Archiwum kategorii: Turcja

Popołudnie w Kusadasi

#day3

Po powrocie z Efezu do hotelu i krótkim odpoczynku, miałyśmy czas wolny na samodzielne zwiedzanie pobliskiego miasta i poznawanie “współczesnej” Turcji i jej mieszkańców. Tak więc późne popołudnie i wieczór trzeciego dnia wycieczki spędziłyśmy w Kusadasi.  Z hotelu Tusan do centrum miasta jest kilka kilometrów. Aby nie tracić czasu, razem z kilkoma osobami z naszej grupy wzięliśmy taxi – busa. Koszt to 5 dolarów/euro za całość, więc naprawdę niewiele.

Po turecku nazwa Kusadasi oznacza wyspę ptaków i pochodzi od niewielkiej wysepki niedaleko centrum miasta “Guvercin Adasi”, gdzie znajduje się kamienna twierdza – symbol miasta.
Kusadasi ma bogatą historię, przewijają się przez nią między innymi weneccy i genueńscy kupcy, którzy nazwali to miejsce Scala Nuova. W 1413 r. dla podniesienia rangi miasta wielki wezyr Okuz Mehmet Pasza polecił wznieść tu meczet i hammam Kaleici, mury miejskie oraz karawanseraj. Do dziś można podziwiać pozostałości tych niezwykłych budowli.

Ponieważ nie samym zwiedzaniem i historią człowiek żyje, to dla odmiany można się wyszaleć. Kusadasi to idealne miejsce dla ludzi młodych duchem. Centrum słynie z bogatego życia nocnego. Pełno tu barów, tawern, pubów, barów karaoke, lokali z muzyką turecką, klubów tanecznych i dyskotek.

Kusadasi było miejscem, w którym najbardziej udało nam się odczuć „tureckiego” ducha. Jak tylko wchodziło się do alejki ze straganami na jednym z wielu bazarów  i między sobą rozmawiało:
– Czego szukasz, co chcesz kupić?
– Chyba potrzebuje małej torebki.
To już do końca alejki wszyscy proponowali torebki. I to nie delikatnie. Śródziemnomorska kultura jest nieco inna niż europejska, tutaj kontakt fizyczny jest naturalny. Jak gdyby nikt nie miał czegoś takiego jak przestrzeń osobista. Podejrzewamy, że gdybyśmy chcieli Turkom wytłumaczyć, by nie zbliżali się za bardzo ponieważ wtedy czujemy się niekomfortowo, mogliby tego nie zrozumieć. Zatem łapali nas za ręce, zaglądali głęboko w oczy, komplementowali na każdym kroku, wypytywali skąd jesteśmy, żeby w końcu zadać to pytanie, czy jesteśmy zamężne. Wtedy radzimy brać nogi za pas :)
Czasami skuteczne okazywało się zasłonięcie włosów chustą, ale i ten sposób zawodził. Jednak nie można nie oddać tym ludziom serdeczności, wśród ich uśmiechów i żywiołowości można odczuć prawdziwą radość. Dlatego tego dnia odczuwałyśmy niesamowitą satysfakcję z aktywnie i pożytecznie spędzonego czasu.

Amulety z Okiem Proroka.

Akurat 23 kwietnia w Turcji był obchodzony Dzień Niepodległości i Dzień Dziecka, dlatego w całym mieście odbywały się różne koncerty, imprezy. Cały czas mijaliśmy rozbawione tureckie rodziny, w których zabawie mogliśmy uczestniczyć.

 

Phanta Rhei…

#day3

Phanta Rhei – wszystko płynie, nic nie stoi w miejscu…
To jeden z najsłynniejszych cytatów Heraklita, pierwszego greckiego filozofa, który pochodził z Efezu.

Efez to najlepiej zachowane starożytne miasto w Turcji. Miasto, w którym można chodzić po zabytkach antycznego świata, a nie tylko podziwiać je z daleka.
Przejść się po agorze, ulicy z marmuru, wejść do biblioteki Celsusa, a także zasiąść w antycznym teatrze na 25 tys. widzów, gdzie swoje kazania wygłaszał św. Paweł. W części rządowej miasta warto zwrócić uwagę na starożytny sejm, szpital i liczne świątynie, natomiast w części publicznej na rzymskie łaźnie czy słynne toalety. To tutaj można zobaczyć Bazylikę Św. Jana z jego grobowcem a także pozostałości po ogromnej świątyni Artemidy – największej świątyni świata pogańskiego na świecie.

Efez to miasto jońskie, którego założycielem wg legendy był Androklos, syn ateńskiego króla Kordusa. Przed wyprawą do Jonii, otrzymał od wyroczni wskazówkę dotyczącą miejsca założenia miasta. Miało ono powstać w miejscu, które „wskaże jemu ryba i dzik”. Zgodnie z mitem, na wzgórzu Pion, niedaleko ujścia rzeki Kaystron, spotkał przy ognisku rybaków piekących ryby. Jedna z ryb podskoczyła a rozpryskujące się iskry zapaliły pobliskie zarośla. Ogień spłoszył kryjącego się w nich dzika. Miasto zostało założone w IX w. p.n.e..Władali nim Hetyci, Grecy, Persowie, Rzymianie i w końcu Turcy.

Efez jest uważany przez współczesnych historyków sztuki za najlepiej zachowane miasto starożytne w rejonie Morza Śródziemnego. Ruiny dotrwały do naszych czasów w zdumiewająco dobrym stanie, mimo kilkukrotnych trzęsień ziemi, które nawiedzały ten region. Zachował się układ ulic, podział na część kulturalno-polityczną, świątynną, mieszkalną, handlową i rozrywkową.
W 2015 roku Efez został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Maria w Efezie 🙂

W Efezie można również natknąć się na jedną z najstarszych „reklam” domu publicznego. Na jednej z marmurowych płyt wyżłobiono wzorzec, według którego wstęp do domu publicznego mieli tylko ci mężczyźni, którzy mogli pochwalić się… stopą, większą niż ta wyrzeźbiona. Stopa była drogowskazem, pokazywała kierunek do domu schadzek.

Toaleta publiczna.

Po zakończeniu zwiedzania, które trwało ok. 4h nasza grupa podzieliła się – część pojechała do domu Marii Dziewicy około 7 km od Selçuk, a reszta została odwieziona do hotelu, gdzie mogła oddać się lenistwu lub wybrać na zwiedzanie według własnego planu. Chyba łatwo zgadnąć co wybrałyśmy 🙂

Rejs po rzece Dalyan

#day2

Śniadanie, zbiórka w autokarze i ruszamy na dalsze poznawanie Turcji. Humory wszystkim dopisują, tym bardziej, że na ten dzień zaplanowany jest rejs i wizyta na plaży Iztuzu, która według rankingu Tripadvisor należy do najpiękniejszych w Europie.
Z rybackiej wioski Dalyan do plaży Iztuzu można dopłynąć rzeką, która wije się wśród labiryntu setek wysepek, otoczona bujną roślinnością. Delta rzeki widziana z góry tworzy niesamowity, zapierający dech w piersiach krajobraz.
Podczas ok. godzinnego rejsu można podziwiać przepiękne widoki, jak np. grobowce likilijskie w Kaunos, wkomponowane w urwiste skały.


Największą atrakcją tego regionu jest jednak to, że jest to strefa ekologiczna, idealna dla osób chcących zaznać prawdziwego spokoju na łonie przyrody, w najbardziej „zielonym” miejscu Turcji.

Plaża Iztuzu ma ok. 6 km długości i z jednej strony oblana jest ciepłymi wodami Morza Śródziemnego, a z drugiej strony dużo chłodniejszymi wodami rzeki Dalyan. Nazywana jest również Plażą Żółwi, ze względu na swoich mieszkańców.
Każdego roku w to miejsce przypływają samice żółwi Caretta Caretta, aby złożyć jaja. Małe żółwiki wylęgają się w nocy i podążają w kierunku wody przy świetle księżyca.
Okres lęgowy żółwi to maj-sierpień, więc niestety my w kwietniu ich nie spotkałyśmy. Trzeba będzie wrócić tutaj w innym miesiącu 🙂

Monika i jej kolejny cel podróży.

Wieczorem docieramy do Tusan Beach Resort w okolicy barwnego i tętniącego życiem miasta Kusadasi.

Z wizytą u św. Mikołaja

#day1

Trasa naszej 7-dniowej objazdówki po Turcji przebiegała początkowo drogą wzdłuż wybrzeża. Z drogi tej rozpościerał się wspaniały widok na Morze Śródziemne i strome szczyty gór Taurus.
Podziwiając tak wspaniałe widoki, dotarliśmy do Demre. Miasteczko to, liczące około 16 tys. mieszkańców, znane jest z ruin starożytnego miasta Myra – słynnego z najwspanialszych licyjskich grobowców skalnych.

Myra, w starożytności, należała do największych miast Licji. W czasach rzymskich była stolicą prowincji. Odwiedzali ją liczni cesarze. Święty Paweł około 60 roku n.e. spędził tu trochę czasu, nauczając. Liczne powodzie, trzęsienia ziemi, najazdy Arabów, doprowadziły do upadku a potem opuszczenia miasta w XI wieku.
Ruiny Myry odkryte zostały dopiero w 1840 roku. W czasie prac archeologicznych udało się odkopać pochodzące z przełomu V i IV wieku p.n.e. liczne grobowce skalne. Część z nich wykuto na kształt domostw, inne zaś przypominają swoim wyglądem świątynie. Obecnie grobowce są wyblakłe, jednak kiedyś były pomalowane na jaskrawe odcienie fioletu, błękitu, czerwieni oraz żółci. To musiał być dopiero widok!

Ponadto na terenie ruin znajduje się także okazały rzymski amfiteatr (największy w całej Licji) oraz pozostałości akropolu z murem obronnym i tronem skalnym.
Pierwszy teatr został zniszczony podczas trzęsienia ziemi w 141 r. n.e. Miasto było bogate, więc szybko go odbudowano i to z wielkim rozmachem. Amfiteatr ma średnicę 110 metrów, a widownia składa się z 36 rzędów. Cała budowla, a zwłaszcza scena, była bajecznie zdobiona. Obecnie elementy rzeźbień są rozłożone na ziemi przed amfiteatrem.

Warto delektować się tym miejscem. Usiąść na widowni amfiteatru, zamknąć oczy, zobaczyć w wyobrażani sztuki jakie tu wystawiano, dać się porwać przez wiwatujący tłum.

Odwiedzając Demre warto także zajrzeć do wspaniałej bizantyjskiej bazyliki św. Mikołaja. Świątynia ta wzniesiona została w w IX wieku na polecenie cesarza Konstantyna IX (1000-1055). Przypuszcza się, że to właśnie w tym kościele w sarkofagu złożone zostały po śmierci relikwie św. Mikołaja.

Późnym popołudniem dojechaliśmy do hotelu Castle Resort and Spa w Sarigerme, gdzie czekało na nas wiele kolejnych atrakcji 🙂

Turcja – kraj szafranem pachnący

Turcja od dawna była na mojej liście „Must see”, ale na jakiejś dalszej pozycji. Myślałam, że w tym roku zobaczę Gruzję lub Maroko, o których marzę od dawna.  Jednak kiedy na początku roku Monika przesłała mi kilka ofert wyjazdu do Turcji i padło pytanie „Jedziemy, prawda?”, chęć kolejnej podróży i zobaczenia nowych miejsc była tak duża, że się zgodziłam. Wybrałyśmy Wybrzeże Likijskie. Spontanicznie. Dopiero potem zaczęłam się zastanawiać czy dobrze zrobiłam. Kierunek w sumie ok, bezpieczny, poza tym moja ulubiona forma odpoczynku czyli objazdówka. Ale biuro jakieś nieznane, a jak nas zostawią gdzieś na lotnisku albo będziemy mieszkać w tragicznych warunkach… Obawy, jak się później okazało, zupełnie bezpodstawne. Ostatecznie były to jedne z moich najlepszych wakacji w życiu, chociaż wiadomo że i niewielkie minusy też się pojawiły.

Nasza „babska” wyprawa zaczęła się 20 kwietnia 2019 na warszawskim lotnisku Chopina, skąd tureckimi liniami Onur Air dostaliśmy się do Antalyi. Ponieważ wylot był późnym popołudniem, w Turcji byliśmy dopiero ok. 23. Odbiór bagażu, spotkanie z przedstawicielem biura i podział na grupy, których w sumie było 6, ale część jechała w inne zakątki kraju i tylko pierwszą noc spędziliśmy razem.  No i tak trafiłyśmy do naszego „P3”, razem z 26 innymi podróżnikami 🙂 Po zajęciu miejsc, pewnie każdy myślał już tylko o odpoczynku i szybkim dotarciu do hotelu. Ale o spokoju można było tyko pomarzyć, to wszedł ON – Halil Elci, jak się potem okazało wymarzony przewodnik wycieczek 😉

Halil – rodowity Turek, ale kochający Polskę i Polaków. Mieszkał w naszym kraju przez pół roku pilnie ucząc się polskiego, którym teraz włada biegle. Myślałam, że po pani Ninie, która 5 lat temu oprowadzała nas po włoskich miasteczkach, już nigdy nie trafię na tak dobrego przewodnika, a tu taka niespodzianka.

No i nie było drzemki w drodze do hotelu, tylko nauka podstawowych zwrotów po turecku. Już chyba zawsze będę pamiętać, ze „Günaydın” to „dzień dobry”, ale tylko do 10, potem to już trzeba powiedzieć „Iyi günler”. A gdy chcemy komuś za coś podziękować to z uśmiechem mówimy „Cok teşekkür ederim”… I tak ćwicząc o północy swoje języki i zdolności językowe docieramy do Grand Ring Hotel, naszej kwatery na pierwszą noc. Po powitaniu i rozdaniu kart do pokojów, kolejne zaskoczenie – mimo tak późnej pory, na polskie grupy czekała kolacja. Objedzone i nieziemsko zmęczone, idziemy spać około 1.30, aby kolejnego poranka wstać o 6.40 i ruszyć na podbój kraju szafranem i anyżkiem pachnącym 🙂

Nie wiem ile dokładnie przejechaliśmy kilometrów podczas tego tygodnia, ale z moich obliczeń z wujkiem Google wychodzi, że ponad 1100 km. W czasie przejazdów nudy nie było! Wiadomo, piękne widoki za oknem, ale nie tylko…

Halil, tak jak pani Nina potrafił bardzo szybko zintegrować naszą grupę, praktycznie od razu staliśmy się „rodziną”, jak potem często o sobie też mówiliśmy.  Większość grupy to osoby 60+, więc oprócz 14-letniej Wiktorii, byłyśmy z Moniką najmłodsze. Ale dzięki niemu nie było czuć tej różnicy, wszyscy świetnie się dogadywali i bawili.  Każdego dnia w drodze do zwiedzanych miejsc, oprócz opowieści o tym gdzie właśnie jedziemy i historii tego miejsca, mieliśmy też „wykłady” na inne ciekawe tematy. Tak więc był dzień z opowieściami o tureckich ślubach i pogrzebach, dzień o islamie, a także o pierwszym prezydencie Turcji – Ataturku. Dowiedzieliśmy się też ile kosztują mieszkania w Side czy ile zarabia np. nauczyciel oraz o tym, że prawie wszystko pochodzi z Turcji, nawet Czerwony KapTUREK 😉

Nigdy nie miałam w zwyczaju, aż tak chwalić biur podróży, ale tutaj mogę zrobić to z czystym sumieniem. Sama na pewno jeszcze nie raz skorzystam z wycieczek do Turcji organizowanych przez Premio Travel.

A was zapraszam do lektury kolejnych wpisów, w których postaramy się pokazać, jak fascynująca jest ojczyzna Ataturka.