolne, ułożyć hasło rajdu i wykonać wyznaczane przez sędziów na poszczególnych punktach zadania. Za każdy nieprawidłowy element są doliczane punkty karne, które decydują o zwycięstwie w całym rajdzie. Każda załoga ma na przejechanie trasy identyczny czas wyznaczony przez organizatora. Przykładowo na trasę o długości ok. 40 km jest to zwykle 120 min. Można więc jechać spokojnie nie łamiąc przepisów ruchu drogowego z tym zastrzeżeniem, że kto wyznaczony limit przekroczy po prostu nie ukończy rajdu. Oczywiście do udziału w rajdzie dopuszczone zostają jedynie te załogi, które stawią się na starcie sprawnym i ubezpieczonym pojazdem. Na trasie każda z załóg to normalni uczestnicy ruchu drogowego. Trzeba więc liczyć się z tym, że ewentualne zatrzymanie i ukaranie za wykroczenie na drodze mandatem przez policję może oznaczać wykluczenie z rajdu. 

O godzinie 11 stawiłyśmy się na starcie rajdu, który był usytuowany na Targowisku Miejskim w Mosinie. Tam też odbywała się próba sprawnościowa – jazda na czas wokół słupków. Po całkiem przyzwoitych wynikach osiągniętych na próbie sprawnościowej (brawa dla mojego kierowcy!) i otrzymaniu wszystkich niezbędnych wskazówek i dokumentów, ruszyłyśmy na trasę liczącą 42 km po okolicznych miejscowościach. Po bardzo emocjonującej i momentami burzliwej (czasem jednak mamy inne zdanie) jeździe, dotarłyśmy do mety znajdującej się w „Centrum Motoryzacji Historycznej Zbyszka Koprasa” w Fiałkowie. Tutaj do naszych rąk trafiła kolejna kartka z pytaniami, na które odpowiedzi trzeba było znaleźć dokładnie oglądając eksponaty zgromadzone przez  Koprasa.

Zbyszek Kopras od końca lat 90-tych gromadzi stare pojazdy, Od 2004 r. zajmuje się tworzeniem profesjonalnej kolekcji pojazdów zabytkowych. Gromadzi je,a następnie odrestaurowuje. Pasja kolekcjonerska  pozwoliła mu stworzyć ogromną Kolekcję-Skansen motoryzacyjnych unikatów, samochodów i motocykli. Aktualnie w garażach,a nawet na strychach zgromadzone są historyczne egzemplarze pojazdów, które jeździły po polskich drogach, a także unikaty na skalę światową.  Polonezy, w tym policyjny; Syrenki, w tym jedna z autografem Bohdana Łazuki, bohatera filmu „Kochajmy Syrenki”. Najliczniejsze są Fiaty 126p i 125p w różnych wersjach. Perełkami w zbiorach jest sześć Mikrusów, z czego jeden w idealnym stanie oraz unikalna  replika  wersji Cabrio.  Łącznie kolekcja liczy 330 motocykli, kilkanaście polskich motorowerów, 52 małe Fiaty, 8 Polonezów, 11 Tarpanów, 4 Syreny, 5 Mikrusów. Wszystkie są starannie posegregowane i uporządkowane. Prawdziwa skarbnica.

Polecamy zajrzeć tutaj Ratujmy historię polskiej motoryzacji!

Po znalezieniu odpowiedzi na wszystkie pytania, wypełnieniu i oddaniu kart, udałyśmy się na smaczny obiad. Zawarłyśmy również nowe, ciekawe znajomości i wymieniłyśmy się wrażeniami z innymi uczestnikami rajdu. Oczekiwanie na wyniki minęło bardzo szybko. Oczywiście ze względu na to, że to był nasz pierwszy rajd, nie oczekiwałyśmy zbyt wysokiego miejsca. Udało się zająć 18 miejsce na 24 🙂 Nie jest źle, a następnym razem będzie lepiej.

Sporo informacji o planowanych rajdach i o tym jak np. czytać itinerer można znaleźć na: Automobilklub WielkopolskiRajdy w Pobiedziskach.

Deli Park w Trzebawiu

Zastanawiam się czym jest…czy to zoo, czy park miniatur, czy park gigantycznych zwierząt…ale jakich? Z jednej strony gigantyczny mamut, z drugiej gigantyczna mrówka, a między nimi traktor, fontanna z epoki i zagrody dla zwierząt. Co autor chciał osiągnąć?

Prehistoryczne zwierzaki.
Miniatury. Brama Brandenburska.

W odległości 20 km od Poznania, w miejscowości Trzebaw znajdziemy park edukacyjno – rozrywkowy na 60 000 m² powierzchni. Położony jest na skraju Wielkopolskiego Parku Narodowego, na terenie którego w epoce lodowcowej żyły mamuty, nosorożce włochate i tury.

Niestety nie mogę polecić tego miejsca jako dobrej lokalizacji do wypoczynku. Oprócz dokuczających tłumów, przygniotły mnie i prawie zmiażdżyły finansowo ceny w parku. Pomijam fakt wysokiej opłaty wstępnej. Pytam tylko za co płacę na wstępie skoro każda dodatkowa atrakcja w parku jest ekstra płatna (kolejka dziecięca, koniki pluszowe do jazdy). Jeśli szukasz miejsca, w którym na dziecięce atrakcje możesz wydać dużą gotówkę to idealna lokalizacja.

Oprócz licznych wad na temat których mogłabym się rozpisywać, jeden aspekt zasługuje na uwagę mianowicie Podniebna Eko-Wioska.  Atrakcja ta składa się z systemu domków oraz tarasów zainstalowanych na licznych drzewach połączonych wiszącymi mostami. Dzięki siatkom bezpieczeństwa nasze maluchy mogą się swobodnie przemieszczać. Trasa ma długość 250 metrów. Szczerze polecam rozwiązywanie zagadek ekologicznych i podziwianie okolicznej „zwierzyny”. Podniebny spacer był bardzo przyjemny, ciekawy i inspirujący. Zadbałabym o to miejsce i rozbudowała je, bo jest warte obejrzenia. 

Widok na wejście i zejście z Eko-Wioski.
Spacer kilka metrów nad ziemią był fajną zabawą.
Oprócz leśnej zwierzyny z podniebnej Eko-Wioski można było dostrzec gigantyczne pająki.

Obecne z nami dzieci (2,5 i 8 lat) również były troszkę zawiedzione Deli Parkiem. Miała to być zabawa na większość dnia, a uciekali-śmy stamtąd po niecałych 3 godzinach.

Właściciele Deli Parku powinni pójść w jednym kierunku i na przykład skupić się tylko na prehistorycznych zwierzakach, no i oczywiście dalej inwestować w rozwój Eko-Wioski. A miniatury najpiękniejszych polskich i światowych zabytków zostawić dla Skansenu Miniatur w Pobiedziskach. 

A może ktoś z was, drodzy Czytacze, był już w Deli Parku i może podzielić się z nami swoimi wrażeniami?

Muzeum w Szreniawie

Przepis na udaną sobotę? Ładna pogoda i wyjazd za miasto z super kompanką do podróżowania i jej synkiem. Wczoraj z Moniką wybrałyśmy się do Muzeum Narodowego Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie. Miejsce to jest zarówno ciekawe dla dorosłych, bo zawsze można dowiedzieć się czegoś nowego, jak i dla maluszków, które mogą spotkać się z mieszkającymi tam zwierzętami.

Muzeum w Szreniawie.

Szreniawa to miejscowość na Pojezierzu Poznańskim, położona na skraju Wielkopolskiego Parku Narodowego. Od 1964 roku mieści się tu Muzeum Narodowe Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego. Misją muzeum jest przedstawianie historii rolnictwa i przemysłu rolno-spożywczego z terenu historycznych i współczesnych ziem polskich od czasów prehistorycznych po dzień dzisiejszy. Ma to pozwalać publiczności muzealnej zrozumieć, skąd i w jaki sposób powstaje żywność i inne dobra pochodzące z surowców rolniczych i naturalnych.

Zaczynamy zwiedzanie.

Placówka może poszczycić się największą w Polsce ekspozycją prezentującą historię rolnictwa i przemysłu rolno-spożywczego oraz dzieje wsi polskiej. Przechodząc przez budynek kasy muzeum trafiamy do pochodzącego z połowy XIX wieku zespołu pałacowo-folwarcznego niegdyś należącego do rodziny Bierbaumów.

Pałac Bierbaumów.

Zwiedzanie Muzeum rozpoczyna się w pawilonie prezentującym dzieje rolnictwa na ziemiach polskich od VIII do końca XVIII wieku. Zainteresowani dowiedzą się, co to jest socha, jaki był geograficzny zasięg jej używania, czym różni się od brony, i do czego ta ostatnia służy. Można też poznać tradycyjne rzemiosło wiejskie i zobaczyć jak wyglądały warsztaty stolarza, rymarza i kowala oraz jak zmieniały się na przestrzeni lat. Każda kolejna sala ekspozycyjna pokazuje rozwój techniki związanej z przetwórstwem i przemysłem rolniczym i spożywczym. Można w nich zobaczyć makiety przedstawiające folwarki i XIX-wieczne manufaktury, np. cukrownię czy piekarnię.

Jak powstaje chleb?
Laboratorium.
Weterynarz.
Krosna.
Wystawa czasowa „Święci patroni w życiu wsi polskiej”

Do Szreniawy warto wybrać się w weekend. Wtedy bowiem organizowane są „Muzealne spotkania z widzem”, czyli wykłady połączone z interaktywnymi pokazami. Na terenie muzeum, przez cały rok, odbywają się festyny i imprezy okolicznościowe, a są to m.in. wiosenne pokazy wielkanocne, często połączone z jarmarkiem, na którym można zakupić świąteczne wyroby twórców ludowych i rzemieślników; w sierpniu organizowane są pokazy pt. „Wesele na wsi”, a we wrześniu i październiku można zobaczyć, jak wygląda „Jesień na wsi”; w grudniu zaś odbywa się „Jarmark Bożonarodzeniowy”, na którym można zakupić różne ozdoby choinkowe.

Budynki wystawiennicze są otoczone pięknym parkiem, w którym również znajduje się wiele ciekawych eksponatów m.in. różnego kształtu i rodzaju ule czy samoloty używane w rolnictwie.

Agrosamoloty.
Lokomobila.

Dla dzieci na pewno największą atrakcją będzie wizyta w oborze i spotkanie ze zwierzakami.

Wiosną park mieni się dziesiątkami kolorów dzięki rosnącym tu kwiatom.

Dojazd z Poznania do muzeum jest bardzo szybki i prosty (wyjazd ulicą Głogowską). W soboty wstęp za darmo. Przy wejściu można wypożyczyć dla dziecka drewniany wózek, który bardzo się przyda gdy małego turystę zaczną boleć nogi.

Więcej informacji na stronie muzeum: Muzeum Szreniawa

A na koniec wycieczki lody lub ciastka „u Kostusiakowej” w pobliskim Puszczykowie 🙂 Smak dzieciństwa! 

Pełnia kwitnienia – Śnieżycowy Jar

Już w najbliższy weekend (19-20.03) będzie można zobaczyć w całej okazałości wyjątkowe i unikatowe śnieżyce wiosenne. Znawcy tematu na te dni przewidują apogeum kwitnienia. Takiej okazji nie można przegapić! 

Warto także zwrócić uwagę na inne piękne elementy krajobrazu. Rezerwat przyrody „Śnieżycowy Jar” to nie tylko zachwycające wyglądem i zapachem kwiaty. To także cud otaczającej go przyrody. Zwróćcie uwagę również na las mieszany tej miejscowości i proszę,nie zaśmiecajcie go. Niestety za chwilę może się okazać, że nasze dzieci lub wnuki zobaczą zamiast rezerwatu górę śmieci, które nie zdążyły się rozłożyć.

Najlepszym sposobem na dotarcie do rezerwatu jest dojazd do wsi Starczanowo, gdzie przygotowano miejsca parkingowe ze względu na konieczność kontynuacji wycieczki pieszo. Jest to najkrótsza i jedna z ciekawszych tras oznaczona szlakiem zielonym.

Życzliwi mieszkańcy Starczanowa zawsze chętnie udzielą nam informacji.

Ponadto przewidziano dodatkowe atrakcje, takie jak: przejeżdżający prawdziwy cowboy, niewielkie stoiska z jedzeniem i napojami, a dla najmłodszych plac zabaw.

Więcej informacji możecie znaleźć w tym wpisie:  

Rezerwat Śnieżycowy Jar

 

 

Rezerwat Śnieżycowy Jar

Rezerwat Śnieżycowy Jar to propozycja wyprawy na wiosenne, ciepłe popołudnie. Stosunkowo niewielka odległość od Poznania i dwie trasy o różnej długości, sprawiają że wizyta w Śnieżycowym Jarze nie będzie męcząca nawet dla małych dzieci czy osób starszych.

Z Poznania należy się kierować na Murowaną Goślinę, a następnie na wieś Starczanowo.

Przez najciekawszy obszar rezerwatu prowadzi drewniana kładka, chroniąca roślinność przed zadeptywaniem. Jak tylko się na niej znajdziemy naszym oczom ukaże się piękny widok. Śnieżyce podczas kwitnienia tworzą zwarty, biały dywan pokrywający ok. 9 ha powierzchni. Sam rezerwat został utworzony w 1975 roku i początkowo miał zaledwie 2,89 ha. Oglądane śnieżyce wiosenne to kwiaty ściśle chronione i niezwykle rzadkie na Niżu Polskim. Ich naturalne siedlisko to głównie teren Sudetów i Karpat.

W Wielkopolsce śnieżyce prawdopodobnie zostały posadzone przez człowieka w końcu XIX wieku. Kwiaty te są niezwykle wrażliwe na zadeptywanie i są trujące.

Krótsza „pętla” po rezerwacie to ok. 5,5 km, dłuższa ok. 10 km.

Na zmęczonych, głodnych i spragnionych  czekają w Starczanowie niewielkie stoiska z napojami i przekąskami, a także kiełbaska z ogniska i wojskowa grochówka.

Dobra informacja dla rodziców maluchów jest taka, że całą trasę można przejechać wózkiem, choć tutaj silny tata się przyda.

Do Śnieżycowego Jaru jeżdżę od kilku lat i zawsze wracam tak samo zachwycona urokiem śnieżyc.